Widzewska nauka na błędach? Można mieć obawy

27 grudnia 2023, 08:56 | Autor:

W drugi weekend lutego Widzew powróci do ligowej rywalizacji. Przed drużyną bardzo ważna runda, która musi być zdecydowanie lepsza od poprzedniej wiosny, by nie ziścił się najgorszy scenariusz. Czy przy Piłsudskiego rzeczywiście wyciągnęli właściwe wnioski?

Latem, przed rozpoczęciem sezonu, przed piłkarzami postawiono cel sportowy. Tym razem samo zapewnienie sobie utrzymania w Ekstraklasie nie wystarczy, by zadowolić szefów klubu. Właściciel, zarząd oraz dyrektor sportowy zgodnie zapowiadali, że zadaniem na bieżące rozgrywki będzie progres punktowy. Łodzianie mają zgromadzić większy dorobek, co powinno również przełożyć się na wyższe miejsce w tabeli. Konkretnej lokaty do zajęcia jednak nie wskazano. Dla porównania, poprzedni sezon czerwono-biało-czerwoni zakończyli na dwunastej pozycji, z czterdziestoma jeden punktami na koncie. Żeby przebić ten wynik, czekająca łodzian runda musi być nie tylko lepsza od poprzedniej wiosny, ale też od minionej jesieni.

Pamiętajmy jednak, jak układała się poprzednia kampania. Po siedemnastu kolejkach jesieni Widzew zajmował rewelacyjną trzecią pozycję, co dawało olbrzymi spokój w trakcie przerwy zimowej. Utrzymanie, będące ówczesnym celem zespołu, było niemal pewne, więc postanowiono nie szaleć na rynku transferowym. W szatni pojawiła się tylko jedna nowa postać – Andrejs Ciganiks – a drugiego planowanego wzmocnienia nie udało się sfinalizować. Pozyskanie Daniego Ramireza upadło ze względów proceduralnych, natomiast inny kandydat do gry na pozycji środkowego ofensywnego pomocnika, jakim był Ales Cermak, wolał zostać w Czechach. W efekcie drużyna Janusza Niedźwiedzia zaliczyła koszmarną wiosnę, wygrywając tylko dwa mecze i spadając z podium do dolnej połowy tabeli.

Po zakończeniu sezonu zaczęło się mityczne wyciąganie wniosków. Po długiej analizie, w oficjalnym przekazie medialnym władze RTS oraz jej trener stali na stanowisku, że nie było jednej konkretnej przyczyny tak nieudanej rundy. Uznano, że istniał szerszy szereg powodów, a jako przykłady najczęściej padały problemy z kontuzjami i chorobami, brak odpowiedniej infrastruktury w okresie zimy i wczesnej wiosny oraz właśnie brak większej liczby transferów, które byłyby zastrzykiem świeżej krwi w zespole. Zapewniano kibiców, że lekcje zostały odrobione i do następnej wiosny widzewiacy będą lepiej przygotowani.

Jeśli chodzi o kontuzje, to poza posiadaniem w sztabie szkoleniowym fachowców znających się na swojej dziedzinie, nie za wiele można zrobić. Urazy to w zawodowym sporcie rzecz losowa, na którą nie ma się większego wpływu. Można stosować ćwiczenia prewencyjne, zapewnić zawodnikom jak najlepsze narzędzia pracy i dogłębnie weryfikować ich organizmy przed podpisaniem umowy. Później można mieć albo szczęście do braku kontuzji, albo pecha. Jesień pokazała, że przy Piłsudskiego miejsce miała ta druga opcja. Problemy zdrowotne dopadły wielu piłkarzy, głównie kluczowych, tj. Serafina Szotę, Mato Milosa, Juljana Shehu, Sebastiana Kerka czy w mniejszym stopniu Bartłomieja Pawłowskiego (jest już zdrowy) i Juana Ibizę. „Kadra jest przez to mniej liczna, więc obniża się poziom rywalizacji w zespole. Moim zdaniem straciliśmy zarówno wartość siły uderzeniowej, jak i jakość w grze obronnej. Jest duża szansa, że większość tych zawodników wróci już na początku przygotowań do rundy wiosennej i sam ten fakt już nas wzmocni” – skomentował sprawę Tomasz Wichniarek, goszcząc kilka dni temu w studio Radia Łódź.

Dyrektor sportowy Widzewa mówił w tym samym programie, że kadra ma być po nowym roku silniejsza nie tylko ze względu na powracających do zdrowia piłkarzy, ale także dzięki transferom. „Zawsze trzeba szukać świeżej krwi, dlatego będziemy starali się wzmocnić zespół. Najważniejsze jest to, żeby byli to piłkarze lepsi od tych, których już mamy. Trzeba to zrobić rozsądnie, bo kadra nie jest z gumy. Chcemy wzmocnić zarówno obszar ofensywy, jak i defensywy. Czy to będzie jeden, dwóch czy trzech zawodników? To pokaże życie. Dążymy do tego, żeby wzmocnić zespół. Nie zrobimy na pewno pięciu czy dziesięciu transferów. Raczej jeden-dwa” – dodawał Wichniarek.

W kuluarach można usłyszeć od pewnego czasu, żeby priorytety są obecnie dwa. To prawa obrona oraz środek pola. Daniel Myśliwiec nie jest zadowolony z postawy Patryka Stępińskiego i Pawła Zielińskiego, dając im do zrozumienia, iż jeśli się nie poprawią, nie pograją za wiele. Jeśli zespół wzmocnić ma kolejny piłkarz na tej pozycji, szanse obu graczy maleją jeszcze bardziej. Z kolei znalezienie kreatywnej „ósemki” ma być reakcją na poważny uraz Shehu, który być może więcej nie zagra już w łódzkiej drużynie. Niedługo po tym, jak wróci do zdrowia po zerwaniu więzadeł krzyżowych, skończy się jego umowa. W czekającej widzewiaków rundzie nie można na niego liczyć, więc trzeba kadrę uzupełnić. Zdaniem Gazety Wyborczej, skauting ma się koncentrować na kierunku czesko-słowackim. Nie można wykluczyć także dalszych ruchów, w przypadku transferów wychodząc, ale na obecną chwilę konkretne zainteresowanie wzbudza jedynie Henrich Ravas. Oferowana kwota ma być jednak zdecydowanie za mała w stosunku do oczekiwań. Możliwe wiec, że bramkarz zostanie co najmniej do końca sezonu i wtedy rzeczywiście skończy się na jednym lub maksymalnie dwóch transakcjach przychodzących.

Narzuca się więc pytanie, czy w RTS na pewno wyciągnęli wnioski po poprzedniej wiośnie. Jeżeli brak większej liczby nowych zawodników został wskazany jako jedna z przyczyn niepowodzenia w tamtym okresie, to dlaczego teraz klub zamierza zrobić to samo? „Z perspektywy czasu uważam, że mogliśmy zimą przeprowadzić jeszcze jakiś transfer, ale gwarancji, że byłoby lepiej, nie ma. Mamy swoje przemyślenia, będziemy pewne rzeczy zmieniać i weryfikować, jaki przyniesie to skutek” – mówił Wichniarek, oceniając drugą część kampanii 22/23. „Z perspektywy czasu uważamy, że to był błąd. Wiemy, że rywalizacja powoduje podniesienie poziomu zawodników” – wtórował mu Niedźwiedź. Dziś planuje się powtórkę poprzednich działań. Można zrozumieć, że zimowe okno transferowe jest bardziej skomplikowane, dlatego dokonywanie ruchów personalnych tylko po to, by do nich doszło, jest bez sensu. Ale jeśli dyrektor sportowy i jego ludzie, odpowiedzialni za wyszukiwanie piłkarzy, mają wykazać się skutecznością na poziomie jednego czy dwóch kandydatów na półrocze, to może warto zastanowić się nad ich kwalifikacjami, a co dalej idzie nad przydatnością? Wszak otrzymują wynagrodzenie za to, żeby właściwych graczy wskazać, a nie kolejnej zimy twierdzić, że rynek nikogo interesującego nie oferuje.

Na koniec wróćmy do trzeciej, najczęściej podnoszonej kwestii podczas analizy poprzedniej wiosny, czyli infrastruktury. Wydaje się, że w tym obszarze także nie można mówić o pełnym komforcie, choć pewien progres ma zostać poczyniony. O swobodnym dostępie do boiska z naturalną murawą na razie można zapomnieć. W pierwszym etapie przygotowań drużyna będzie korzystała ze sztucznego w Wiśniowej Górze, do momentu, aż wymieniona zostanie syntetyczna nawierzchnia na Łodziance. Dopiero podczas obozu w Turcji będzie można trenować na klasycznej płycie, ale po powrocie do kraju piłkarzy znów czeka praca na sztucznym boisku. Na naturalne przeniosą się dopiero w mikrocyklu przed ligowym meczem z Jagiellonią Białystok, korzystając z bazy w Uniejowie. A co dalej? Zanim nastaną cieplejsze miesiące, trzeba będzie zmierzyć się w zawsze wymagającym spotkaniu derbowym, odwiedzić stadion lidera z Wrocławia czy podjąć Legię Warszawa w klasyku. Czy zespół Myśliwca będzie mógł przygotować się do tych starć w normalnych warunkach?

Reasumując, za półtora miesiąca rozpocznie się bardzo ważny okres w najnowszych dziejach klubu. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację w tabeli i wspomnienia z rund wiosennych, można być pełnym obaw. Oby włodarze Widzewa udowodnili, że rzeczywiście potrafią uczyć się na własnych błędach, bo kolejnej szansy mogą już nie dostać…

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x