Gdzie się podział Bergier z poprzedniego sezonu? (analiza)

28 października 2026, 20:20 | Autor:

Nie ulega wątpliwości, że Sebastian Bergier jest piłkarzem, który zanotował w Widzewie największy spadek formy względem poprzedniego sezonu. Czasem w przypadku napastnika wystarczy spojrzeć na liczbę goli, ale my zajrzeliśmy w statystyki jeszcze głębiej. Co mówią?

Angaż 26-latka na Piłsudskiego miał swoją wyjątkowość. Transfer wychowanka Śląska Wrocław był bowiem pierwszym ogłoszonym ruchem przychodzącym od momentu, gdy właścicielem klubu został Robert Dobrzycki. Trzeba jednak wyjaśnić, że pomysł jego pozyskania pojawił się znacznie wcześniej. Łodzianie mieli Sebastiana Bergiera na swoich radarach jeszcze wtedy, gdy grał na Dolnym Śląsku. Wówczas nie udało się go ściągnąć, a później zawodnik wylądował w GKS Katowice. Nie zniknął jednak ze skautingowych baz RTS, a gdy pokazał się z dobrej strony w nowym zespole (pomógł mu wrócić do Ekstraklasy po dwudziestu latach i strzelał w niej gole), znajdował się wysoko na listach. W 2023 roku dziennikarze donosili, że „Gieksa” odrzuciła ofertę jego wykupu za 400 tysięcy euro, ale to nadal nie zniechęciło ówczesnego dyrektora sportowego Tomasza Wichniarka. Trzeba było jednak zaczekać do momentu, aż snajperowi skończy się umowa. Furtka otworzyła się na początku ubiegłego roku.

Widzewiacy dogadali się z Bergierem już w okolicach lutego-marca. Zbiegło się to w czasie z zastąpieniem Wichniarka przez Mindaugasa Nikoliciusa, który kontynuował całą operację. Oficjalne ogłoszenie porozumienia nastąpiło jednak dopiero pod koniec sezonu 2024/2025, gdy piłkarz miał uraz ręki. Nie zagrał przez to w ostatnich meczach tamtej kampanii, co nie spodobało się kibicom z Katowic. Uważali oni, że napastnik jest już myślami w Łodzi i dlatego nie zależy mu już na drużynie. Miało to swoje konsekwencje, gdy obie ekipy spotkały się w lidze, a gracz nie miał ciepłego przyjęcia na Nowej Bukowej.

Transfer ten był specyficzny także z innego punktu widzenia. Gdy o nim poinformowano uznano, że to dopiero początek wielkich zakupów, a z czasem do zespołu dołączy ktoś znacznie lepszy. Narrację, że „Bergi” będzie co najwyżej wyborem numer dwa wzmacniali sami włodarze, obiecując pozyskanie bardzo jakościowego atakującego. To właśnie wtedy, gdy proces się przeciągał, padły słowa o „Perle w koronie„, wypowiedziane przez ówczesnego prezesa Michała Rydza. Życie napisało jednak inny scenariusz. W obliczu braku alternatyw, trener Zeljko Sopić postawił na Bergiera, a ten odpłacił się na boisku. W debiucie przeciwko Zagłębiu Lubin wypadł przeciętnie, ale w drugim występie strzelił dwie bramki w Białymstoku, a trzecią dołożył w kolejnym starciu przeciwko… GKS!

Dopiero pod koniec letniego okna transferowego w końcu ściągnięto konkurentów na pozycję numer dziewięć. Najpierw podpisano kontrakt z Pape Meissą Ba, a później z Andim Zeqirim. Zwłaszcza ta druga transakcja, wykonana z wielkim rozmachem (rekordowy zakup w historii klubu i najwyższa pensja w lidze, lot właściciela prywatnym odrzutowcem, prezentacja w Pałacu Poznańskiego), miała być końcem Bergiera, jako napastnika numer jeden. Tak się nie stało, bo Zeqiri okazał się kompletnym niewypałem, piłkarzem niepasującym swoim profilem do tego, czego potrzebuje łódzka drużyna.

Tymczasem Sebastian Bergier robił swoje. Mimo, iż Sopicia zastąpił Patryk Czubak, a później Igor Jovicević, strzelał gole i był jednym z liderów Widzewa. Rundę jesienną zakończył z dziewięcioma trafieniami, co wyróżniało go ze względu na fakt, że był to jeden z najlepszych wyników spośród rodzimych zawodników. To spowodowało, że w kraju rozgorzała dyskusja na temat ewentualnego zainteresowania ze strony Jana Urbana, selekcjonera reprezentacji Polski.

Zimą w szatni nie pojawił się nowy napastnik. Uznano bowiem, że po przepracowaniu okresu przygotowawczego Zeqiri będzie w stanie grać na dużo wyższym poziomie niż dotąd, a przekonanie to wzmocniła niezła końcówka roku w wykonaniu Szwajcara. Nic z tego nie wyszło. W rundzie wiosennej był on nadal nieprzydatny, więc Bergier cały czas mógł liczyć na zaufanie sztabu szkoleniowego. Wciąż nie był to jednak wybór z kategorii „mniejszego zła”, ponieważ zarówno Jovićević, jak i jego następca – Aleksandar Vuković – nie zawodzili się na wychowanku Śląska. W drugiej części sezonu ponownie osiągnął dziewięć punktów w klasyfikacji kanadyjskiej, choć rozkład liczb się zmienił. Co prawda posłał piłkę do siatki tylko pięć razy, ale dołożył to tego brakujący element z jesieni i zaliczył cztery asysty. W dużym stopniu przyczynił się do uniknięcia wstydliwego spadku do I ligi, a za kluczowy uznać można mecz przeciwko Lechii Gdańsk, w którym zaliczył dublet.

Bergier przebił wynik sprzed dwunastu lat!

Snajper zamknął pierwszy rok w czerwono-biało-czerwonych barwach z czternastoma bramkami, co było najlepszym indywidualnym osiągnięciem w ekstraklasowym Widzewie w XXI wieku! Bergier był na ustach wszystkich kibiców, ale docenili go także szefowie. Już w lutym skorzystali z opcji rocznego przedłużenia jego umowy, choć mieli na to jeszcze dużo czasu. Prolongata ta dała piłkarzowi sporą podwyżkę i jak pokazał czas, nie wpłynęła destabilizująco na jego formę. Kolejny przykład uznania miał miejsce latem, gdy na Piłsudskiego napłynęła oferta wykupienia snajpera przez Ferencvarosu Budapeszt. Zdaniem mediów na stole była kwota sięgająca nawet 2,5 miliona euro, ale to nie skusiło pionu sportowego. Podziękowano Węgrom, nie chcąc osłabiać zespołu przez pozbycie się przy pierwszej okazji najlepszego strzelca. Dziś uważa się, że był to duży błąd.

Wierzono jednak, że Sebastian Bergier nadal będzie dawać drużynie to, co do tej pory. Nie chciano przy tym popełnić błędu z poprzednich rozgrywek, dlatego sprowadzono mu w końcu mocnego konkurenta w osobie Karola Świderskiego. Żartowano wtedy, że skoro Urban nie uczył z „Bergiego” reprezentanta, klub sprowadził sobie już aktualnego kadrowicza. Istnieje teoria, że ruch ten mocno podkopał pewność siebie dotychczasowej widzewskiej „dziewiątki”. Perspektywa siedzenia na ławce rezerwowych przez Świderskiego była trudna do wyobrażenia, co stanowiło spore zagrożenie. Spekulacji tych nie da się obalić, ale udowodnić je równie ciężko.

Faktem jest, że obecny sezon 26-latek zaczął w wyjściowej jedenastce oraz z bramką, wykorzystując rzut karny w spotkaniu z Motorem Lublin. W drugim starciu – w Płocku – zaczęły się jednak problemy ze skutecznością. Bergier zmarnował kilka dogodnych okazji, co było główną przyczyną bezbramkowego remisu. Co prawda odbił się w meczu z Jagiellonią, gdy otworzył wynik przy okazji jedynego jak dotąd zwycięstwa, ale był to jak na razie jego ostatni pozytywny akcent. Pojedynki z Koroną i Śląskiem zakończył bez gola, w dodatku w tym drugim wchodząc na boisko w przerwie, jako zmiennik kontuzjowanego Świderskiego. Był to dopiero trzeci przypadek, gdy nie rozpoczynał zawodów w składzie RTS od pierwszej minuty. Szybko okazało się to normą, bowiem od tamtej pory w jedenastce pojawił się tylko raz. Jedynym konkretem w tym czasie była asysta w potyczce z Wieczystą Kraków.

Nic więc dziwnego, że kibice zadają sobie pytanie: „Gdzie się podział Sebastian Bergier z poprzedniego sezonu?„. Nie chodzi już nawet o liczbę goli (zmalała ponad dwuipółkrotnie), ale dużą bezproduktywność piłkarza na murawie. Nie licząc kuriozalnego występu z płocką Wisłą oraz pucharowego z Koroną Kielce, napastnik niemal całkowicie nie dochodzi do sytuacji strzeleckich. Współczynnik goli oczekiwanych zmalał (nie licząc specyficznego Płocka prawie dwukrotnie!), podobnie jak liczba oddawanych strzałów i ich celność (nieznacznie) oraz liczba kontaktów z piłką w polu karnym rywala.

Gołym okiem widać, że Bergier mniej angażuje się też w „boiskowe życie” zespołu. Zalicza mniej podań ogólnych, jak i tych w tercję ataku. Rzadziej schodzi z piłką do boku, przez co bardzo spadła częstotliwość dośrodkowań i dryblingów. Nieco zwiększyła się aktywność obronna, ale zmalały starcia w ofensywie, w powietrzu oraz o tzw. drugą piłkę. Na plus zapisać można mu tylko mniej strat (również na własnej połowie) oraz więcej przechwytów. Pozostałe parametry są do siebie zbliżone lub nie mają większego znaczenia.

Spadek formy ma też swoje przełożenie na szacunkową wartość „Bergiego„. Pamiętając, że to żaden wyznacznik, martwić może fakt, iż najwyższa wycena napastnika (z lata tego roku) spadła z 2,5 miliona euro na 1,5 miliona euro. Właśnie dlatego wielu fanów zastanawia się, czy Widzew nie popełnił błędu, gdy odrzucał atrakcyjną ofertę z Budapesztu. Transfer wychodzący na taką kwotę byłby nowym klubowym rekordem, pobitym ponad dwukrotnie (!), a do tego pozwoliłby budować swoją obecność na zagranicznych rynkach nie tylko obszarach zakupowych, ale także sprzedażowych. Tej Łodzianom wciąż wyraźnie brakuje. Jednak, jak mawia klasyk: „Analiza wsteczna zawsze skuteczna„…

Sebastian Bergier niewątpliwie przeżywa trudny okres. Od momentu opuszczenia szeregów Śląska wszystko w jego karierze zaczęło się układać znakomicie: dziewiętnaście bramek dla GKS w I lidze i awans do elity, a w niej kolejne dziewięć trafień i przełożenie na wysokie ósme miejsce w tabeli, następnie świetny rok przy Piłsudskiego. Teraz ewidentnie coś się zacięło. Zesłanie na ławkę rezerwowych i stawianie Mateusza Stolarskiego na system z jednym napastnikiem ograniczają możliwość szybkiego odwrócenia trendu. Zwłaszcza, że Karol Świderski – choć także nie zachwyca – strzelił w miniony piątek gola. Nie pozostaje nic innego, jak ciężka praca i czekanie na kolejne szanse. W klubie nikt go nie skreśla – wsparcie przed meczem z Górnikiem Zabrze pod jego adresem kierował w Canal+ dyrektor sportowy Artur Płatek. I nam się wydaje, że Widzewiak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Google
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł Google
Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Smolson
3 godzin temu

Bergi nie pękaj! Przecież umiesz grać! Głowa do góry!

Krzysiek
2 godzin temu

Odnoszę wrażenie, że zaciął się od momentu brandzlowania po zdobytej bramce w którymś meczu.

2
0
Would love your thoughts, please comment.x