Oceny Stolara po meczu z Wartą

21 sierpnia 2017, 21:53 | Autor:

Widzewiacy mają za sobą już trzy mecze. Z każdym kolejnym spotkaniem ich gra wygląda lepiej. W sobotę drużyna Franciszka Smudy pokonała 3:0 Wartę Sieradz i zbliżyła się do czołówki w tabeli. Czy postawa łodzian miała przełożenie na pomeczowe oceny „Stolara”?

Patryk Wolański:
Nie miał już większych problemów z wprowadzaniem do gry piłki nogami. Właściwie nie miał okazji, żeby wykazać się czymkolwiek. W sytuacji, gdzie ratował zespół po błędzie Sylwestrzaka, trafił Kobierskiego pechowo w nogi, przez co ten wyszedł na pustą bramkę. Znów kusił los wyjściem w okolice szesnastki, co prawie zakończyło się stratą gola. Ocena: 3,5

Marcin Kozłowski:
Ma taki dar, że czasem niezauważalnie podłącza się do akcji ofensywnych i nagle pojawia się znikąd. W ten sposób znalazł się przed polem karnym i oddał strzał po ziemi w słupek. Jak zwykle bardzo aktywny w grze do przodu i dynamicznie wracający za kontrą rywala, przerywający jego ataki, znów tak jakoś niepostrzeżenie i bardzo skutecznie. Nie boi się grać szybkich piłek, ani pod swoim polem karnym, ani pod szesnastką przeciwnika. W tym meczu był praktycznie bezbłędny w odbiorze. Raz próbował łapać Kobierskiego na spalonym i zrobił to zupełnie niepotrzebnie, co skończyło się groźnym strzałem przy słupku w 50. minucie. „Cinek” jak zawsze biegał od linii do linii, przez pełne 90 minut. Maksymalnie zaangażowany i pożyteczny w każdym miejscu na boisku.
Ocena: 4,5

Radosław Sylwestrzak:
Niestety, bardzo słaby mecz w jego wykonaniu. Był ospały, dawał się przepychać przy górnych piłkach Kobierskiemu, wciąż wolny. Nie wyprzedzał, dawał się zastawiać i zarobił żółtą kartkę. Popełnił „wielbłąd”, gdy po źle obliczonym koźle, piłka przeszła go na 16. metrze. Kolejny duży błąd miał miejsce przy akcji Kobierskiego, zakończonej strzałem w słupek. Nie bardzo jest go za co pochwalić, bo 2-3 przechwyty to zdecydowanie za mało, jak na niego.
Ocena: 2



Sebastian Zieleniecki:
Naprawdę bardzo dobry mecz naszego stopera. Był aktywny przy każdym stałym fragmencie, gdzie piłka niemal zawsze trafiała do niego. Jeszcze czasem niepotrzebnie wali piłkę „na pałę”, ale już zdecydowanie rzadziej. W sobotę bardzo skuteczny w grze 1 na 1 z atakującym. Popisał się kilkoma bardzo dynamicznymi wyjściami do kontrataku, a nawet potrafił go bardzo dokładnie rozegrać do kolegów. Ostatni rajd wykonał jeszcze w 85. minucie, a po nieudanym dośrodkowaniu wracał gazem do obrony i jeszcze zdążył na 50. metrze odebrać rywalowi piłkę. Był bardzo pewny siebie w sobotę. Oby taką formę pokazał w kolejnych meczach, to będę odwoływał słowa, że musi się obawiać powrotu Kostkowskiego do gry. Brawo Sebastian – oby tak dalej!
Ocena: 5

Marcin Pigiel:
Przyzwoity mecz. Na pewno zagrał lepiej niż w debiucie. Podejmował próby gry ofensywnej, poprawny w obronie bez większych błędów, oprócz jednego podania pod nogi w pierwszej połowie, z której poszła kontra Warty. Przez dużą część meczu jednak niewidoczny. Dla odmiany, w drugiej połowie uratował Widzew od utraty gola, przerywając podanie w polu karnym wślizgiem. Nie widzę, póki co, wielkiej różnicy pomiędzy nim a Rakowskim.
Ocena: 3,5

Mateusz Michalski:
Słabszy mecz całego duetu M&M`s. Miał kilka nieudanych dryblingów 1 na 1, w pierwszej połowie, ale miał też trudne zadanie, ponieważ zawodnicy Warty nie dawali mu nawet metra miejsca po przyjęciu. Dopiero po przerwie zaczął szarpać i być bardziej skuteczny w ofensywie.
Ocena: 3,5

Maciej Kazimierowicz (piłkarz meczu):
Opoka, ostoja, skała. Był jak zawsze wszędzie. Pięknie rozrzucił, parę razy, grę na boki popisując się zagraniem „na nos”. Przy pierwszym golu zaliczył asystę drugiego stopnia, również po jego zagraniu Miller wywalczył rzut karny. Zbierał drugie piłki, był cały czas pod grą od lewej do prawej. Człowiek orkiestra. Właściwie nie mam do czego się przyczepić. Świetny mecz!
Ocena: 5,5

Adam Radwański:
Podczas oglądania meczu na żywo nie widziałem obiektywnie gry Adama. Gdy włączyłem transmisję, przecierałem oczy ze zdumienia. Uwaga! Adam Radwański zagrał bardzo dobry mecz! Był widoczny w odbiorze, potrafił zagrać świetne dłuższe przerzuty, oddać dobry strzał z 25 metrów. Po stracie piłki zaangażowany w odbiór – tak naprawdę opisuję zawodnika z nr 98. Do tego w końcu potrafił zagrać dokładnie do kolegi w pełnym biegu, no i kapitalna prostopadła, zagrana piłka na 3:0 do Świderskiego. Miał ze dwie, może trzy, głupie straty, ale od razu gonił i robił co mógł, by naprawić błąd. Mało tego, wygrywał pojedynki 1 na 1 dryblingiem i w końcu grał dokładnie szybkie wymiany po ziemi, na małej przestrzeni. Pojedyncze, niedokładne zagrania i słabe poprzednie mecze nie mogą przesłonić tego, że gdyby nie Maciej Kazimierowicz, to on zgarnąłby ode mnie tytuł zawodnika meczu. Chyba zaczarował Aleksandra Kwieka, bo ten w sobotnim meczu przejął wszystkie mankamenty Adama.
Ocena: 5

Aleksander Kwiek:
Znajdował się na boisku w kluczowych momentach, tam, gdzie powinien być Miller. Tu główka w polu bramkowym, tu gol z linii, tu nieczysty strzał z 11 metrów z woleja. Wolałbym w tych sytuacjach widzieć jednak Michała Millera, a Kwieka obserwować gdzieś przy asyście. Dość powiedzieć, że pierwszą, dokładną prostopadłą piłkę, zagrał dopiero w 40. minucie. Oprócz tego był bardzo niedokładny przy długich piłkach na bok i prostopadłych do przodu mimo dobrej pozycji, w jakiej się znajdował. Do tego tradycyjnie nie pomagał w odbiorze. Zepsuł dobrze zapowiadającą się kontrę w drugiej połowie, a przecież to on miał być gwarantem grania piłek kolegom „na nos”. Parę razy rozpoczynał dziwne gestykulacje, będąc tak naprawdę jednym z najsłabszych na boisku.
Ocena: 2,5

Daniel Mąka:.
Niestety zupełnie niewidoczny przez większość meczu. Brał udział w akcji na 1:0, zaliczając asystę. To był właściwie jedyny moment, w którym Daniel Mąka pokazał błysk, którym czarował nas przez długą część zeszłego sezonu. Nie zmieni tego nawet wykorzystany rzut karny. Trochę za długo trzymał go na boisku Franciszek Smuda. Niedziela, po wejściu z ławki, pokazał dużo chęci do gry.
Ocena: 3,5

Michał Miller:
Nieco odcięty od podań, nie miał, zwłaszcza w pierwszej połowie, zbyt dużo momentów do pokazania się. Jak zawsze brał grę na siebie, tyłem do bramki przeciwnika. Michał, to pracuś w ataku, utrudniający życie obrońcom, nie dający odebrać sobie piłki, będąc otoczonym nawet przez trzech rywali. Cały mecz biega na wysokości pola karnego, od linii bocznej do linii bocznej, szukając miejsca do gry i angażując całą linię obrony. Niestety, znów nie strzelił bramki, ale wywalczył rzut karny.
Ocena: 4,5

Rezerwowi

Daniel Świderski:
To jest niemożliwy typ! Walczy w każdej pozycji, nawet na leżąco. Taranuje rywali jak czołg. Jak zawsze przedłużał głową długie piłki, potrafił rozegrać i wejść w pole karne – był niemal wszędzie i strzelił gola. Gorzej wychodziły mu przyjęcia piłki z powietrza. Trener Smuda powinien mu chyba wylewać przed wejściem na boisko wiadro zimnej wody na głowę, bo kiedyś wejdzie na takiej „bombie”, że zarobi czerwoną po pięciu minutach. No, ale nie da się nie lubić tego naszego Daniela. Ocena na zachętę.
Ocena: 4,5


Mateusz Ostaszewski:
Grał za krótko, by go oceniać, aczkolwiek jak poprzednio wszedł z wielką chęcią do pokazania się nawet przez te kilka minut. Inny piłkarz obraziłby się, że gra mało, a on robi wszystko, by wykorzystać to, co dostaje od trenera Smudy.
Ocena: brak

Bartłomiej Niedziela:
Również bez oceny, choć trzeba docenić, że wykazywał dużą ochotę do gry. Znalazł się nawet w 100% sytuacji, ale w porę nie zdecydował się na oddanie strzału i gola nie zdobył.
Ocena: brak

Pomeczowe spostrzeżenia:

1. Widzew w tym meczu bardzo mądrze stosował pressing, w zupełnie innym stylu, niż za Przemysława Cecherza. O co chodzi? Pressowali rywala z małej przestrzeni, w gęstym ustawieniu, bardzo dynamicznie, a nie robili po 30 metrach sprintu i kawaleryjskiej szarży od linii środkowej do pola karnego rywala, tracąc siły i dużo wcześniej pokazując rywalowi, że zaraz założą pressing. Jednocześnie robili to w odpowiedniej strefie boiska, gdzie już znajdowało się kilku widzewiaków. Nie było tak jak wcześniej, że Miller robi pressing, a reszta jest 20 metrów za nim. Umożliwiało to bardzo sprawne i szybkie doskoczenie do rywala. Często kończyło się to stratą piłki przez Wartę. Przyjemnie się to oglądało.

2. Po 16 minutach Widzew miał już oddanych 5 strzałów na bramkę rywala!

3. Adam Radwański i Maciej Kazimierowicz wciąż grają blisko siebie i nie wynika z tego zbyt dużo pozytywów dla zespołu, bo te podania między nimi są na tak małej przestrzeni, że przeciwnik nawet nie musi się zbytnio przemieszczać, żeby korygować swoje ustawienie względem naszych środkowych pomocników, będących z piłką. Czekam na szybsze zmiany stref gry, co parę razy, długim, mocnym podaniem do boku pokazał „Kazik”.

4. Co ciekawe, Widzew wyglądał lepiej, gdy wspomniana wyżej dwójka pomocników, przesuwała się do przodu, a Kwiek wracał do środka boiska. Byli oni po prostu bardziej kreatywni i dokładni w ofensywie od Kwieka.

5. Niestety, wciąż brak ruchu przy autach rzucanych przez nasz zespół. To akurat najprostsza rzecz do wypracowania, więc na pewno jeszcze zobaczymy tu poprawę.

6. To, co widać gołym okiem, od czasu przyjścia trenera Smudy, to fakt, że przestaliśmy wybijać wolne piłki głową na oślep, a zaczęliśmy szukać podaniem głową dobrze ustawionego kolegi, do wyprowadzenia kontrataku. Bardzo mi się to podobało w meczu z Wartą. Nie było takiego panicznego odbijania głową, a przytomne zgranie do drugiego kolegi. Tak trzymać!

Stolar

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress