Urodziny Andrzeja Michalczuka
3 listopada 2026, 11:58 | Autor: RyanW dniu dzisiejszym urodziny obchodzi jeden z ulubieńców kibiców w latach 90, Andrzej Michalczuk. Kończącemu 59 lat Widzewiakowi składamy życzenia dużo zdrowia, wszelkiej pomyślności oraz dumy z gry swoich następców!
Michalczuk urodził się 3 listopada 1967 roku w Kijowie. Jest wychowankiem stołecznego Dynama, wówczas jednej z najsilniejszych drużyn w ZSSR. Z tego powodu ciężko było mu przebić się do składu i zmienił klub na Aktiubiniec Aktiubińsk. Tam występował już regularnie, ale po dwóch latach postanowił opuścić Ukrainę i wyjechać do Polski. Trafił do Chemika Bydgoszcz, który dość szybko okazał się dla niego za mały.
Przed rozpoczęciem sezonu 1992/1993 sprowadził go do siebie Widzew, prowadzony najpierw przez Władysława Żmudę, a później ŚP. Leszka Jezierskiego. Dzisiejszy solenizant miał wtedy okazję zadebiutować w europejskich pucharach, ale zapewne nie wspomina tego faktu zbyt dobrze. Mowa o dwumeczu z Eintrachtem Frankfurt w Pucharze UEFA, przegranym przez łodzian stosunkiem 2:11! Michalczuk należał jednak wtedy, a także w kolejnych latach, do najczęściej pojawiających się na boisku zawodników. Największe sukcesy przypadły na połowę lat 90. Najpierw czerwono-biało-czerwoni sięgnęli po mistrzostwo nie przegrywając ani jednego spotkania, a później obronili tytuł. W obu rozgrywkach okazali się katem Legii Warszawa, a gola na 3:2 w pamiętnym starciu przy Łazienkowskiej strzelił właśnie Ukrainiec.
W kolejnych latach Widzew zaczął popadać w coraz większe kłopoty finansowo-organizacyjne, ale Michalczuk nie zamierzał zmieniać barw. Pytany o długość jego kontraktu z klubem zawsze odpowiadał, że obowiązuje on do końca życia. Tym słynnym stwierdzeniem zyskał olbrzymią sympatię trybun, ale na nic by się one nie zdały, gdyby nie piłkarskie umiejętności i wielka waleczność, z jakiej słynął „Michał”. Jego ostatnim sezonem przy Piłsudskiego była kampania 2001/2002, w którym zagrał w siedmiu ligowych meczach. Łączny licznik jego gier to imponujące 259 występów. Daje mu to szóste miejsce w klubowej historii i pierwsze w przypadku obcokrajowców.
Andrzej Michalczuk został w Łodzi na stałe. Występował jeszcze w Stali Głowno i w niej zakończył karierę. Pożegnalny mecz zorganizowali mu w 2004 roku kibice. Przyjechali na niego koledzy zawodnika z dawnych lat, którzy towarzysko zmierzyli się z pierwszym zespołem Widzewa, prowadzonym przez ŚP. Franciszka Smudę. Fani nigdy nie zapomnieli o swoim idolu. W 2010 roku wybrali go do „Złotej jedenastki” na 100-lecie klubu, a w roku nadano jego imię 2023 roku jednej z lóż na stadionie. Od dawna jego podobizna widnieje na słynnej fladze „Dzięki wam tu jesteśmy”.
Wszystkiego najlepszego!






Lech Poznań
Górnik Zabrze
Legia Warszawa
Pogoń Szczecin
Zagłębie Lubin
GKS Katowice
Piast Gliwice
Wisła Kraków
Jagiellonia Białystok
Korona Kielce
Motor Lublin
Wisła Płock
Cracovia
Widzew Łódź
Radomiak Radom
Śląsk Wrocław
Raków Częstochowa
Wieczysta Kraków 
KTS Weszło Warszawa
Wigry Suwałki
Mazovia Mińsk Maz.
Świt Nowy Dwór Maz.
Ząbkovia Ząbki
Wisła II Płock
Warta Sieradz
Pelikan Łowicz
Olimpia Zambrów
Jagiellonia II Białystok
Widzew II Łódź
ŁKS II Łódź
Olimpia Elbląg
Lechia Tomaszów Maz.
Polonia Lidzbark Warm.
KS CK Troszyn
Mławianka Mława
ŁKS Łomża
100 lat dla Widzewiaka od Widzewiaka. To był KOZAK!!!!!!!!!!!!
Najlepsze życzenia dla naszego WALCZAKA. I do tego przesympatycznego człowieka.
Charakter którego brakuje obecnym graczom.
Tej muzyki, jaką grała tamta Orkiestra kierowana przez ŚP. Dyrygenta, w której grał ten Grajek… nie zapomnę do końca swych dni…
Panie Andrzeju, sto lat, pozdrawiam!
Jeden z moich ulubionych zawodników Widzewa. Waleczny, zadziorny, nieustępliwy, szybki i potrafiący kiwnąć. Miałem okazję poznać go osobiście. Miły i szczery facet z fajnym poczuciem humoru.
STO LAT Panie Andrzeju!!!
Bardzo mily, sympatyczny i skromny facet.W czasach swietnosci Widzewa bywalem z paroma kolegami w lokalu, gdzie pilkarze czesto przychodzili po meczach (nieistniejacy juz niestety pub John Bull, Piotrkowska okolice Centralu).Zawsze mial czas zeby pogadac na rozne tematy nie tylko pilkarskie. Czasami tak sie zagadal, ze ktos do nigoe dzwonil zeby juz wrezsczie wracal do towarzystwa, czyli Lapy, Szymka, Szczesnego i spolki. Wszyzscy byli normalni, bez gwiazdorzenia. Niestety jeden byl wyjatkowo niemily i bardzo zarozumialy. Wichniarek sie nazywal.