M. Tarociński: „Stadion powinien mieć widzewski charakter”

15 marca 2019, 12:11 | Autor:

Kilka dni temu na portalu „Weszło” ukazał się obszerny wywiad Leszka Milewskiego z Marcinem Tarocińskim. Postanowiliśmy wynotować z niego najciekawsze fragmenty, w których spiker Widzewa opowiada m.in. o swojej przygodzie z klubem czy o planach, związanych ze stadionem przy al. Piłsudskiego.

O początkach przygody z Widzewem

Coraz więcej osób z osiedla chodziło na mecze, ale rodzice początkowo się obawiali mnie puszczać. Do pewnego momentu więc jeździliśmy rowerami na sztuczną górkę w dzisiejszym Parku Baden Powella, stawaliśmy na jej szczycie, a stamtąd było świetnie słychać atmosferę meczową. Potem pod stadion, a konkretnie pod bramkę wejściową, przez którą widać było choć fragment murawy. Gdy miałem dwanaście lat, rodzice w końcu mnie puścili. Otrzymałem litanię tego, na co mam uważać, a potem ruszyłem, większą grupą zresztą. Powstawał już wtedy na Widzewie regularny doping, dlatego z pierwszego spotkania chyba bardziej zapadła mi w pamięć trybuna pod zegarem niż sam mecz. Później już sam chodziłem pod zegar.

O jeżdżeniu na wyjazdy

Moje pierwsze wagary to wyjazd na Legię, gdzie Widzew wygrał po bramce Chałaśkiewicza, który założył siatkę Jackowi Kazimierskiemu. Na początku jeździłem średnio często, ale później, w latach 90. gdy robiłem relacje dla Radia Manhattan, zaliczałem absolutnie wszystkie wyjazdy. Jeździłem najczęściej z kibicami. Jako jeden z niewielu dziennikarzy miałem okazję zobaczyć z bliska jak wygląda interakcja pomiędzy służbami porządkowymi i kibicami. Wiem z doświadczenia jak potrafi być niejednoznaczna i jak wina potrafi leżeć po różnych stronach. Wielokrotnie zachowania służb były agresywne. Traktowano kibiców jak gorszy gatunek ludzi, a to też wzbudza protest, agresję. Jedziesz kibicować, nie masz żadnych złych zamiarów, a spotyka cię agresja siłowa lub słowna – coś się potrafi w takiej chwili w człowieku obudzić. Każdy kibic w Polsce, który jeździł trochę na mecze, wie o czym mówię.

O zostaniu spikerem

W 1995 dostałem telefon z Widzewa od ówczesnego dyrektora Andrzeja Wojciechowskiego. Powiedzieli, że chcieliby coś zmienić, podoba im się to co robię i mnie zaprosili. Krótkie spotkanie z prezesem Pawelcem, dogadaliśmy się, potem pierwszy mecz i ogromny stres. Rany boskie, dwie noce nie spałem przed. Ale później poszło i złapałem fajny kontakt z trybunami. Nie wiem czy to ja, czy Wojtek Hadaj pierwszy to zrobił w Polsce, ale w każdym razie pierwszy raz na Widzewie rozbrzmiało „Kto wygra mecz?” – trybuny odpowiadały „WIDZEW!”. Nie wiem, gdzie te lata minęły, to już prawie ćwierć wieku. Wpadłem wtedy od razu w złote czasy, mistrzostwa Polski, puchary. Czyste szaleństwo.

O walce o stadion

Był pomysł jednego obiektu na Starcie, na Bałutach. Firma doradcza zwróciła jednak uwagę, że rozmiar byłby uśredniony, przez co za duży dla ŁKS-u, a za mały dla Widzewa. Ani jednej ani drugiej stronie nie dałby podstaw pod harmonijny rozwój. Zwracano uwagę, że od takich rozwiązań się odchodzi w Europie. Doradzono by iść w kierunku dwóch obiektów. ŁKS miał otrzymać dziesięciotysięcznik z możliwością rozbudowy, a Widzew 20-25 tysięcy, z możliwością rozbudowy do trzydziestu. Ale tak się nieszczęśliwie złożyło, że w trakcie tych kluczowych rozmów oba kluby miały potężne problemy. ŁKS upadł, Widzew walczył o to, by nie upaść. W radzie miejskiej pojawiły się głosy: po co budować, jak my nie mamy istniejących klubów? Bardzo niebezpieczny moment zarówno dla ŁKS, jak i Widzewa. (…) U nas zmniejszono planowany rozmiar do 18 tysięcy. Ale pojawił się sygnał: są pieniądze, bierzecie czy nie bierzecie? Byliśmy klubem na ostatnim miejscu I ligi, upadającym.

O końcówce rządów Sylwestra Cacka

Nie było widać dobrych chęci, nie było widać woli, żeby coś z Widzewem zrobić. Lokalni sponsorzy byli wręcz odstraszani. Nikt w Łodzi nie chciał mieć nic wspólnego ze spółką Cacka. Jeden jedyny raz kibice odwrócili się – nie od Widzewa, ale od tamtej spółki. Cacek się obraził, nie wpuścił ich kiedyś na stadion. Dla mnie to był najbardziej przykry moment. Chciałem, żeby to się jak najszybciej skończyło, bo było jasne, że to nie ma żadnej przyszłości.

O pomniku przed stadionem

To nam się nie udało. Tomasz Sadłecki zgłosił projekt do budżetu obywatelskiego, dzięki głosom kibiców Widzewa nasz pomysł wygrał, ale ostatecznie zostaliśmy zmuszeni do kompromisu. Smutnego, nie ukrywam, bo nawet wdowa po prezesie Sobolewskim powiedziała nam, że to dla niej bolesne, że jej mąż został jakoś schowany. Doskonale jednak wiemy skąd to się wzięło. Jeden z urzędników miejskich postanowił pogrzebać w aktach IPN i doszukać się ciemnych stron w życiorysie  Ludwika Sobolewskiego. To nie jest miejsce na całą opowieść, ale historia i życiorys prezesa jest dobrym tematem na film historyczno-sensacyjny. Wielu ludzi ma niejednoznaczne karty, szczególnie w tamtych czasach, gdzie pewne decyzje były równoznaczne z życiem lub śmiercią, z przetrwaniem. Cokolwiek by nie myśleć o jego życiorysie, to nasz pomnik miał być wyrazem wdzięczności za wszystko co uczynił na rzecz klubu.

O widzewskich akcentach na stadionie

Na pewno będziemy podążać ścieżką dodawania widzewskich akcentów na stadionie. Są głosy, że skoro stadion jest miejski, to powinien zachować neutralny charakter. Ale podajmy przykład z Polski: ile jest stadionów zbudowanych za miejskie pieniądze, a ile za prywatne? Miejskie są wszystkie poza tymi, które powstały na Euro, bo te postawiono ze środków rządowych. Na szczęście więcej osób rozumie, że Widzew jest marką, która promuje Łódź, więc jego stadion także powinien mieć jak najbardziej widzewski charakter. W planach mamy neony „Stadion Widzewa Łódź” zarówno od strony ruchliwej trasy kolejowej jak i ulicy Piłsudskiego, a na siatce chcielibyśmy zrobić efektowną galerię sław.

O muzeum klubowym

Chcielibyśmy mieć muzeum klubowe z prawdziwego zdarzenia, ale w tej chwili nie ma na nie miejsca w bryle stadionu. To jest ogromny problem. Zaprojektowano przestrzeń na trzecim piętrze, natomiast muzeum na trzecim piętrze nie jest komfortowe dla zwiedzających. Powinno być dostępne z poziomu zero, gdzie każdy może wejść z ulicy, a potem najlepiej płynnie przejść do sklepu z pamiątkami. Będziemy do tego dążyć, chcielibyśmy muzeum interaktywnego, właśnie z fragmentami legendarnych spotkań do odtworzenia. W ich sprawie  rozmawiamy z Telewizją Polską, która wykazuje dużo dobrej woli, więc myślę, że potoczy się to w fajnym kierunku.

O problemach z młodzieżowym mundialem

Problem z mundialem polega na tym, że FIFA chce przejmować cały stadion, wymagania są bardzo daleko idące. My chcemy kompromisu, oni chcą wspólnie z MAKiS, żebyśmy zwolnili te powierzchnie komercyjne. Pub ledwo się otworzył, już ma zostać zamknięty na mundial, choć przecież to byłoby świetne miejsce gdzie można by go przeżywać. Rozumiemy, że reklamy na czas meczów mają być zasłonięte – nie mamy z tym problemu, to zrozumiałe. Ale ludzie poinwestowali sporo w wynajem tych przestrzeni, w ich urządzenie. Na terenie stadionu jest przychodnia, nie jakiś fitness club, tylko przyjmowani są pacjenci onkologiczni w gabinetach do chemioterapii. Nie można tego zamknąć, przenieść. Chcemy mistrzostw, cieszymy się nimi, mają być świętem dla nas i dla Łodzi, ale potrzebny jest mądry kompromis.

Pełną treść bardzo długiego wywiadu Leszka Milewskiego z Marcinem Tarocińskim znaleźć można TUTAJ. Zachęcamy do lektury!

12
Dodaj komentarz

6 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mr. X

Widzew to nie tylko klub.
Widzew to życie, wiara, fascynacja.

RenJa

Właśnie takich ludzi z Widzewem w sercu nam potrzeba

Tim

STOLAR wróć! Czeka Łódź!

Iwenty menagaers puby wizję ligi mistrzów milionowe budżety trenerzy mentalni itd. A pion sportowy na poziomie lepiej nie mówić. Przyjeżdża ostatnia drużyna w tabeli i gra lepiej taktycznie mentalnie i fizycznie. Czas się obudzić wizjonerzy

an74drzej

Gdyby myśleć takimi kategoriami to Legia może mieć mistrza co rok.Jednak to jest sport i pieniądze są na drugim planie.Liczy sie walka.

Koper

Chyba umiejętności…

GREX

Bez walki umiejętności są niczym

Merrid

Święte słowa!

Aras

W środku stadion jest piękny ale zewnątrz szary jak cała łódź. może jak by został odmalowany w nasze barwy albo cegiełka lub coś w tym stylu.

Robert

Witam.A co z sektorem rodzinnym A12 przy klatce.Mecze z Sulejówkiem,Bełchatowem czy Rowem latało wszystko-szklane butelki.Strach z dziećmi na mecz iść.Czy klub czeka aż coś się stanie małemu kibicowi? Czy zrobicie coś z tym?Ochrona wchodzi na nasze sektory i dzieciaki się boja panów robokopów,a dlaczego nie uspokajają przyjezdnych?Niestety kupiłem karnet na taki sektor ze wzgledu tylko na dzieciaki które chcą chodzić na Widzew.Ja jestem przyzwyczajony do takiego zachowania kibiców,sam parenaście lat temu jeździłem tu i tam ale nie było wtedy podziału sektorów na krzesełka i rzedy.Mam nadzieje że klub czy makis coś z tym zrobi np.wyższe szyby bo przez siatkę dużo… Czytaj więcej »

Zygmunt

Kilka lat temu byłem na meczu Charlton – Brighton, przy okazji wizyty w W.Brytanii. Kibice Charlton skandowali w kierunku kibiców z Brighton coś w rodzaju: „czy twój chłopak wie, że tutaj jesteś?”, „widzimy was jak trzymacie się za ręce”, itd. Nie za bardzo wiedziałem o co chodzi. Dopiero mój znajomy wyjaśnił mi, że Brighton jest uważany za stolicę gejów na Wyspach. A zdecydowana większość kibiców przyjezdnych to byli oczywiście mężczyźni. Do tej pory chce mi się z tego śmiać. Z rzucania kubków z moczem w dzieci, śmiać mi się nie chce. Dzicz!

Padre

Też mnie to na ostatnim meczu zastanawiało. Sektor przyjezdnych faktycznie powinien być lepiej odgrodzony od reszty, bo siatkę to oni chyba częściowo nawet zerwali.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress