Zamiast rewolucji… mniejsza rewolucja, czyli letnie transfery Widzewa (analiza)

12 września 2026, 18:58 | Autor:

Przed rozpoczęciem sezonu władze Widzewa zapowiadały, że zamierzają sprowadzić maksymalnie czterech nowych zawodników. Skończyło się tylko na planach, bowiem do drużyny dołączyło ich aż dziewięciu. To nie tak duża rewolucja, jak przed rokiem, ale wciąż rewolucja.

Gdy Robert Dobrzycki przejął stery nad łódzkim klubem, żadnych personalnych zmian nie było. Stało się to bowiem pod koniec marca 2025 roku, a więc pierwsze ruchy można było wykonywać dopiero latem. Wtedy do akcji wkroczył zatrudniony jeszcze pod koniec rządów Tomasza Stamirowskiego dyrektor sportowy Mindaugas Nikolicius. Ruszył na zakupu ze „złotą kartą” kartą w ręku, szastając pieniędzmi na lewo i prawo. Łącznie wydano 7,13 miliona euro, co było absolutnym klubowym rekordem!

Od tamtych zakupów minął już rok, więc można pokusić się o w pełni rzetelne oceny tamtych działań, choć fakty mówią same za siebie. Dwunastu z osiemnastu wprowadzonych wówczas do zespołu zawodników już w nim nie ma! W gronie tym jest co prawda sześciu wypożyczonych piłkarzy, ale żaden z nich nie rokuje na powrót i znaczący wpływ na kadrę. Pozostała szóstka, to zawodnicy albo głębokiej rezerwy, jak Veljko Ilić, Antoni Klukowski czy Ricardo Visus, albo podlegający ostatnio rotacji, jak Sebastian Bergier i Lindon Selahi. Jedynie Mariusz Fornalczyk to ktoś, o kim można dziś powiedzieć, że jest ważną postacią i ma pewne miejsce w wyjściowej jedenastce.

Przyglądając się powyższej grafice, opublikowanej przez WTM przed rokiem, warto policzyć, jak zmieniała się szacunkowa wartość tych piłkarzy. Według portalu Transfermarkt w momencie ich zakupu suma wynosiła 22,2 miliona euro, a więc trzy razy mniej niż realny koszt ich sprowadzenia. Wydawało się więc, że Łodzianie zrobili wtedy świetny interes, lecz boisko tego nie potwierdziło. Dziś kwota łączna wynosi w przypadku tej trzynastki wynosi (trzech nie posiada wycen) 17,6 miliona euro, więc spadek jest niemały, choć to nadal znacznie więcej niż ich faktyczna cena.

Dodajmy jednak, że wynik mocno zawyża olbrzymi wzrost w przypadku Diona Gallapeniego, który nie jest już piłkarzem RTS – z 0,25 miliona euro na 4 miliony euro! Z tych aktualnych graczy „podrożał” jedynie Sebastian Bergier, a wszyscy pozostali „staniali”. Przykładowo Andi Zeqiri o połowę, a Veljko ilić ponad trzykrotnie! Wycena zawodników związanych kontraktami (będący w kadrze lub wypożyczeni) wynosi obecnie równe 12 milionów euro. To jednak tylko ciekawostka i jedynie wirtualne wyliczenia.

Dużo lepiej pod względem zabawy w liczby, ale przede wszystkim pod względem boiskowego efektu, wygląda zimowe okno transferowe, za które odpowiadali już inni ludzie. W październiku stery powierzono duetowi Dariusz AdamczukPiotr Burlikowski, wspieranemu przez szefa skatów Sławomira Rafałowicza. Pozyskano znacznie mniejszą (choć i tak dużą, jak na ten okres sezonu) liczbę zawodników, ale… wydano na nich ponad dwa razy więcej pieniędzy! Sam Osman Bukari, który pobił rekord Ekstraklasy, kosztował 80% tego, co cały letni zaciąg! Ghańczyk jest akurat przykładem źle zainwestowanych środków, ale reszta nabytków zdecydowanie obroniła się.

Bartłomiej Drągowski, Steve Kapuadi i Przemysław Wiśniewski szybko stali się liderami zespołu. Pewne miejsce w składzie ma też zazwyczaj Emil Kornvig, a i Lukas Lerager mógłby na to liczyć, gdyby nie zerwanie ścięgna Achillesa. Problemy zdrowotne dopadły też bocznych obrońców Carlosa Isaaca i Christophera Chenga, ale dopóki mogli grać, trzymali co najmniej przyzwoity poziom. Poza wspomnianym Bukarim, którego Adamczuk i spółka nie wymażą ze swoich CV już do końca ich futbolowych karier, jako jedyny odszedł z Widzewa. Jest jednak wypożyczony, więc teoretycznie można jeszcze odzyskać część pieniędzy. Pozostali wciąż stanowią klubowe „aktywa”.

Jak widać, nie było już tak olbrzymiej różnicy pomiędzy realnymi wydatkami a szacowaną przez Transfermarkt wartością zawodników. Trzeba jednak pamiętać, że okres zimowy charakteryzuje się znacznie mniejszą dostępnością piłkarzy bez umowy, za których nie trzeba płacić odstępnego. Jak zmieniła się wartość tej ósemki na przestrzeni minionego półrocza? Nietrudno zgadnąć, że największy zjazd zaliczył Bukari, którego wyceniano na 4,5 miliona euro, a teraz kwota ta jest o dwa miliony mniejsza. Dokładnie odwrotnie stało się z kolei u =, więc przy tej dwójce Widzewiacy wyszli na zero. U reszty albo wartości pozostały niezmienne, albo delikatnie spadły. Ogólnie po ostatnich korektach powyższe grono posiada szacunkową wycenę na poziomie 14,9 miliona euro, a więc i tu zaliczono regres. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, że każdy z tych graczy wciąż jest związany z klubem, co stanowi jego kapitał ludzki.

Przechodząc do spraw bieżących, warto cofnąć się do końcówki maja, gdy o letnie plany transferowe pytany był sam Dobrzycki. „Na moją czutkę potrzebna jest kosmetyka. Będziemy mieli dwa odejścia, więc tu trzeba uzupełnić skład, ale już komuś mówiłem, że to nie będzie więcej niż palce jednej ręki” – zapowiadał prezes Widzewa, później powtarzając to kilkukrotnie w swoich wypowiedziach. Po raz kolejny jego założenia uległy zmianie, ponieważ w zamkniętym w czwartek o północy oknie do zespołu dołączył ostatni, już dziewiąty (!) zawodnik, a uwzględniając wracających z wypożyczeń, w sumie było ich piętnastu. Dodając do tego fakt, że odejść było aż dwanaście (niektóre się dublują), mamy do czynienia z kolejną rewolucją. Owszem, nie tak wielką, jak rok wcześniej, ale wciąż rewolucją.

Biorąc pod uwagę jedynie tych Widzewiaków, którzy po zamknięciu okna transferowego zostali w zespole, ich liczba wynosi dokładnie dziesięć. W oczy rzuca się przede wszystkim łączna suma wydanych pieniędzy, która była znacznie mniejsza niż w dwóch poprzednich okresach zakupowych. Według danych portalu Transfermarkt okrągły milion euro kosztował Daniel Świderski, a połowę tej sumy trzeba było wydać na Maria Garcię i dokładnie tyle samo za Dariana Malesa. Reszta piłkarzy została sprowadzona bez kwoty odstępnego lub wypożyczono. Dziesiątkę zamyka Antoni Klukowski, który wrócił do klubu po półrocznym pobycie w Polonii Warszawa.

Szacunkowa wartość tej grupy zawodników wynosi aktualnie 16,25 miliona euro, więc patrząc na letnie ruchy pod tym właśnie kątem, dokonano świetnych zakupów. Wycena jest ośmiokrotnie wyższa od zainwestowanych środków, ale po pierwsze to tylko wirtualne wyliczenia, a po drugie Jusuf Gazibegović, Dani Silva oraz Ioan Vermesan nie są formalnie graczami Widzewa, więc nie można traktować ich jako „aktywa” klubu.

Powyższe zestawienie pokazuje, że pod względem liczby migrujących graczy Łodzianie zajmują szóste miejsce w Ekstraklasie (latem 2025 był drugi, za Jagiellonią Białystok), choć dzielą je z Legią Warszawa i Śląskiem Wrocław. Największa rotacja personalna miała miejsce w Motorze Lublin, gdzie łącznie doszło aż do trzydziestu pięciu ruchów. Więcej niż przy Piłsudskiego było ich także Krakowie, Płocku i Zabrzu. Najspokojniej w tym aspekcie było w GKS Katowice i Lechu Poznań, a więc wśród dwójki z piątki przedstawicieli polskiej federacji w europejskich pucharach. Stawianie na stabilizację wychodzi im naprawdę dobrze!

Przed rokiem najmocniej do kieszeni sięgali szefowie Rakowa i Widzewa. Ci pierwsi na wzmocnienia przeznaczyli wtedy prawie 9,5 miliona euro, a drudzy ponad 7 milionów euro. Ta dwójka wciąż jest w czołówce, ale palmę pierwszeństwa przejęła inna dwójka. Najbardziej rozrzutny okazał się „Kolejorz„, który niemal połowę wszystkich środków wydał na nomen omen… Luis Palmę. O ile inwestycje w szeregach marzącego o awansie do Ligi Mistrzów triumfatora rozgrywek nie dziwią, to działania Korony Kielce były wręcz szokujące! Ekipa ze Świętokrzyskiego nie poszła jednak w ilość, jak RTS poprzedniego lata, ale w jakość. Podium zamknął inny pucharowicz – Górnik Zabrze.

Wielkim zaskoczeniem był fakt, że wśród drużyn, które na ruchy przychodzące nie przeznaczyły nawet złotówki, znalazła się słynąca z wielkiego rozmachu Legia Warszawa! Stołeczne władze póki co chyba nie żałują wprowadzenia trybu oszczędnościowego, patrząc na miejsce w tabeli ich piłkarzy. Oprócz Legionistów, same bezgotówkowe transfery przeprowadzali też Motor, Piast Gliwice i Wisła Kraków. Czerwono-biało-czerwoni znaleźli się na szóstej pozycji.

Choć zakończone niedawno okno transferowe było dużo skromniejsze pod kątem wydatków, nadal plasuje się wysoko na liście wszystkich letnich okresów od momentu powrotu do Ekstraklasy. Pierwsze trzy sezony był pod tym względem bardzo spokojne, ponieważ ówczesny właściciel Tomasz Stamirowski nie chciał przeznaczać wielkich środków na wzmocnienia kadry. Trzeba było mocniej się wysilić, by znaleźć odpowiednich piłkarzy, dostępnych za darmo lub za niewielką opłatą. Teraz czasy się zmieniły, lecz ewidentnie widać też zmianę podejścia Roberta Dobrzyckiego rok do roku.

Na koniec zostawiliśmy sobie ranking, do którego zalecamy bardzo luźne podejście, czyli szacunkowe wartości kadr zespołów Ekstraklasy. Listę otwierają Lechici, których aktualny skład wyceniany jest przez Transfermarkt na 54,5 miliona euro, a więc o 22,5% więcej niż w poprzednim sezonie. Widzew zajmuje tu drugą pozycję. Zdaniem portalu zawodnicy z Piłsudskiego są warci 42,05 miliona euro, co daje wzrost o prawie 46%. Dla porównania, ruchy wykonane poprzedniego lata dały przyrost aż o 175,5%, a więc widać wyraźnie, że tempo inwestycji w drużynę zaczęło hamować. Nawet biorąc pod uwagę luźne podejście do wyliczeń Transfermaktu.

Podium zamyka Raków, a najmocniejsza przed rokiem Legia spadła aż na ósmą pozycję! Najmniej wartościową kadrą mają dysponować trenerzy Piasta, Śląska Wrocław i Radomiaka Radom. Co ciekawe, w całej lidze znów odnotowaliśmy wzrost, choć nie tak duży, jak wcześniej. Zeszłego lata progres wynosił 37,2%, teraz to „tylko” 12,38%. Nie było też wysyłania po graczy prywatnych odrzutowców czy w ogóle włączania się właściciela w proces budowania kadry. Całość odpowiedzialności za to wziął na siebie Łukasz Masłowski i to jego dokonania będziemy oceniać za kilka miesięcy.

Google
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł Google
Subskrybuj
Powiadom o
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
pan x
1 godzina temu

Świderski nie ma na imię Daniel poprawcie to

Shy89
1 godzina temu

Tak to wygląda jeśli na górze jest ruch jak na dworcu,każdy kupuje co może żeby pokazać że coś robi i przy okazji jak się okazuje w niektórych przypadkach zgarnąć prowizję ( stąd taki przemiał) a interes klubu leży. Piłkarsko słabo bo większość nieprzygotowana fizycznie albo bez gry od pewnego czasu i wrzuceni w normalny trening czy próbę gry łapią kontuzje i pożytek z nich żaden. Czy nowy zaciąg obroni się na boisku? Obym się mylił ale śmiem wątpić…

Broken
1 godzina temu

Wpierdziel z Legla, Wpierdziel z Wieczysta
Chciałbym zobaczyć mine Masłowskiego
Tłumaczenia drużyna w budowie to jest proces potrzeba czasu

R2r
1 godzina temu

To trzeba tak jak w Wielkim Widzewie. W czwartki mecze wewnętrzne o skrzynkę piwa. To były takie armagedony, że sobotnie mecze ligowe to był pikuś i Widzew w dniu meczowym nawet trenera nie potrzebował. :) jutro będzie dobrze :)

Hurrek
1 godzina temu

Daniel Świderski?! Poprawcie grafikę, bo wstyd

YNWA
42 minut temu

Ostatni transfer to zmiana trenera. Oby to nie była przysłowiowa zamiana siekierki na kijek.

6
0
Would love your thoughts, please comment.x