Wokół meczu z Termaliką Nieciecza

13 kwietnia 2026, 17:58 | Autor:

Niewiele brakowało, by sobotnia konfrontacja z Termaliką Nieciecza zakończyła się niepowodzeniem. Na szczęście w końcówce spotkania padł gol na wagę trzech punktów. O tym, co działo się przy okazji tego starcia w poniższych słowach.

DOPING WCZEŚNIEJ NIŻ ZWYKLE

Świetna atmosfera na stadionie Widzewa to w zasadzie standard. Zazwyczaj kibice zaczynają dopingować swoją drużynę z chwilą wyjścia jej oraz rywali z szatni, na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Wcześniej trybuny ograniczają się do krótkich okrzyków, gdy piłkarze pojawiają się na rozgrzewce, czasami ma też miejsce tzw. wymiana uprzejmości z przyjezdnymi. Tym razem było zupełnie inaczej – wsparcie dla zawodników zaczęło się już na czterdzieści minut przed rozpoczęciem spotkania.

Czerwona Armia” chciała w ten sposób pokazać swoje niezachwiane oddanie sprawie i aktywnie przyczynić się do uniknięcia najczarniejszego scenariusza sportowego, czyli spadku do I ligi. Najlepiej oddaje to hasło „Widzew, my wierzymy„, umieszczone na transparencie zawieszonym pod dachem „Zegara„. Determinacja fanów została nagrodzona w przedostatniej minucie, gdy padł gol na wagę zwycięstwa z Termaliką Nieciecza.

MINUTA CISZY I SPECJALNE DEDYKACJE

Cicho w „Sercu Łodzi” było w sobotę tylko przez krótką chwilę. Przed rozpoczęciem meczu tzw. minutą ciszy symbolicznie oddano hołd Jackowi Magierze, byłemu piłkarzowi Widzewa Łódź, a ostatnio uznanemu trenerowi. Magiera nieoczekiwanie zmarł w ostatni piątek, szokując swoim odejściem cały piłkarski światek w Polsce. Jego pożegnanie było elementem wszystkich spotkań minionego weekendu na centralnym poziomie rozgrywkowym i nie tylko.

Na pomeczowej konferencji prasowej Aleksandar Vuković zadedykował zwycięstwo nad Termaliką właśnie zmarłemu. Obaj szkoleniowcy byli ze sobą blisko związani, dlatego Serbowi niezwykle zależało, żeby móc po końcowym gwizdku móc dopisać sobie trzy punkty dla swojego przyjaciela. O byłym opiekunie ze Śląska Wrocław nie zapomniał też Sebastian Bergier, który po bramce wykonał gest w kierunku nieba.

POWRÓT BUKARIEGO

Przedłużająca się saga z powrotem Osmana Bukariego do Łodzi wreszcie dobiegła końca. Skrzydłowy uporał się ze wszystkimi formalnościami wizowymi i mógł już dołączyć do drużyny. W sobotę Ghańczyk obejrzał spotkanie z perspektywy trybun, a po końcowym gwizdku przebrał się w strój treningowy i wciął udział w ćwiczeniach, w które zawsze zaangażowani są piłkarze, którzy nie wzięli udziału w ligowym meczu.

Dziś Bukari ma także normalnie rozpocząć przygotowania do spotkania z Radomiakiem Radom i jeśli sztab szkoleniowy zdecyduje, że zasługuje na miejsce w meczowej kadrze, wybierze się z zespołem w podróż.

PRZEŁAMANIE BERGIERA

Zwycięskie trafienie dla czerwono-biało-czerwonych sprawiło, że Widzew uniknął olbrzymiego niedosytu, jakim byłby remis z przeciwnikiem grającym przez kilkadziesiąt minut w dziesiątkę. Trafienie zanotował Sebastian Bergier, dla którego była to dwunasta bramka w obecnym sezonie, ale dopiero pierwsza w tym roku kalendarzowym z gry. Tej wiosny napastnik zdobył wcześniej tylko jednego gola, gdy z rzutu karnego zmniejszył rozmiar porażki z Jagiellonią Białystok. Poza tym nie wpisywał się na listę strzelców, choć w kilku meczach okazji ku temu mu nie brakowało.

Dzięki bramce, Bergier wyrównał najlepszy wynik Łodzian w Ekstraklasie w XXI wieku. Z takim samym dorobkiem sezon 2013/2014 zakończył Eduards Visnakovs, a więc teraz „Bergi” jest o jedno trafienie od poprawienia osiągnięcia Łotysza sprzed dwunastu lat.

ZNOWU W PRZEWADZE

Po raz drugi z rzędu drużyna Aleksandara Vukovicia miała przywilej gry w jedenastu na dziecięciu. W poprzednim meczu z Rakowem Częstochowa już w pierwszej połowie drugą żółtą kartkę obejrzał Zoran Arsenić i przez około godzinę Widzewiacy mieli przewagę jednego zawodnika. Teraz było nieco krócej, o osłabienie w szeregach Termaliki Nieciecza nastąpiło w 68. minucie.

Co ciekawe, z boiska wyleciał za dwa „żółtka” wyleciał Arkadiusz Kasperskiewicz, czyli były piłkarz RTS. To jeden z ostatnich graczy, który opuścił szeregi klubu po bankructwie spółki Sylwestra Cacka. Kasperkiewicz i Marcin Kozłowski (dziś występujący w rezerwach) do końca wierzyli, że uda się uniknąć upadku. Pojawili się też na pamiętnej konferencji na terenie budowanego nowego stadionu, gdy 2 lipca 2015 roku ogłaszano powstanie Stowarzyszenia Reaktywacja Tradycji Sportowych.

UDANY DEBIUT NOWEJ MURAWY

Sobotnie zawody były rozegrane na nowej murawie, wymienionej przy Piłsudskiego w trakcie przerwy reprezentacyjnej. Widzew dokonał tej operacji na własny koszt, przejmując dzięki temu od Miejskiej Areny Kultury i Sportu prawo do zarządzania nawierzchnią. Pozytywnym efektem tej zmiany jest chociażby fakt, iż Łodzianie mogli w ubiegłym tygodniu wreszcie zaliczyć jednostkę treningową na głównym boisku. Były to pierwsze zajęcia w tym miejscu od 2 grudnia ubiegłego roku i mają być stałym elementem każdego mikrocyklu przygotowawczego, oczywiście przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwie kondycji murawy.

Subskrybuj
Powiadom o
4 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Zbyszek
3 godzin temu

Sprawdziłem nasze mecze od pierwszej kolejki do ostatniej jak by się kończyły w 80 min byśmy mieli 14pkt więcej czyli byśmy byli liderami to znaczy że tą słabą ligę można wygrać tymi zawodnikami tylko trzeba więcej KONCENTRACJI i wiary w swoje umiejętności

zenek
Odpowiedź do  Zbyszek
1 godzina temu

Chyba nie sprawdziłeś ile ptk było by mniej gdyby od 80 min nie liczy c strzelonych goli dla Widzewa i ile ptk one dały :)

Mieciu
3 godzin temu

Kibice Widzewa mają klasę i potrafią docenić człowieka, który, pomijając krótki epizod w RTS-ie, związany był głównie z największym rywalem. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć w drugą stronę o legionistach w kontekście Pana Trenera (specjalnie wielką literą) Franciszka Smudy…

Last edited 3 godzin temu by Mieciu
andirts
3 godzin temu

Mała errata. Bergi strzelił wiosną 2 gole z karnych

4
0
Would love your thoughts, please comment.x