S. Bergier: „W Widzewie skazywano mnie na pożarcie”

19 stycznia 2026, 08:44 | Autor:

W przeciągi ostatnich trzech dni Sebastian Bergier udzielił dwóch wywiadów. Jeden kanałowi 365 DNI O PIŁCE, natomiast drugi TVP Sport. W związku z tym zebraliśmy najciekawsze wątki, które poruszył najlepszy strzelec łódzkiego Widzewa.

O nowej erze w Widzewie Łódź i Ekstraklasie

„Wiedziałem, że w Widzewie będą duże zmiany, ale nie wiedziałem, że aż takie. Jesteśmy polskim klubem, który jest najbardziej aktywny na rynku transferowym. Liga rośnie i inne drużyny nie śpią. Wszyscy w Ekstraklasie są w stanie zaoferować naprawdę dobry kontrakt i zapłacić dobre pieniądze za zawodnika. To jest plus dla ligi, ale swego rodzaju minus dla RTS-u. Gdyby do tej rewolucji doszło dwa-trzy lata temu, to może wynik na koniec roku byłby lepszy. Do polskiej ligi przychodzą coraz lepsi zawodnicy i trenerzy. Ten poziom naprawdę poszedł do góry, wyrównał się i najlepszym tego potwierdzeniem jest obecne ułożenie tabeli”.

O początkach w klubie

„Staram się patrzeć tylko na siebie. Przychodząc tutaj, wiedziałem, że czeka mnie rywalizacja. Klub, a w zasadzie społeczność oczekiwała dużego transferu na moją pozycję, a mnie skazywali na pożarcie. Ja się z tego śmiałem pod nosem, bo wiedziałem, że mogę udowodnić swoją jakość i myślę, że to pokazałem w pierwszym półroczu. Teraz czeka mnie najcięższy okres, żeby tę formę podtrzymać, a oczekiwania będą przecież coraz większe. Poniżej pewnego poziomu już nie mogę zejść”. 

Co jest przyczyną dobrej formy?

„Poza boiskiem wszystko przebiegło w porządku. Znalazłem sobie mieszkanie w spokojnej okolicy, niedaleko stadionu czy centrum. Jeśli chodzi o boisko, to sądzę, że przyszedłem w dobrym momencie. Byłem w klubie od początku i mogłem w pełni przygotowany zacząć rundę. To mi dało przewagę. Gdyby dołączył, tak jak niektórzy zawodnicy po okresie przygotowawczym, to mógłbym mieć zdecydowanie ciężej”.

O kibiach Widzewa

„Społeczność Widzewa jest ogromna. Nie spodziewałem się, szczerze mówiąc, że jest ona aż tak duża. To się odczuwa. Nawet jak idę się przejść do parku, to zawsze mnie ktoś zaczepi. To jest bardzo miłe, bo wcześniej to były pojedyncze osoby, a teraz zna mnie coraz więcej osób, ale sądzę, że zapracowałem sobie na to sumienną i ciężką pracą. To też pokazuje, jak ogromne są możliwości takiego klubu, jak Widzew Łódź”.

O śląskim i łódzkim dopingu

„W GKS-ie moje początki były ciężkie. Osiemset osób przychodziło na mecz, ale z czasem, gdy przyszła Ekstraklasa to wszystko ruszyło. Kibice GKS-u i ich doping był fenomenalny. Czasami do dzisiaj nucę sobie pojedyncze przyśpiewki. Na Śląsku jest świetny klimat. GKS idzie w dobrym kierunku. Robią dobre ruchy transferowe – choć nie zawsze (śmiech). W Widzewie jednak mamy komplet publiczności na każdym spotkaniu – niezależnie od tego, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe. Jest moc kibicowska – wszyscy stoją i śpiewają. Przed meczem potrafią przejść ciarki i nie możesz się doczekać, aż wyjdziesz na boisko. Mnie to nie paraliżuje, a mobilizuje”.

O ofercie z Węgier

„Nie spodziewałem się, że jakikolwiek klub jest w stanie zaoferować za mnie takie pieniądze [2,5 mln euro]. Ponad rok temu byłem w zupełnie innym miejscu – nie miałem ani jednej bramki w Ekstraklasie, a dzisiaj mam ich osiemnaście. Spodziewałem się, że jakaś oferta może przyjść zimą, ale nie na taką sumę. Myślę, że to godna suma za zawodnika, który parę miesięcy temu przeszedł do Widzewa za darmo. Ferencvaros był dla mnie atrakcyjnym kierunek, nie tylko ze względów finansowych – bo mógłbym dostać tam lepszy kontrakt, ale też sportowych, bo to duży klub w swoim kraju. RTS tę ofertę od razu odrzucił. Ja jestem szczęśliwy w Łodzi, cieszę się, że mogę występować dla tego klubu i moim celem jest bycie kluczowym zawodnikiem tego klubu. Dla mnie to też powód do dumy, że klub mnie na tyle wysoko ceni, że nie chciał mnie sprzedać za takie pieniądze. Nie chcieli słyszeć o transferze i dla mnie to również budujące”.

O tym, jak się zmienił na przestrzeni lat

„W przeszłości byłem raczej osobą cichą. W Śląsku Wrocław w swoim kręgu czułem się dobrze, a blokadę miałem przed starszymi zawodnikami. Od czasu GKS-u Katowice sądzę, że to się zmieniło. Tam była świetna szatnia i dobrze się w nią wkomponowałem. Myślę, że byłem tam pierwszą osobą do żartów. Warto być otwartym, bo to ułatwia kontakty z kolegami z szatni czy z trenerami. To tylko pomaga, a nigdy nie szkodzi”.

Anegdota o Samuelu Akere

„Samuel Akere przyszedł do nas latem. Miał trochę problemów z takimi prostymi rzeczami. Możliwe, że to z powodu miejsca, w którym się wychowywał. My w Łodzi na treningi głównie dojeżdżamy ze stadionu rowerami. Kiedy on zobaczył, że wszyscy jeżdżą na rowerach, to stwierdził, że też chce. Problem polegał na tym, że jak on wsiadał na rower, to od razu się wywracał. Byłem naprawdę w szoku, bo wydawało mi się, że takich rzeczy uczy się w wieku młodzieńczym. Na obozie w Opalenicy mieliśmy dzień regeneracyjny po meczu, w ramach którego mieliśmy przejażdżkę rowerową. Wytłumaczyłem mu, jak to działa, biegałem za nim, pomagając mu utrzymać równowagę na rowerze. Powoli zaczynał łapać. Problem pojawił się, jak wróciliśmy do Łodzi, bo droga na Łodziankę na początku jest prosta, ale w pewnym momencie wjeżdżamy w las, gdzie trzeba trochę pomanewrować. Samuel z reguły kończył wtedy twarzą na drzewie, ale był zawzięty, żeby się nauczyć. Zawsze czekał na mnie, bo może czuł się bezpieczniej lub bardziej komfortowo. Praktyka czyni mistrza i w końcu w pełni nauczył się jeździć”.

Na jakiej pozycji zaczynał jako junior?

„Jak zaczynałem grać w piłkę nożną, to zawsze strzelałem dużo bramek. W juniorach Śląska Wrocław mieliśmy jednak zawodników na tej pozycji, którzy byli szybsi i silniejsi. W takim wieku to sprawia, że się mocno wyróżniasz. Ja byłem wytrzymały i szybko podejmowałem decyzje. Trenerzy stwierdzili, że będę dobrym defensywnym pomocnikiem. Rok po roku od tej pozycji zaczynałem grać coraz wyżej, aż wylądowałem na dziewiątce. Sądzę, że te umiejętności ze środka pola teraz mi się przydają, ale może gdybym od początku był napastnikiem, to szybciej udałoby się wejść na ten poziom, a może wyższy”.

Kto jest jego piłkarską inspiracją?

„Moją inspiracją jest Serhou Guirassy. Regularnie notuje liczby. To zawodnik z pewną nonszalancją, której ja chyba nie mam. Ma też bardzo dobre warunki fizyczne, jest wybiegany, a to wszystko w towarzystwie wysokiego wyszkolenia technicznego i zmysłu do gry kombinacyjnej”.

O współpracy z Andim Zeqirim

„Andi Zeqiri jest bardziej zawodnikiem technicznym. Myślę, że z takim typem napastnika gra się zdecydowanie łatwiej w parze. Rozumiemy się nawzajem i gra kombinacyjna nie sprawia nam problemów. To jest odpowiedni człowiek do gry na dwie dziewiątki, a nie z każdym można tak funkcjonować. Dobrze się czuję w takim ustawieniu. Większa odpowiedzialność pod bramką rywala spoczywa na nas, a nie na całym zespole. Jak jesteśmy we dwóch, to uwaga obrońców musi być równo rozłożona, a nie skupiona na jednym napastniku. Trener Jovićević daje nam również sporo swobody w grze. Mamy się czuć komfortowo na boisku, ale brać także udział w rozegraniu piłki – tego od nas oczekuje”.

Subskrybuj
Powiadom o
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jaco
8 godzin temu

Jesteś kot Widzew dawno nie mial takiego napastnika…

eMa
7 godzin temu

Fajnie się wypowiada, oby dał dużo radości kibicom.

Pablo
6 godzin temu

Bergier gdyby nie ty bylibyśmy czarnej dupie,wielka albanska gwiazda za miliony grzała ławę!

3
0
Would love your thoughts, please comment.x