Fundamenty pod twierdzę, ale na wyjazdach chłopcy do bicia
10 czerwca 2026, 10:29 | Autor: RyanW końcówce sezonu 2025/2026 Ekstraklasy drużyna Widzewa zaczęła stawiać solidne fundamenty pod budowę „Łódzkiej twierdzy”. Zdecydowanie gorzej wyglądały ich wyniki, osiągane na boiskach rywali. Zwłaszcza za kadencji obecnego trenera.
Dysproporcja pomiędzy postawą na własnym terenie a murawie przeciwnika to bolączka wielu zespołów. W minionej kampanii większą niż u czerwono-biało-czerwonych odnotowano tylko w jednym – Arce Gdynia. Matematyka nie kłamie, piłkarze z Piłsudskiego zdobywali prawie trzy razy więcej punktów występując w roli gospodarza, co jasno pokazuje, że mieli ogromny problem podczas wyjazdowych spotkań.
A zaczęło się przecież całkiem nieźle. Co prawda z Białegostoku wrócono ostatecznie na tarczy, ale dominacja nad Jagiellonią i prowadzenie, pechowo (lub na własne życzenie) wypuszczone z rąk w doliczonym czasie, dawały nadzieję, że Widzewiacy będą groźni na niejednym stadionie. Również wizyta w Krakowie, mimo że zakończona porażką na skutek krzywdzącej pracy sędziego, pozwalała patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem. Podobnie, jak minimalne porażki w Poznaniu i Zabrzu. Liczby były jednak brutalne – po czterech meczach w delegacji dorobek punktowy był zerowy! Pierwsze prawdziwe powody do zadowolenia miału miejsce dopiero na początku października, gdy po hat-tricku Frana Alvareza ograno 4:2 Termalikę Nieciecza.
Niestety był to tylko krótki przerywnik w serialu wpadek lub nawet kompromitacji, bo tak należy określić kompletnie nieudaną wyprawę do Lublina (0:3). Na tarczy wrócono też z Gdańska i dopiero końcówka rundy jesiennej znów wlała w serca kibiców nieco nadziei. Dzięki dobrze funkcjonującemu systemowi taktycznemu z dwójką napastników, udało się wygrać w Gliwicach i długo prowadzić w Lubinie. Wiosna miała przynieść jeszcze większą poprawę sytuacji, ale było podobnie. Zaczęło się od przegranej w Katowicach, a później nastąpił triumf w Płocku, który znów nie okazał się żadnym przełomem. Łodzianie nie mieli zbyt wielu argumentów kolejno w Szczecinie, Gdyni i Częstochowie, choć z dwóch ostatnich miast przynajmniej przywieźli po jednym oczku. Gorzej było w Radomiu i Warszawie, gdzie po golach traconych w ostatnich sekundach znów trzeba było przełknąć gorzki smak przegranej. Nie lepiej było podczas ostatniego wyjazdu w Kielcach.
Znacznie korzystniej wygląda bilans domowych starć. Po pokonaniu Zagłębia i „Gieksy„, a następnie remisie z Wisłą Płock, zespół był niepokonany przed własną publicznością. Dopiero w „ostatnim tańcu” Zeljko Sopicia lepsza okazała się Pogoń i serię trzeba było budować od nowa. Sztuka te jednak długo się nie udawała, bowiem lepsze występy (wygrane z Arką czy Radomiakiem) przeplatane były stratą punktów (Raków, Legia i Korona). Mimo wszystko wierzono, że wzmocniona zimą ekipa Igora Jovićevicia zdoła jeszcze poprawić grę w „Sercu Łodzi„. Na starcie trzeba było jednak znów przyjąć zimny prysznic, jakim była porażka z Jagiellonią, a i remis z Cracovią nie dawał powodów do optymizmu.
Dopiero pojawienie się Aleksandara Vukovicia sprawiło, że Widzew stał się naprawdę silny na swoim stadionie. Serb zaczął z wysokiego C, pokonując na dzień dobry Lecha Poznań, czyli późniejszego mistrza kraju i – uprzedzając fakty – najlepszą wyjazdową drużynę w sezonie! Na ziemię kibiców sprowadził przeraźliwie słaby mecz z Górnikiem, ale później było już bardzo dobrze. Piłsudskiego z niczym opuszczali wszyscy rywale, jacy się tam pojawili: Termalica, Motor, Lechia i Piast. Zestaw przeciwników nie był może tym z najwyższej półki, ale komplet zwycięstw i tak cieszy. Zwłaszcza, że w znacznym stopniu pomógł uniknąć spadku do I ligi.
Ostatnie jedenaście pojedynków pokazało jednak, że zespół Vuković ma dwie twarze. Wymowny jest fakt, i za kadencji tego szkoleniowca nikt nie zdołał pokonać go na jego terenie, ale z drugiej strony „Vuko” nie wygrał żadnego meczu w roli gościa! Gdyby udało mu się utrzymać świetną skuteczność w domowych konfrontacjach, a do tego poprawić ją na wyjazdach, byłoby naprawdę znakomicie!
Zastanawiając się, z czego może wynikać tak duża różnica w grze Widzewa, postanowiliśmy przyjrzeć się szczegółowo wielu parametrom, określającym postawę zawodników. Dane liczbowe umieściliśmy na poniższym obrazku, więc zapoznać z nimi może się każdy chętny. Czy można znaleźć tu jakąś prawidłowość? Na uwagę zasługuje fakt, iż RTS prezentował na boiskach swoich przeciwników większą ostrożność w grze. Starał się dłużej utrzymywać przy piłce (procentowe posiadanie oraz długość trwania akcji) i oddawał mniej strzałów. Próbowano też bardziej bezpośrednich rozwiązań w ataku, stąd większa liczba dośrodkowań i rzadsze wchodzenie w pojedynki.
Znaczna większość elementów wyglądała jednak podobnie u siebie, jak na wyjazdach, stąd nadal brak rozwiązania zagadki. Być może odpowiedź kryje się we współczynnikach goli oczekiwanych, które w Łodzi były korzystniejsze niż u przeciwników, a na ich boiskach nieco gorsze. Widać też, że Widzewiacy stracili przed własną widownią aż cztery gole mniej niż wynikałoby to z tzw. expected goals, natomiast w delegacji mogli mieć co najmniej trzy bramki więcej na swoim koncie. Takie postawienie sprawy byłoby jednak byłoby zbyt proste i realna przyczyna musi mieć znacznie głębszy charakter.
Jak dokonania Widzewa na własnym i obcych murawach wyglądały na tle całej Ekstraklasy? Dokładnie tak, jak mogłoby się wydawać. Tabela ułożona wyłącznie z wyników osiąganych przez drużyny w roli gospodarza pokazuje, że czerwono-biało-czerwoni byli w ścisłym topie. Lepsze okazały się tylko trzy ekipy: Górnik, GKS oraz Radomiak, choć ten ostatni zdobył tyle samo punktów i góruje nad Łodzianami dzięki bilansowi bramek. Najgorzej przed własnymi kibicami radzili sobie Termalica, Piast oraz Motor. Co ciekawe, mistrz z Poznania zajął w tym zestawieniu dopiero dziesiąte miejsce!
O ile wysoka pozycja w tzw. domowej tabeli jest powodem do zadowolenia, to ta wyjazdowa budzi wstyd i zażenowanie. Widzewiacy uplasowali się bowiem na szarym końcu stawki, wyprzedzając jedynie spadkowicza z Gdyni. Kiepsko w tym aspekcie radzili sobie również Radomianie. To w tej klasyfikacji zdecydowanie brylował „Kolejorz„, a zaraz za nim Raków i Jagiellonia.











Lech Poznań
Górnik Zabrze
Jagiellonia Białystok
Raków Częstochowa
GKS Katowice
Legia Warszawa
Zagłębie Lubin
Wisła Płock
Pogoń Szczecin
Radomiak Radom
Korona Kielce
Motor Lublin
Cracovia
Widzew Łódź
Piast Gliwice
Lechia Gdańsk
Arka Gdynia
Termalica Nieciecza
Legia II Warszawa
ŁKS Łomża
Warta Sieradz
Wigry Suwałki
KS CK Troszyn
Wisła II Płock
Widzew II Łódź
Jagiellonia II Białystok
Lechia Tomaszów Maz.
Ząbkovia Ząbki
Świt Nowy Dwór Maz.
Mławianka Mława
Olimpia Elbląg
GKS Wikielec
Broń Radom
GKS Bełchatów
KS Wasilków
Znicz Biała Piska