Ł. Czuku: „Stworzyła się ekipa, która może coś osiągnąć”

19 marca 2020, 19:20 | Autor:

– Wróćmy na chwilę do kwestii dotacji. Wiemy, że cała kwota przeznaczona na sport w budżecie Łodzi została rozdysponowana w pierwszej połowie roku. Co z drugą? Masz już jakieś informacje?

– Spotkaliśmy się z prezydent Skrzydlewską i też o to pytaliśmy, bo wiadomo, że to znaczna część naszego budżetu, bez której trudno rozmawiać o przyszłym sezonie. Pani prezydent postawiła sobie za punkt honoru, że te dotacje będą, więc mam nadzieję, że pieniądze faktycznie w jakiś sposób znajdą się w budżecie. Z niecierpliwością czekamy na wszelkie informacje i spoglądamy w stronę miasta, ponieważ same zawodniczki podpytują nas, czy już wiemy, jak będą wyglądać nasze finanse, czy możemy rozmawiać o przedłużeniu umów. Na razie takich rozmów nie prowadzimy, zapytaliśmy tylko koszykarki, czy chcą kontynuować karierę w Widzewie i zdanie większości było na tak. Wszyscy widzą, że stworzyła się ekipa, która może coś osiągnąć, ale bez pieniędzy i kontraktów nie ma o czym mówić. Czekamy na głosy z Urzędu Miasta, tak jak powiedziałem, pod koniec marca powinna się pojawić wiążąca informacja o tym, czy będzie dotacja, a jeżeli tak, to na jakim poziomie.

– Jeżeli mówimy o plusach, to na pewno warto wspomnieć o kibicach, którzy chyba w końcu poczuli tę widzewską koszykówkę i zaczęli licznie przychodzić na mecze.

– Za pośrednictwem waszego portalu bardzo chciałbym podziękować kibicom za tak tłumne odwiedzanie hali. Szczególnie zbudowany byłem sytuacją po zwycięstwie ze Ślęzą, gdy nie promowaliśmy zbyt mocno kolejnego spotkania, a fani i tak zjawili się na trybunach w dużej liczbie. Później, z meczu na mecz, spontanicznie wypełniali halę w coraz większym stopniu, bez żadnych mobilizacji, po prostu zaciekawieni dobrą grą widzewianek. Myślę, że nikt się nie zawiódł, bo dziewczyny też czuły to wsparcie, widziały, że komuś zależy na ich grze, dlatego odpłacały się walką o każdą piłkę. Nie było spotkań, które przegraliśmy wysoko, może poza meczem w Lublinie, który nam kompletnie nie wyszedł. Wszystkie pozostałe były pełne emocji, trzymające w napięciu do ostatnich minut. Kibice to docenili, odczuli, że nie ma tu żadnej kalkulacji, a prawdziwa walka o to, żeby Widzew był jak najwyżej w tabeli. Fajnie też, że stworzyła się więź między kibicami a zawodniczkami. Jedna i druga strona podkreślają, że chcą tworzyć ten boom na kosza i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będziemy to kontynuować. Musimy jeszcze powalczyć o tego kibica rodzinnego, który nie chodzi na mecze piłkarskie. Chcemy, żeby i on poczuł się częścią widzewskiej społeczności, bo o to w tym wszystkim chodzi, zwłaszcza w roku 110-lecia założenia klubu.

– Nie uważasz, że Hala Parkowa znacznie ogranicza wasze możliwości? Patrząc na inne obiekty, przeskok jest ogromny.

– Zupełnie inaczej odbiera się mecz, gdy widzi się po drugiej stronie ścianę, a zupełnie inaczej, gdy są tam kibice reagujący na boiskowe wydarzenia. Komfort oglądania spotkań nie sprzyja również zaproszonym gościom czy firmom, które współpracują z Widzewem, a my nie możemy ich w żaden sposób wyróżnić miejscem na trybunach. Hala Parkowa nie była budowana z myślą o meczach ekstraklasy, tylko o rozgrywkach młodzieżowych, dlatego z zazdrością patrzymy na drugą część miasta, gdzie są Atlas Arena oraz Arena Łódź. U nas tej hali brakuje i fajnie, gdyby powstała. Może uda nam się o to powalczyć w przyszłości, a być może spróbujemy rozbudować obecny obiekt. Na pewno takie działanie jest potrzebne. Tu jest sport na poziomie ekstraklasy, tu jest młodzież, która kiedyś chciałaby na ten poziom wejść. Na razie jesteśmy ograniczani przez to, że nie mamy hali, która spełniałaby podstawowe warunki, czyli miała choćby odpowiednie wymiary. Nasza młodzież trenuje przy Czajkowskiego, gdzie nie ma autów, ale to jedyne miejsce, gdzie te warunki są w jakimkolwiek stopniu spełnione. W ten sposób nie da się rozwijać, dlatego gdy już będziemy wiedzieć o dotacjach, to spotkamy się z władzami miasta i zapytamy, jaka jest przyszłość sportu na Widzewie. Ostatnia sytuacja z Atlas Areną pokazuje, że nie z każdego obiektu w Łodzi mogą korzystać wszystkie kluby.

– Hala ogranicza też wasze aspiracje sportowe. Gdyby Widzewowi udało się awansować do europejskich pucharów, to gdzie musiałby grać? W Toruniu?

– Szukalibyśmy tej hali, bo europejski zespół, który przyjechałby do Polski, nie mógłby grać przy Małachowskiego, gdzie piłka nie odbija się od parkietu. Myślę, że usłyszmy takie głosy: nie gdybajcie, bo nie jesteście w europejskich pucharów. Jasne, częściowo to prawda, że do tej pory walczyliśmy o inne cele, ale jeżeli mamy budować zespół w perspektywie wieloletniej, a nie tylko z sezonu na sezon, to musimy przewidzieć taką możliwość. Na ten moment jedyną halą spełniającą warunki jest Atlas Arena, względnie znajdująca się obok niej Arena Łódź. Doświadczenie pokazuje jednak, że tam nas nie chcą i być może nasza impreza znowu zostałaby odwołana. Musimy jak najszybciej myśleć, co z halą na Widzewie, zwłaszcza że skorzystalibyśmy na tym nie tylko my, ale też grupy młodzieżowe, które nie mają gdzie trenować zimą, a także pięściarze czy gimnastyczki. Taka hala zgromadziłaby całe środowisko związane z klubem i warto o tym głośno mówić.

– O Atlas Arenę też chcecie jeszcze powalczyć?

– Dlaczego nie? Pamiętam, że gdy rozmawialiśmy w grudniu, to powiedziałem o naszym planie. Teraz już wszyscy wiemy, jaki co on zakładał: prezentację piłkarzy, połączoną z meczem koszykarek i początkiem obchodów 110-lecia klubu. Nie udało się. Na razie nie mamy sprecyzowanej wizji dotyczącej przyszłego sezonu, ale jeżeli wystartujemy w lidze, to wciąż chcemy pobić rekord frekwencji na meczu koszykówki żeńskiej, a on byłby możliwy tylko w Atlas Arenie. Mam nadzieję, że prędzej czy później się to uda. Pamiętajmy, że ta dyscyplina sportu nie generuje takich negatywnych skojarzeń, chociaż to wystarczyło, żeby zablokować wcześniejszą imprezę. Warto jednak próbować. Trzeba walczyć o swoje, walczyć o Widzew!

– W grudniu rozmawialiśmy również o naprawach w Hali Parkowej. Któreś z nich udało się już zrealizować?

– Wstępnie dostaliśmy informację, że miasto wystąpi o dofinansowanie z Urzędu Marszałkowskiego na wymianę koszy i tablic, czyli całego sprzętu związanego z zegarem. O ile jeszcze kosze nie są w najgorszym stanie, to zegar wielokrotnie ulegał awariom. W poprzednich sezonach mieliśmy przerywane spotkania. Teraz było nieco lepiej, ale wciąż drżeliśmy przed meczami, czy uda się wszystko naprawić na czas. Wielokrotnie dochodziło do sytuacji, gdy MOSiR musiał wynająć elektryka z zewnątrz, który przyjeżdżał na nasze mecze i pilnował, żeby wszystko było zgodnie z normami. Sprzęt w hali jest zużyty i wadliwy, dlatego jeżeli do takiej wymiany dojdzie, to na pewno będzie dobra zmiana. W pierwszej kolejności powinien zostać jednak wymieniony parkiet. Wiemy, że na razie nie ma na to pieniędzy w budżecie, ale będziemy o to walczyć i wierzę, że w najbliższej przyszłości również i on doczeka się wymiany. Prowadzimy też rozmowy w temacie brandingu naszej hali. Aktualnie kibic nie utożsamia się z obiektem, bo nie ma tam żadnych widzewskich elementów. Skoro hala usytuowana jest blisko stadionu, to ich pojawienie się byłoby naturalne. Dla MOSiR to również powinna być chluba, że w ich obiekcie gra zespół na poziomie ekstraklasy. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie takie drobne, ale ważne dla kibica elementy się pojawią.

– Kilka miesięcy temu mówiłeś o pomyśle na zjednoczenie sekcji. W tym temacie coś się ruszyło?

– To bardziej sprawa symboliczna. Jeżeli chodzi o połączenie spółki i stowarzyszenia, to takie rozmowy na razie nie są prowadzone. Prezes Martyna Pajączek jest jednak bardzo otwarta na inne sekcje, nie tylko na koszykówkę, ale też na boks, co pokazał zorganizowany niedawno turniej z okazji 110-lecia klubu. Rozmawialiśmy wielokrotnie o tym, jak współpracować bezkosztowo, bo słyszałem już takie zarzuty, że przyjdzie koszykówka, zjednoczy się z piłką i będą chcieli pieniędzy. Nie, my na takim poziomie nie rozmawialiśmy. Są rozwiązania bezkosztowe, które mogą pomóc obu sekcjom bez szkody dla pozostałych. Z panią prezes mamy kontakt co kilka dni i myślę, że jeszcze coś dobrego z tego wyniknie. 

– Jednym z elementów tej współpracy jest nowy prowadzący programu „Piłsudskiego 138”?

– (śmiech) Wykorzystano moje doświadczenie z mediów, z czego się bardzo cieszę, bo wciąż mogę przy nich być, zwłaszcza że zmieniłem branżę i nie pracuję już w Radiu Łódź. Mam nadzieję, że się sprawdzę, choć z pierwszego programu nie jestem zadowolony. To jest też spełnienie moich marzeń, ponieważ od najmłodszych lat kibicowałem przede wszystkim piłkarzom i teraz, już jako osoba bardziej związana z koszykówką, mogę przy nich być. Ja oczywiście o to nie zabiegałem, ale wiem, że zarówno Arek Stolarek, jak i Marcin Tarociński będą mieć sporo nowych zadań, dlatego pojawiła się potrzeba pozyskania trzeciego prowadzącego. Mam nadzieję, że kibice ze zrozumieniem podejdą do tej sytuacji i pomogą mi tworzyć ten program, który będzie się rozwijał. 

– Przed nami siedem miesięcy przerwy w rozgrywkach. Macie jakieś pomysły, jak utrzymać kibiców przy sobie?

– Koronawirus trochę pokrzyżował nam plany. Chcieliśmy zorganizować spotkania z kibicami, na razie niestety nie wiemy, kiedy może dojść do najbliższego. Na pewno warto przychodzić też na młodzieżową koszykówkę, nasze kadetki i juniorki awansowały do mistrzostw Polski, a więc te mecze na poziomie mistrzowskim będą się odbywać, być może nawet w Łodzi. Będziemy też starali się promować widzewską koszykówkę i z pewnością pójdą za tym jakieś akcje. Jeżeli chodzi o długość przerwy w rozgrywkach, to jako Widzew będziemy postulować do władz ligi o zmianę regulaminów. Dostaliśmy informację, że PZKosz zamierza dostosować sezon do rozgrywek WNBA, które będą się zaczynać wcześniej, a to oznacza, że Polsce grać będziemy do połowy lutego. Według mnie to jest zabicie krajowej koszykówki. Co mają zrobić polskie zawodniczki, które zakończą sezon w lutym? Jak maja się przygotowywać? Dla mnie to sytuacja anormalna. Albo myślimy o ściągnięciu gwiazd, albo o przyszłości naszej koszykówki, a jedno z drugim się wyklucza. Powinniśmy skupić się na promocji ligi i zachęcaniu młodych zawodniczek do gry, nie o gwiazdach. Są one oczywiście wisienką na torcie, ale co z tego, skoro ten tort jest przeterminowany i nikomu nie smakuje? Chcemy się spotkać i zaapelować do związku, żeby kibice nie musieli czekać na nowy sezon tak długo.

Rozmawiał Kamil

WPIS PODZIELONY JEST NA KILKA STRON:

1 2

Subskrybuj
Powiadom o
14 komentarzy
Starsze
Nowsze Najwięcej ocen
Inline Feedbacks
View all comments

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
14
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x