Nowa, bardziej ofensywna twarz Vukovicia?

7 kwietnia 2026, 08:27 | Autor:

Aleksandar Vuković dał się dotąd poznać kibicom Widzewa jako trener mocno pragmatyczny, konsekwentny i ostrożny. W starciu z Rakowem Częstochowa zobaczyliśmy inną wersję łódzkiej drużyny. Częściowo poprzez wyrzucenie z boiska Zorana Arsenicia.

Po raz pierwszy od objęcia sterów nad zespołem Vuković mocniej zamieszał w składzie. Przede wszystkim zmianie uległa struktura taktyczna, która tym razem była bardziej skomplikowana. W dotychczasowych trzech meczach trzymano się systemu z trójką środkowych obrońców, czteroosobową linią pomocy i trójką ofensywnych piłkarzy: dwiema „dziesiątkami” umiejscowionymi za środkowym napastnikiem. Teraz przyjęto model hybrydowy, a więc ustawienie zmieniało się wraz z boiskowymi wydarzeniami – zależało od tego, czy w danym momencie zwodów RTS  jest w fazie atakowania czy bronienia.

Jak czerwono-biało-czerwoni prezentowali się w nowym wydaniu? Wydaje się, że naprawdę dobrze. W końcu nie byli tak dramatycznie bezradni w ofensywie, tworząc sobie sytuacje do zdobycia bramki. Raport platformy WyScout pokazał, że mieli wyższy współczynnik goli oczekiwanych od gospodarzy i najwyższy za kadencji serbskiego trenera. Widzewiacy zaliczyli także największą liczbę strzałów, kluczowych podań i najczęściej znajdowali się w posiadaniu piłki. Sporo o zmianie nastawienia mówi też statystyka podań w pole karne rywala. W Częstochowie podjęto trzydzieści osiem takich prób, podczas gdy w trzech wcześniejszych potyczkach było ich łącznie czterdzieści jeden!

Warto również zauważyć, jak ewoluuje styl gry drużyny. W debiucie szkoleniowca przeciwko Lechowi Poznań aż 18% wszystkich podań stanowiły długie zagrania. W Gdyni było to 14%, a przeciwko Górnikowi Zabrze 11%. Trend nadal jest spadkowy, a przeciwko „Medalikom” długie podania stanowiły już tylko 9% całości. To jasno pokazuje, że Widzew zaczyna ograniczać bezpośrednie granie, odchodząc od tzw. lagi. Potwierdza to także średnia wysokość linii obrony, która wynosiła tym razem 53,3 metra, a więc była najmocniej oddalona od własnej bramki spośród dotychczasowych batalii pod wodzą Vukovicia.

Oczywiście nie można zapominać, że przez 2/3 spotkania Częstochowianie musieli grać w osłabieniu, co znacznie wpłynęło na przebieg spotkania. Łodzianom jednak taki scenariusz powinien bardzo sprzyjać, ponieważ w zbliżającym się meczu z Termaliką Nieciecza najprawdopodobniej będzie to wyglądało podobnie, nawet przy grze jedenastu na jedenastu. Można było więc przećwiczyć wariant bardziej ofensywny na bardzo wymagającym przeciwniku. Szkoda jedynie, że finalnie nie udało się przekuć tego na trzy punkty, które po trafieniu Frana Alvareza wydawały się być tak blisko…

Osobowo, modyfikacja założeń taktycznych w największym stopniu odbiła się na Mateuszu Żyrze. Póki co grywał u Vukovicia wyłącznie jako półprawy stoper, ale teraz często musiał wcielać się w rolę skrajnego obrońcy, co mocno rzucało się w oczy zwłaszcza w ataku pozycyjnym. Co naturalne, Żyrze brakowało inklinacji do optymalnych działań kreatywnych z piłką w bocznym sektorze, a ponieważ po czerwonej kartce rywali często piłka znajdowała się w tej strefie, w przerwie postanowiono dokonać korekty personalnej i wprowadzić na murawę Marcela Krajewskiego, dysponującego większą dynamiką na skrzydle, możliwością dośrodkowania czy dryblingu. Co ciekawe, obaj zaliczyli w sobotę po dwa kluczowe podania. Nikomu poza nimi się to nie udało.

Krajewski nie zaczął meczu z Rakowem od pierwszej minuty, bowiem wrócił nieco podmęczony ze zgrupowania reprezentacji Polski do lat 21. Po jego wejściu w przerwie dokonano kolejnej zmiany ustawienia, przechodząc na grę z dwójką napastników. Do osamotnionego w pierwszej połowie Andiego Zeqiriego dołączył Alvarez, a za ich plecami operował Juljan Shehu. Bliżej środka pola funkcjonował z kolei Mariusz Fornalczyk, a najwięcej wiatru na lewym skrzydle miał robić Samuel Kozlovsky. Co ważne, Słowak uniknął żółtej kartki, więc jedyny zdrowy lewy obrońca w kadrze będzie dostępny na kolejny mecz.

Do zmian taktycznych na pomeczowej konferencji prasowej odniósł się sam Aleksandar Vuković, podkreślając iż był zadowolony z tego, co zobaczył. „Poza pierwszymi minutami, byliśmy zespołem, który miał i realizował swój plan. Czerwona kartka zmieniła mecz o tyle, że trzeba było dostosować się do gry w ataku pozycyjnym. Mówiliśmy, że chcemy grać lepiej w piłkę, dlatego szukaliśmy rozwiązań, które nam to ułatwią. Poprzez zmiany strukturalne chcieliśmy pomóc drużynie i pod tym kątem uważam to za trafną decyzję i dobre wykonanie. Jeszcze przed czerwoną kartką mieliśmy więcej z gry niż w spotkaniu z Górnikiem Zabrze” – mówił trener Widzewa.

Zapowiadane spotkanie z Termaliką zaplanowano na 11 kwietnia. Do dyspozycji sztabu szkoleniowego będzie już większa grupa zawodników, co również może wpłynąć na kolejne zmiany taktyczne. Gotowi do gry powinni być już m.in. Steve Kapuadi oraz Lukas Lerager.

Subskrybuj
Powiadom o
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
3 godzin temu

Gra Widzewa jest słabiutka. 11 na 11 słabo i 11 na 10 też słabo !!!

Honky
Odpowiedź do  Marcin
2 godzin temu

Jedna akcja wystarczyła, by przeciwnik grający w osłabieniu strzelił nam gola. Ta ich determinacja wskazuje, że nie mamy drużyny, tylko zlepek graczy nie potrafiących się skonsolidować w defensywie.

Stev80
2 godzin temu

Dobrze, że mamy trenera, który rozumie ekstraklasową polską piłkę, bo prezes R. powinien zająć się przesuwaniem od klasy A.

3
0
Would love your thoughts, please comment.x