Widzew II Łódź – ŁKS Łomża 2:2 (0:2)
25 października 2026, 14:01 | Autor: Oskar
Po pierwszej połowie zapowiadało się na sporą kompromitację, ale rezerwy łódzkiego Widzewa w drugiej części gry zdołały wyrównać. Czasu jednak zabrakło, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ósmy ligowy mecz bez zwycięstwa stał się faktem.
Trener Paweł Ściebura zdecydował się na jedną zmianę względem przegranego meczu z Wartą Sieradz, ale jest to zmiana nie byle jaka. Za Szymona Sołtysińskiego do jedenastki wskoczył Ioan Vermesan. Rezerwy formalnie zatem z ŁKS-em Łomża mogły liczyć na wsparcie trzech zawodników pierwszego zespołu. Chodzi o rumuńskiego napastnika, Antoniego Klukowskiego i Franciszka Golańskiego. Warto również dodać, że w sztabie trenera Widzewa po raz pierwszy pojawił się dzisiaj Marek Hanousek, który pełnił funkcję asystenta. W szeregach gości szkoleniowiec dokonał dwóch roszad. W miejsca Aleksandra Ochenkowskiego i Jakuba Proniewskiego wskoczyli Jakub Moćkun oraz Jerzy Tomal.
Pierwsza bardzo groźna akcja nadarzyła się w 22. minucie i była ona autorstwa gości z Łomży. Mieliśmy rzut wolny z prawej strony. Piłka została dograna przez Andrija Yampola na dalszy słupek, a najwyższy z graczy Łomżan przegrał futbolówkę na drugi słupek. Całą akcję zamykał Tomal, który miał niemal pustą bramkę. Na nasze szczęście zawodnik ostatniej drużyny ligi nie zdołał sięgnąć piłki. Pięć minut później kolejną akcję mieli goście. Uderzał Kyryło Knysh z szesnastki, ale został zablokowany. Swoją akcję miał także Widzew. W 29. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę wybito i ta trafiła do Busza. Nasz skrzydłowy uderzył z woleja z pierwszej piłki i ta niestety tylko musnęła boczną siatkę. W trzydziestej minucie znów zaatakowali Łomżanie. Prawą stroną ruszył Kamil Bębenek, który zszedł na lewą nogę i oddał mocny, dokręcający się strzał – ten głową zablokował Daniel Tanżyna.
W minucie trzydziestej trzeciej kolejna akcja ŁKS-u. Widzewiacy źle wyprowadzili i szybko w polu karnym znalazł się Bębenek. W ostatniej chwili jego strzał blokował Sebastian Zieleniecki. RTS odgryzł się w 36. minucie. Piłkę z lewej strony dośrodkował Igor Busz, a niesfornie interweniował defensor gości. Dzięki temu futbolówka trafiła do Mikołaja Czerniatowicza, który uderzył – w tym samym stylu co Busz – z woleja z pierwszej piłki i nieznacznie się pomylił. Bramkarz Łomżan nawet nie drgnął. Minutę później zza pola karnego strzelał Busz, ale trafił prosto w Mateusza Danielczyka. Ten krótki, dobry okres gry Widzewiaków skończył się w najgorszy możliwy sposób. Łukasz Kijek dośrodkował piłkę z lewej strony z głębi pola, a głową uderzał z dosyć dużej odległości Jakub Moćkun. Pomocnikowi ŁKS-u udało się przelobować głową Golańskiego, czym wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Próbował się szybko odgryźć Klukowski, bo już w 41. minucie. Dostał prostopadłe podanie z prawej strony, ściął do lewej nogi i oddał bardzo mocny strzał, który niestety powędrował nad poprzeczką. To nie był koniec problemów Łodzian. W ostatniej akcji pierwszej połowy futbolówka została dograna w widzewskie pola karne z rzutu wolnego z prawej strony. Udało się piłkę wybić i oddalić zagrożenie, ale tylko pozornie, bo ta trafiła do Kijka, który szybko wszedł z nią w pole karne. Gracz ŁKS-u zwiódł Jakuba Dryznera, strzelił prawą nogą i po rykoszecie, który zmylił Golańskiego, piłka trafiła do siatki. Goście zeszli do szatni z dwubramkowym prowadzeniem i trzeba przyznać, że było to prowadzenie zasłużone.
Na pierwszą groźną akcję czekaliśmy do 64. minuty. Goście nie próbowali kontynuować swojej odważnej, ofensywnej gry. Zakotłowało się na lewym skrzydle pod bramką Łomżan, co zmusiło Daniela Gryzia do wycofania futbolówki. Ta trafiła do Daniela Tanżyny. Doświadczony obrońca dośrodkował piłkę z głębi pola na piąty metr od bramki Danielczyka, a tam był Szymon Sołtysiński, który wszedł w przerwie. Bramkarz ŁKS-u wyszedł z bramki, ale nie zdołał uprzedzić Sołtysińskiego, który odwrócony plecami do bramki zdobył bramkę głową. Spory błąd golkipera, który bezwzględnie wykorzystał nasz napastnik. Dostali wiatru w żagle podopieczni Pawła Ściebury, którzy od zdobytej bramki „usiedli” na przeciwniku. Tym razem futbolówkę kilkadziesiąt metrów podprowadził Jan Głąb, który następnie wypuścił Gryzia. Skrzydłowy rezerw Widzewa dośrodkował miękko w pole karne, gdzie dobrze odnalazł się Klukowski. Polak o kanadyjskich korzeniach był niekryty i powinien był umieścić piłkę w siatce – niestety uderzył głową nad poprzeczką.
W minucie siedemdziesiątej świetne penetrujące podanie po ziemi posłał Zieleniecki do Sołtysińskiego. Ten ją zgrał do Kołodziejczyka, który od razu uruchomił górnym podaniem Vermesana. Rumun dobrze opanował piłkę i podał ją do Klukowskiego, który momentalnie oddał ją zwrotnie do napastnika. 19-letni rumuński napastnik został tym podaniem wyrzucony ze światła bramki, ale zdołał wystawić Klukowskiemu. „Kluko” miał przed sobą pustą bramkę, ale nieczysto trafił w piłkę. Z tego niecelnego strzału wyszło podanie do ustawionego na dalszym słupku niekrytego Głąba, który miał dwa, może trzy metry do linii bramkowej. Niestety pomocnik nie trafił w światło bramki. Nie spodziewał się, że piłka do niego trafi. Kilku zawodników rezerw wraz z trenerem Ścieburą padli na kolana. To powinien być gol!
Nie ustawał napór Łodzian. W 85. minucie piłkę z lewej strony otrzymał ustawiony na dalszym słupku Sołtysiński. Napastnik zgrał futbolówkę na szósty metr, na którą nabiegał Nikodem Stachowicz. Niestety skrzydłowy uderzył bardzo niecelnie. To była kolejna bardzo dobra okazja. Od bramki wznowił Danielczyk, ale zagrał pod nogi Tanżyny. Ten podał do Kołodziejczyka, który następnie przekazał piłkę Sołtysińskiemu. W futbolówkę nie trafił, chcący ją wybić defensor ŁKS-u Łomża, co pozwoliło ruszyć Sołtysińskiemu na bramkę rywala. 26-letni napastnik długo utrzymywał się przy piłce, wpadł z nią w pole karne. Piłka nieznacznie mu odskoczyła, ale dzięki temu trafiła do Supczinskiego, który uderzył z pierwszej piłki i pokonał bramkarza Łomżan. Jak wracać po kontuzji, to właśnie w taki sposób! W 90. minucie wyłapał dośrodkowanie przeciwnika Golański i szybko rozpoczął kontrę, podając do Knapka. Nasz boczny obrońca podprowadził piłkę do linii środkowej i uruchomił ustawionego szerzej Gryzia. Skrzydłowy z łatwością minął gracza ŁKS-u, wpadł w pole karne i oddał mocny strzał, który minął bramkarza gości. Futbolówkę z linii wybijał Kacper Kopyściański. Ależ było blisko! Niestety to był ostatni akcent tego meczu. RTS nie zdołał obrócić wyniku tego meczu, ale poniekąd udało się uciec spod topora – niemniej trzeba powiedzieć jasno, że seria bez zwycięstwa trwa, a wyszarpany remis z ostatnią drużyną ligi cieszyć nie może nikogo.
Widzew II Łódź – ŁKS Łomża 2:2 (0:2)
63′ Sołtysiński, 85′ Supczinski – 39′ Moćkun, 45+1′ Kijek
Widzew II:
Golański – Kopko, Zieleniecki, Tanżyna, Knapek – Kołodziejczyk – Klukowski (80′ Stachowicz), Czerniatowicz (46′ Sołtysiński), Dryzner (52′ Głąb), Busz (46′ Gryzio) – Vermesan (80′ Supczinski)
Rezerwowi: Andrzejewski – Śmiechowski, Kozłowski
Trener: Paweł Ściebura
ŁKS:
Danielczyk – Tomal, Kopyściański, Kriegler – Kijek, Yampol, Tarczyński, Lesicki – Moćkun (73′ Walczak), Bębenek (73′ Proniewski), Knysh
Rezerwowi: Wądołowski – Wultański, Kalpachuk, Wach, Ochenkowski
Trener: Maciej Tarnogrodzki
Sędzia: Hubert Zięba (Pińczów)





Górnik Zabrze
Lech Poznań
Pogoń Szczecin
Legia Warszawa
Wisła Kraków
Piast Gliwice
Zagłębie Lubin
GKS Katowice
Korona Kielce
Wisła Płock
Motor Lublin
Jagiellonia Białystok
Cracovia
Widzew Łódź
Wieczysta Kraków
Radomiak Radom
Śląsk Wrocław
Raków Częstochowa 
KTS Weszło Warszawa
Wigry Suwałki
Świt Nowy Dwór Maz.
Mazovia Mińsk Maz.
Pelikan Łowicz
Ząbkovia Ząbki
Wisła II Płock
Warta Sieradz
Olimpia Zambrów
Olimpia Elbląg
Jagiellonia II Białystok
Widzew II Łódź
Polonia Lidzbark Warm.
ŁKS II Łódź
Lechia Tomaszów Maz.
Mławianka Mława
KS CK Troszyn
ŁKS Łomża
Kolejny kamyczek do ogrodka dyro. Żeby nie było ale niestety sam się podkłada. Uznał, że rezerwy nie muszą awansować i powypozyczal co lepszych. Mało tego poszli na ten sam poziom. Ja już nie wiem co on ma w głowie i vo tu się dzieje. Ale wszyscy wiedzą i chcą, by rezerwy grały jak najwyżej. Wtedy podnosi się poziom zawodnikow, maja od kogo się uczyć i chętniej przyjdą nowi mlodzi i lepsi pod kątem jedynki by grać np 2 lidze niż 4 . Póki co to nasz dyro jest takim koniem trojańskim. Chyba tylko sam widzi świetlana przyszłość. A póki co… Czytaj więcej »