Najwyższa porażka po reaktywacji

14 listopada 2021, 09:45 | Autor:

To nie był udany wieczór dla piłkarzy Widzewa Łódź – tak można najdelikatniej ująć to, co działo się wczoraj w Bielsku-Białej. Chociaż do przerwy nic na to nie wskazywało, podopieczni Janusza Niedźwiedzia przegrali z Podbeskidziem aż 0:4. Co więcej, była to najwyższa porażka w czasach po reaktywacji łódzkiego klubu.

Od lata 2015 roku widzewiacy tylko dwa razy dali sobie strzelić cztery gole – najpierw w sezonie 2019/2020, w wyjazdowym starciu z Górnikiem Polkowice, a później na start kolejnych rozgrywek w Pruszkowie, kiedy to mierzyli się z Radomiakiem Radom. Wtedy jednak zapisali na swoim koncie odpowiednio trzy oraz jedno trafienie. Dość często bywało za to 0:3 – ostatni raz z Zagłębiem Sosnowiec również za kadencji Enkeleida Dobiego, zaś wcześniej też z Chrobrym Głogów, Stalą Stalowa Wola czy nawet… Huraganem Morąg.

Ostatnia przegrana różnicą minimum czterech bramek to z kolei wiosna 2015 roku i pogrom 1:6 w Legnicy. Nie ma oczywiście najmniejszego sensu porównywać tych spotkań, bo poza dużymi rozmiarami porażki nic ich nie łączy – sześć lat temu Widzew był o krok od upadku, który finalnie nastąpił, teraz zaś nadal – przynajmniej do poniedziałku – zajmuje fotel lidera I ligi. Na półmetku sezonu będzie także na pozycji dającej bezpośredni awans do Ekstraklasy.

Trzeba również zauważyć, że tak wysoki wynik wziął się z ofensywnego podejścia trenera Niedźwiedzia, który mimo utraty jednego zawodnika nie zamierzał się cofać i czekać na ostatni gwizdek sędziego przy porażce 0:2, tylko ustawił swoich piłkarzy jeszcze wyżej, aby powalczyć przynajmniej o nawiązanie kontaktu z rywalem. Nie wyszło, zaś fatalne błędy w obronie w samej końcówce spowodowały, że Podbeskidzie wyśrubowało końcowy rezultat na 4:0. To rzecz jasna zimny prysznic, lecz w dłuższej perspektywie taka odwaga nam się podoba.

Subskrybuj
Powiadom o
60 komentarzy
Starsze
Nowsze Najwięcej ocen
Inline Feedbacks
View all comments
60
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x