B. Pawłowski: „Na razie nie dostałem żadnej propozycji i zobaczymy, jaki będzie ruch klubu”
7 lutego 2026, 16:00 | Autor: Oskar
Wczoraj na kanale YouTube Tomasza Ćwiąkały pojawiła się prawie dwugodzinna rozmowa z Bartłomiejem Pawłowskim. Co ciekawego w kontekście Widzewa powiedział kapitan czerwono-biało-czerwonych?
O swojej roli w zespole
„W wakacje, kiedy przychodziło czternastu nowych piłkarzy, to wiedziałem, że moja rola się zmieni. Ja byłem po kontuzji, a to przychodzili piłkarze, na których trzeba było trochę więcej wydać i jasne było, że będą musieli dostać szansę, bo trzeba ich sprawdzić. Był moment, że graliśmy naprawdę dobrze, ale nie zgadzały się punkty w tabeli. Była jedna zmiana trenera, następnie druga i okazało się, że trzeba zagrać bardzo pragmatycznie i nagle okazało się, że jest tutaj przestrzeń dla mnie. Trener zmienił nieco system i pod koniec roku, kiedy atmosfera, a także sytuacja wynikowa poprawiała się, to miałem w tym duży wpływ. Z drugiej strony wiedziałem, że zbliża się kolejne okno transferowe, a co za tym idzie, będą kolejne korekty i wzmocnienia. Tak też się stało. Zmieniła się polityka, znowu otworzono sakiewkę, a właściciel chciał, żeby jak najszybciej zmniejszyć stratę jakości indywidualnej do czołówki ligi”.
O trenerze Jovićeviciu
„Zatrudniono trenera z bardzo dużym doświadczeniem, który rywalizował w Lidze Mistrzów. Pamiętam, że dla niektórych piłkarzy to było szokujące, jak na jednej z pierwszych odpraw zaczął pokazywać fragmenty gry Szachtara lub Łudogorca za jego czasów. Opowiadał o pewnych rozwiązaniach, który stosuje w treningu czy meczu i pokazywał to na tle Realu, czy Barcelony. Można było zobaczyć, jaki wpływ ma autorytet i osoba trenera na postrzeganie tego, co mówi przez innych zawodników. To, co trener mówił, nie jest wiedzą tajemną. To nie jest coś, co odbiegało bardzo od tego, co mógł mówić trener Czubak, Myśliwiec czy Niedźwiedź. To były czasami bardzo podobne rzeczy, ale reakcja zespołu była inna. Wniosek z tego jest taki, że czasami do pewnej szatni, gdzie są zawodnicy warci już miliony z przeszłością w lidze belgijskiej, hiszpańskiej czy innej przewyższającej Ekstraklasę, trener z takim autorytetem jest inaczej postrzegany. Tak mi się wydaję”.
O nowych zawodnikach
„Czy piłkarze, którzy przeszli do Widzewa są gwiazdami, to pokaże czas. Ważny jest proces aklimatyzacji, a później trzeba dobrze sprzedać się na boisku. Na ten moment zdolni, młodzi piłkarze Ekstraklasy odchodzą z niej za trzy-pięć milionów euro, a ci najlepsi kosztują około dziesięciu. Poziom wartości polskich zawodników za granicą stale rośnie. Wspomniane kwoty w kontekście Widzewa są pewnie szokujące, ale jak porównamy je do transferów wychodzących, to już niekoniecznie. Piłkarze, którzy przyszli mają już coś w swoim CV. Grali w Lidze Mistrzów jak Lerager czy Bukari i strzelali tam gole. Kornvig przed chwilą grał w Lidze Europy. Zobaczymy, jak ci piłkarze będą funkcjonowali w nowym środowisku. Ja na przykład uważam, że środowisko widzewskie przeszło znaczną ewolucję w ostatnim czasie. Z klubu, w którym panowała euforia z powodu powrotu do Ekstraklasy, w której grało się o utrzymanie, w dwa lata narracja zmieniła się na taką, że mamy być czołowym polskim klubem”.
O zderzeniu zagranicznych piłkarzy z Ekstraklasą
„Zeqiri przyszedł z ligi belgijskiej i jest reprezentantem Szwajcarii. Od pierwszego treningu było widać, że w polu karnym dysponuje ogromną jakością. Wrzuciłeś mu na głowę – gol, na słabszą, prawą nogę – gol, dostał piłkę na woleja – również gol. Przyszedł mecz, a spotkanie jest chaotyczne i widać było, że brakowało mu rytmu meczowego, bo w ostatnich miesiącach w swoim poprzednim klubie był odsunięty od gry. Nie było mu wcale tak łatwo zaadaptować się do Ekstraklasy. Wielu może nie uwierzyć, ale nie spotkałem jeszcze piłkarza z zagranicy, który przyszedł do Polski i stwierdził – jest tak łatwo, jak myślałem, że będzie. Raczej wszyscy bez wyjątku nie spodziewali się, że będzie tak trudno. Nasza liga jest ciężka, bo jest fizyczna, szybka, kompleksowa i jest bardzo wyrównana. W naszej lidze każdy wygrywa z każdym. Nie ma w tym momencie klubu w naszej lidze, który nie byłby w stanie zapłacić swojemu najlepszemu piłkarzowi – albo nawet dwóm najlepszym – stu tysięcy złotych miesięcznie. Doszliśmy do momentu, w którym topowe polskie kluby oferują lepsze warunki finansowe, niż niektóre kluby z lig TOP5. Grać w polskiej lidze dzisiaj, to jest dobry wyznacznik. Te rozgrywki rosną, a w innych krajach wykupują prawa do transmisji, żeby móc ją oglądać. Trzeba być z tego dumnym”.
O polskim zawodniku na rynku transferowym
„Są bardzo małe różnice między zawodnikiem za dziewięćset tysięcy euro a tym za dwa miliony. Czasami między polskim piłkarzem kosztującym dwa-trzy miliony a tym z zagranicy, który kosztuje pięć-sześć milionów różnica polega tylko na brandingu. Jeden ma polską flagę przy nazwisku, a drugi chorwacką czy belgijską. Trzeba być bardzo czujnym. Moje spostrzeżenie jest takie, że na etapie skautingu powinno się prześledzić historię danego piłkarza pod względem adaptacji w określonym środowisku. Jeżeli ktoś przychodzi do polskiej ligi i ma problemy komunikacyjne z podstawami języka angielskiego – a takie przypadki zdarzały się w Widzewie w ostatnim czasie – to jego możliwość adaptacyjna do grupy bazującej na polskim, czy nawet angielskim jest znikoma”.
O klubach miejskich
„Był taki moment w polskiej piłce, gdzie większość klubów była dotowana i utrzymywana przez miasta. Później zaczęło się to profesjonalizować i kluby zaczęły rywalizować ze sobą na zasadach rynkowych. Zastanawiające są te rankingi fair play klubów odnośnie tego, jak zagospodarowują swoje pieniądze. Dziwne są dla mnie sytuacje klubów, które są ósmy czy dziewiąty rok z rzędu na minusie i są w stanie cały czas przeprowadzać transfery, nie sprzedając swoich piłkarzy. Udzielałem wypowiedzi chwilę po awansie Widzewa do Ekstraklasy. Wtedy RTS spinał budżet i był opisywany jako wzór do naśladowania, jeśli chodzi o finanse. Ciężko takiemu klubowi rywalizuje się z takimi, które nie prowadzą odpowiedzialnej polityki zarządzania, bo wiedzą, że mogą wydawać pieniądze w nieskończoność, ponieważ miasto co roku dosypuje piętnaście czy dwadzieścia milionów złotych. Część osób poczuła się urażona moimi słowami, ale nie chciałem dotykać w żadnym stopniu kibiców. Wydawało mi się to nieuczciwe, że są kluby, które muszą sprzedawać najlepszych piłkarzy, żeby kształtować budżet na kolejny sezon, a inne nie muszą nawet o tym myśleć. Podałem wtedy konkretne przykłady i kibice tych klubów poczuli się wielce urażeni. Rozmawiamy o faktach, a ja mam prawo do własnej opinii”.
Czy nazwałby się ikoną Widzewa?
„Taki tytuł pasuje do zawodników, którzy pomagali wygrywać trofea, ale biorąc pod uwagę zdolność pucharową Widzewa w XXI wieku i najwyższe dziewiąte miejsce, to rzeczywiście jestem jednym z najbardziej znaczących piłkarzy tego klubu w tym wieku, ale nie jest to dla mnie jakaś wielka satysfakcja czy coś szczególnie ważnego. Przyszedłem do zespołu w I lidze i wiedziałem, że będą miał bardzo duży wpływ na zespół. Nigdy się tym jednak nie lansowałem”.
O oczekiwaniach i pieniądzach włożonych w zespół
„Zainteresowanie klubem i ilość kibiców wpływa na tę presję, a nie sama historia ostatnich lat. Będąc kibicem Legii, oczekujesz, że ta będzie wszystko wygrywała, bo przyzwyczaiła cię do tego w XXI wieku. Będąc kibicem Widzewa ta tolerancja błędu była zdecydowanie większa, kiedy przychodziłem, a niżeli dzisiaj, bo obecnie jej nie ma. Dzisiaj słychać z trybun regularnie: co wy robicie, gwizdy, krzyki. Oczekiwania są rozbudzone. Ja to rozumiem, ale nie zawsze mi się to podoba. Po prawie trzydziestu latach niebytu klubu wśród TOP5 kraju przyszedł właściciel, który chce przekuć swój majątek na miłość do ukochanego klubu. Te nadzieje są rozpalone i to jest zrozumiałe. Do tego doszły przeróżne wywiady i niepotrzebne wypowiedzi o tym, jacy to my nie będziemy mocni. Kibice są głodni sukcesów. Ja pierwszy raz na stadionie pojawiłem się, kiedy miałem osiem lat i nie pamiętam żadnych sukcesów. Byłem za młody, żeby to pamiętać. Jako kibic chciałbym, żeby Widzew już teraz wszystko wygrywał, ale realia są takie, że to naprawdę trudne, bo inne kluby budowały swoje marki, kadry, struktury i bazy treningowe od wielu lat. My nie mamy jednego głupiego boiska podgrzewanego do treningu. Ostatnio wyszliśmy na sztuczną nawierzchnię, która była cała zmrożona, przez co musieliśmy zrezygnować z treningu i jeździliśmy na rowerkach w klubie. To pokazuje, jak ciężko rywalizować klubowi na już, mimo posiadania pieniędzy”.
Co po zakończeniu kariery?
„Miałem propozycję z Zagłębia Lubin i to całkiem niedawno. Dzwonił do mnie dyrektor sportowy. Nie byłem zainteresowany tym ruchem. Ciężko mi powiedzieć, czy byłbym gotowy wywrócić życie do góry nogami dla innego klubu. To zależałoby od oferty. Czynnik rodziny jest teraz bardzo znaczący. Mam świadomość, że moja rola będzie się zmieniała i nie będą pierwszoplanową postacią na boisku w każdym spotkaniu. Będą momenty, w których będę potrzebny, a może w ogóle nie będę. Perspektywa pozostania w Widzewie i rozpoczęcia nauki w kierunku na przykład dyrektora sportowego jest atrakcyjna. To wszystko zależy od tego, jak to będzie poprowadzone. Na razie mogę powiedzieć, że w styczniu zostałem zaproszony do rozmów negocjacyjnych, które mają rozpocząć się w lutym. Na razie żadnej propozycji nie było i zobaczymy, jaki będzie ruch klubu”.
O Mariuszu Fornalczyku
„Widzę bardzo dużo podobieństw między Mariuszem Fornalczykiem a mną w jego wieku. Gotowałem się jak on, ale wewnętrznie. Nie byłem tak ekspresyjny, że było widać to na zewnątrz. W swoim gronie jednak mocno przeżywałem pewne rzeczy. Mariusz ma dużą łatwość, jeżeli chodzi o granie w piłkę – szczególnie na skrzydle. Wykorzystuje swoją szybkość i ma dobry strzał. Jak strzela z szesnastego metra to bramkarze czasami chowają ręce. Jeśli chodzi o tę rundę, to grał dużo, miał bardzo dużo dobrych momentów, ale nie przekuwało się to na asystę lub bramkę. Miał pecha, bo pamiętam, że dwa-trzy razy obił aluminium. Jeżeli chodzi o potencjał czysto piłkarski to z całego zespołu ma chyba największe możliwości, żeby wejść na najwyższy poziom”.
O aferze magnesowej
„Ja bardzo nie lubię, jeżeli ktoś wynosi jakieś informacje z szatni, albo działa jeszcze w swoim prywatnym interesie, sprzecznym z interesem drużyny. Jeżeli ktoś ma jakikolwiek konflikt z trenerem, to powinien próbować z nim to załatwić, porozmawiać, a nie wychodzić do dziennikarzy. Nie spodobało mi się, że w jakimś widzewskim programie pojawiło się moje nazwisko, co miało na celu wzmocnić jakąś narrację. Sytuacja z magnesami była wymyślona i dowiedziałem się o tym z mediów”.





Wisła Płock
Górnik Zabrze
Jagiellonia Białystok
Zagłębie Lubin
Cracovia
Raków Częstochowa
Korona Kielce
Radomiak Radom
Lech Poznań
Lechia Gdańsk
Motor Lublin
Piast Gliwice
GKS Katowice
Arka Gdynia
Pogoń Szczecin
Legia Warszawa
Widzew Łódź
Termalica Nieciecza 
Legia II Warszawa
Warta Sieradz
ŁKS Łomża
Ząbkovia Ząbki
Wigry Suwałki
Wisła II Płock
Świt Nowy Dwór Maz.
Broń Radom
KS CK Troszyn
Lechia Tomaszów Maz.
Olimpia Elbląg
Widzew II Łódź
Jagiellonia II Białystok
GKS Bełchatów
Mławianka Mława
GKS Wikielec
KS Wasilków
Znicz Biała Piska
Bartuś – ruch klubu zależy od ciebie, po prostu wróć do dobrej gry.
A co do Jovicevicia i jego budzącego respekt CV – dlaczego on prawie wszędzie wytrwał tylko rok?…
Niech Bartłomiej Ppawłowski pozostanie w Widzewie. Niestety, przebyta poważna kontuzja pogorszyła jego zdolności piłkarskie (przed tą kontuzją był jednym z najlepszych zawodników), ale może wróci do formy. Odejść może np. Jan Krzywański.
Jesteśmy w czarnej otchłani.Jest kasa są zawodnicy efektów brak.
I czego płacze niech gra za tą kasę powinien gryźć murawę
Chyba czas się pożegnać, bo po ostatnich występach widać, że Pawłowski już niewiele wnosi do drużyny – zwłaszcza te nieszczęsne rzuty rożne – niech gra gdzieś indziej. Czas też pożegnać Żyrę, Czyża za rok, z dwóch bramkarzy, Shehu bo ma nastroje jak kobieta, Kozłowskiego i tego łysego Norwega.,
Przyjeżdżają panowie wypasionymi brykami trenują godzinkę grają gierki i do domu kasa jest i do przodu