Z. Kostrzewiński: „Moja miłość do Widzewa nie osłabła”
29 października 2026, 11:59 | Autor: RyanNa łamach portalu Weszło pojawił się wywiad z jednym z najbardziej zasłużonych dla Widzewa Łódź byłych piłkarzy. Mowa o Zdzisławie Kostrzewińskim, który opowiadał między innymi o słynnej grze „z dziurą w nodze” przeciwko Manchesterowi City. Poniżej fragmenty.
O aktualnym stanie
„Czuję się całkiem dobrze. Jestem w tej chwili w DPS-ie. Oczekuję na operację. Mam złamany kręg lędźwiowy. Będzie wszystko dobrze, inaczej nie myślę. Jestem zadowolony z tutejszej opieki. Mogę liczyć na pomoc najbliższych. Są takie momenty, w których łapię się na tym, że samemu wracam myślami do tamtych chwil. Spotykamy się także co jakiś czas z kolegami z boiska i wtedy także rozmawiamy o minionych czasach i pamiętnych meczach. W ostatnich latach nie mamy za bardzo powodów, by podziwiać naszych gwiazdorów. Wspominamy więc i dyskutujemy o dawnych czasach. Niestety, w tym sezonie nie byłem w stanie pojawić się na stadionie. Mam nadzieję, że po operacji szybko dojdę do siebie i wybiorę się na najbliższy mecz”.
O smutnym pożegnaniu z Widzewem
„Tak naprawdę do tej pory nigdy oficjalnie mi nie podziękowano za grę w Widzewie. Przyszedłem pewnego razu na trening i chciałem wyjąć sprzęt. Usłyszałem wtedy od gospodarza, że mogę dać sobie spokój, bo już nie gram w tym klubie. Takie było moje „pożegnanie” z klubem, do którego przyszedłem jako nastolatek. Jakieś dokonania z mojej strony przecież były… Dlatego też czuję pewien żal z tego powodu. Do dziś. Byłem i jestem w końcu „Widzewiakiem” z krwi i kości. Miałem 32 lata i nadal nadawałem się do gry. Nikt nie robił mi wcześniej żadnych uwag, że gram źle lub nie spełniam oczekiwań. Biegałem od szesnastki do szesnastki. Miałem zdrowie. Po tym wszystkim mnie i Wiesława Chodakowskiego zaprosił do gabinetu prezes Ludwik Sobolewski i oznajmił, że mamy już swoje lata, więc czas się rozstać. Nie wierzyłem jednak w te tłumaczenia. Doszły mnie słuchy, że stał za tym Zbigniew Boniek. Podobno rozmawiał z prezesem Ludwikiem Sobolewskim na ten temat. Musieliśmy zakończyć nasze kariery. Było mi bardzo przykro”.
O meczu w Manchesterze
„Nie tylko zagrałem w pierwszym historycznym meczu Widzewa w europejskich pucharach, ale byłem kapitanem zespołu. Byłem najstarszy, dlatego w drużynie miałem pseudonim „Dziadek”. Jechaliśmy nastawieni niezwykle bojowo do tego meczu. Przylecieliśmy do Londynu na Heathrow i stamtąd, autokarem, do Manchesteru. Dlatego że w tamtym czasie w Anglii strajkowali kontrolerzy ruchu powietrznego i musieliśmy w dalszą podróż wybrać się autokarem. Wysłannicy z Anglii byli bardzo uprzejmi. Śmialiśmy się, że tylko gwiazdki z nieba nam brakowało. A gdybyśmy o nią poprosili, to pewnie też by się znalazła. Traktowali nas tak też pewnie dlatego, bo myśleli, że poradzą sobie z nami bez większych problemów. Później ich nastawienie się zmieniło…
Do Anglii przybyliśmy już wcześniej i nie trenowaliśmy na stadionie Manchesteru City. Dzień, czy dwa przed spotkaniem ćwiczyliśmy na boisku miejscowego, IV-ligowego klubu. Była tam bardzo ładna murawa. Wcześniej nie spotkaliśmy się z równie gorącą atmosferą. Nikt nie wymagał od nas w Łodzi cudów. Nie czuliśmy wielkiej presji także w meczach ligowych. Kiedy trenerem był Leszek Jezierski, to po prostu mówił Andrzejowi Możejce, by pilnował najlepszego zawodnika drużyny przeciwnej. W meczach ze Śląskiem Wrocław Janusza Sybisa, czy Grzegorza Latę, gdy graliśmy przeciwko Stali Mielec. Trener mówił, że mamy grać, jak potrafimy najlepiej. Taka była wtedy taktyka. To wszystko. O Manchesterze City nie wiedzieliśmy za wiele. Stadion zrobił na nas oczywiście wyjątkowe wrażenie. To był jeszcze ten stary stadion, ale bardzo ładny. Tak jak mówiłem, przed meczem Anglicy to by nam nieba uchylili. Po meczu to już było zupełnie coś innego. Jeden z rezerwowych City nie wytrzymał presji i zaczął nawet szarpać Ryszarda Kowenickiego. Nie było wtedy wesoło”.
O rewanżu w Łodzi i grze „z dziurą w nodze”
„Sam się o tym przekonałem, że żartów nie było. To było jakoś piętnaście minut przed końcem meczu. Prowadziłem piłkę i od tyłu zaatakował mnie jeden z Anglików. Od razu wiedziałem, że nie był to zwykły „stempel”. Poczułem nagły ból i upadłem. Nie widziałem nawet krwi, tylko białą kość. Przybiegł lekarz i masażysta. Otworzyli teczkę i próbowali pomóc. Sędzia powiedział, że muszę zejść z boiska. Odmówiłem. Wyjąłem z teczki bandaż, owinąłem sobie wokół nogi i dograłem mecz do końca. Ból poczułem tylko wtedy, gdy mnie nadepnął. Później to już chyba działała adrenalina. Po spotkaniu doktor Sandomierski powiedział, że mam tę ranę przemyć mydłem i położyć się na jakiś czas na leżance. I tyle. W środę zagraliśmy ten mecz z Manchesterem City, a w sobotę wystąpiłem już w meczu ligowym z Zawiszą Bydgoszcz. Teraz jak widzę czasem, że piłkarz schodzi z boiska z byle powodu, to śmiać mi się chce. Nie ma o czym mówić. Byliśmy twardszym pokoleniem. Mieliśmy silny skład, złożony nie tylko z samych Polaków, ale i wielu Łodzian”.
O związku emocjonalnym z klubem
„Widzew był dla mnie wszystkim. Wychowałem się tam i spędziłem najpiękniejsze młodzieńcze lata. Moja miłość do Widzewa nie osłabła. Jest to nadal klub bardzo bliski mojemu sercu”.
Cały wywiad ze Zdzisławem Kostrzewińskim można przeczytać TUTAJ






Lech Poznań
Górnik Zabrze
Pogoń Szczecin
Legia Warszawa
Wisła Kraków
Piast Gliwice
Zagłębie Lubin
GKS Katowice
Korona Kielce
Jagiellonia Białystok
Wisła Płock
Motor Lublin
Cracovia
Widzew Łódź
Śląsk Wrocław
Wieczysta Kraków
Radomiak Radom
Raków Częstochowa 
KTS Weszło Warszawa
Wigry Suwałki
Świt Nowy Dwór Maz.
Mazovia Mińsk Maz.
Pelikan Łowicz
Warta Sieradz
Ząbkovia Ząbki
Wisła II Płock
Olimpia Zambrów
Olimpia Elbląg
Jagiellonia II Białystok
Widzew II Łódź
Polonia Lidzbark Warm.
ŁKS II Łódź
Lechia Tomaszów Maz.
Mławianka Mława
KS CK Troszyn
ŁKS Łomża