M. Rzepecki: „To trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze”

9 sierpnia 2019, 11:32 | Autor:

Średnia wieku pierwszej jedenastki Błękitnych Stargard to zaledwie 23,5 roku. Zdecydowanie podwyższa ją bardzo doświadczony, 35-letni bramkarz, Mariusz Rzepecki, dla którego nie będzie to pierwsza wizyta w „Sercu Łodzi”. Postanowiliśmy z nim porozmawiać.

– Lepszego startu sezonu chyba nie mogliście sobie wyobrazić.

– Zgadza się. Dwa mecze, dwa zwycięstwa. To jest zawsze miłe i chcielibyśmy podtrzymać tę passę jak najdłużej.

– Gdyby nie stracony w ostatniej minucie gol z Górnikiem, wciąż miałbyś czyste konto.

– Czyste konto to oczywiście fajna sprawa, ale zdecydowanie lepiej nawet stracić bramkę i wygrać mecz, niż bezbramkowo zremisować.

– Spodziewaliście się, że tak dobrze rozpoczniecie sezon?

-Raczej nie. Rozegraliśmy sporo meczów towarzyskich, zaczęliśmy przygotowania na siedem tygodni przed startem ligi. Dobrze to wyglądało w grach przedsezonowych i na każdym treningu. Choć łatwo nie było, udało się nam przenieść to, co wypracowaliśmy w trakcie okresu przygotowawczego na boisko. Efekty było widać w tych pierwszych dwóch ligowych spotkaniach.

– Terminarz nie jest dla was zbyt łaskawy na początku sezonu.

– Tak się ułożył kalendarz rozgrywek i nie mamy na to wpływu. Pozostaje nam przygotować się jak najlepiej do każdego meczu.

– Upiekło wam się, bo nie musieliście grać w Pucharze Polski.

– Powinniśmy grać z Rozwojem w środę, jednak klub z Katowic się wycofał i mogliśmy w pełni poświęcić się jak najlepszemu przygotowaniu do meczu z Widzewem. Uważam jednak, że mamy dość wyrównaną kadrę i nawet gdyby trzeba było zagrać te dwa spotkania, to też dalibyśmy radę. Zresztą wiadomo, że jak idzie, to chciałoby się grać jak najwięcej.

– Z jakim nastawieniem przyjeżdżacie do Łodzi? Po dobrym początku apetyt rośnie w miarę jedzenia?

– Przede wszystkim chcielibyśmy zrealizować wszystkie założenia przedmeczowe i być z siebie zadowoleni po meczu.

– Porównując wyjściową jedenastkę z meczu z Elaną do tej, która wystąpiła we wrześniu 2018 roku w Łodzi, elementów wspólnych jest bardzo mało.

– Sporo było roszad, to fakt. Tak już po prostu bywa, starzy zostali zastąpieni nowymi, a siedem tygodni przygotowań, o których już mówiłem, miało dobry wpływ na naszą integrację. Jest jeszcze kilka rzeczy do poprawy, ale czas działa na naszą korzyść.

– W tym spotkaniu wpuściłeś cztery gole już w pierwszej połowie.

– Żadna porażka nie jest przyjemna, a już na pewno nie wtedy, gdy traci się cztery bramki. Tym razem chcielibyśmy wejść inaczej w mecz. Kilka osób z kadry grało w tamtym spotkaniu i wiemy już, czego unikać. To doświadczenie zaprocentuje.

– Przekazaliście już młodym graczom opis tego, co czeka ich w „Sercu Łodzi”?

– Trochę na ten temat rozmawialiśmy, ale wydaje mi się, że to jest ciężkie do opisania. To trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.

– Tobie nie jest obca atmosfera zarówno nowego, jak i starego stadionu Widzewa.

– Pamiętam, że byłem na starym stadionie raz, przy okazji meczu Zagłębia Lubin w sezonie 2006/2007. Później grałem przeciwko Widzewowi jeszcze z Chrobrym, ale już w Byczynie.

– Najmilsze wspomnienia wiążą się chyba z meczem z Drwęcą. Choć siedziałeś na ławce, to dzięki zwycięstwu bardzo przybliżyliście się do awansu.

– Trochę inaczej to przeżywałem z uwagi na fakt bycia rezerwowym, ale pamiętam, że byliśmy wtedy w bardzo dobrej formie. To pozwoliło nam wygrać tamto spotkanie.

– Choć sportowo awansowaliście, to ostatecznie w II lidze zagrał ŁKS.

– Czułem się wtedy zdezorientowany. Nikt w drużynie nie wiedział, co te wszystkie wydarzenia oznaczają. Ja akurat zdążyłem odejść z klubu jeszcze przed tym, kiedy stało się jasne, że tego awansu finalnie nie będzie.

– W przeszłości grałeś w jednym klubie z dwoma obecnymi widzewiakami – Marcelem Gąsiorem i Bartłomiejem Poczobutem.

– Choć obaj są pomocnikami, to o kompletnie różnej charakterystyce. Marcela zapamiętałem z Chrobrego jako dobrego technicznie zawodnika o ofensywnym usposobieniu. Bartek zaś zawsze skupiał się na zadaniach defensywnych, ale trzeba docenić, że przez lata bardzo mocno się rozwinął.
(Fantastyczny człowiek, bardzo dobry odbiór piłki – dodaje w tle Wojciech Fadecki)

– Kontaktowaliście się już przed meczem?

– Jeszcze nie, ale nic nie jest wykluczone. Może wymienimy się koszulkami.

Rozmawiał Wojtek

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress