Ł. Czuku: „Zachęcamy kibiców do odwiedzania hali”

23 maja 2019, 10:04 | Autor:

Choć koszykarki Widzewa nie awansowały do play-offów, sezon w ich wykonaniu i tak można uznać za udany. O jego podsumowaniu, a także o sprawach bieżących i planach na przyszłość, porozmawialiśmy z wiceprezesem sekcji koszykarskiej, Łukaszem Czuku.

– Dziewiąte miejsce w lidze to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę przedsezonowe zawirowania.

– Tak trzeba na to patrzeć. Jest postęp. Kibice nie chcieli kolejnego sezonu, gdzie walczymy o utrzymanie i unikamy ostatniego miejsca. Apetyty były na awans do play-off, ale musimy mierzyć siły na zamiary. Trzeba powiedzieć, że mieliśmy ostatni budżet w lidze. Ten wynik uważam za dużo lepszy, niż mogliśmy sobie założyć. Można było wygrać kilka spotkań, chociażby z Politechniką Gdańską u siebie. Szans na wygrane mieliśmy dużo, play-offy w pewnym momencie to nie było marzenie, ale realna szansa. Dziewiąte miejsce przyjmujemy z pokorą i z małym zadowoleniem.

– Niedawno z drużyną pożegnał się trener Elmedin Omanić. Kto go zastąpi?

– Oczywiście nie mogę zdradzić nazwisk, ale giełda trenerska ruszyła. Co do trenera Omanicia, to spodziewaliśmy się, że po sezonie będzie miał oferty z innych klubów. Wrócił on na polski rynek, przez trzy lata nie było go w kraju. Widzew wypromował Elmedina, a my osiągnęliśmy dobry wynik. Sportowo było dobrze, trochę gorzej wyglądała sytuacja transferowa. Były różne perturbacje z zawodniczkami, a za zagraniczne transfery odpowiadał sam trener. Można mieć uwagi co do pewnych ruchów. Błędów i wydatków obciążających budżet było sporo. Mamy już na oku nowego trenera, będzie to szkoleniowiec z doświadczeniem ekstraklasowym i jesteśmy bliscy finalizacji rozmów. Życzymy trenerowi Omaniciowi samych sukcesów.

– W zespole Widzewa wyróżniała się Dominique Wilson. Ofert transferowych pewnie nie brakuje?

– Chciałbym od razu zdementować plotki, że Wilson jest już w innym klubie. Dominique cały czas deklarowała, podobnie jak inne zawodniczki, że gdy Widzew będzie chciał z nimi współpracować, to one są gotowe zostać. Dobrze tutaj się czują. Jesteśmy po pierwszych rozmowach i żadna z koszykarek nie podjęła decyzji o zmianie klubu. Wilson ostatnio próbuje sił w WNBA, w klubie z Los Angeles. Ma szansę, by zagrać w najlepszej lidze kobiet na świecie. Oczywiście nie wyklucza gry w Widzewie. Tam sezon kończy się we wrześniu, czyli spokojnie może wrócić i od października grać w Łodzi. Rynek nie śpi, my pracujemy, żeby pozyskać sponsora indywidualnego dla Wilson. Ona sama chce tutaj grać, bo w Polsce dobrze się czuje.

– Sukces odniosły także rezerwy widzewskich koszykarek, które awansowały ostatnio do pierwszej ligi. 

– To pokazuje, że mamy dobre zaplecze i dobrze pracujemy z młodzieżą. Trzeba podkreślić, że tylko dwie zawodniczki pierwszego zespołu grają w rezerwach – Anna Kudelska i Natalia Gzinka. To nasza młodzież U-18 i U-20 wywalczyła ten awans. Oczywiście przy współpracy z Uniwersytetem Medycznym, za co bardzo dziękujemy. Nie ukrywam, że start w pierwszej lidze w dużej mierze zależy od tego, czy rektor będzie dalej chciał nas finansować. Przeliczyliśmy, że koszty wzrosną czterokrotnie. Biorąc pod uwagę, że chcemy wzmocnić pierwszy zespół i tam szukamy sponsorów, to musimy zastanowić się, czy damy radę udźwignąć dwie drużyny. Trudna decyzja, ale jeszcze rozmawiamy.

– Istnieje więc ryzyko, że rezerwy nie przystąpią do rozgrywek w pierwszej lidze?

– Być może powtórzymy sezon w drugiej lidze. Nie mamy takiego budżetu, by inwestować na tylu frontach, a w długi nie chcemy popadać. Są fajne perspektywy w temacie sponsorów, ale jeszcze nie mamy nic na papierze. Dopóki nie podpiszemy, to nie wiemy, ile nam zostanie środków. Mamy czas do końca lipca na zgłoszenie rezerw do ligi.

– Wspomniałeś o sponsorach i toczących się rozmowach. Blisko już ich finalizacji?

– Jest nam łatwiej niż rok temu, gdy startowaliśmy z wielką niewiadomą. Wielki szacunek za tamten czas dla kibiców, którzy wyciągnęli do nas pomocną dłoń i sfinansowali nam praktycznie dziką kartę. Wydaje mi się, że udało nam się ich przekonać, że nie poszło to na marne. Dziewiąte miejsce to dobry wynik. Czytam, że kibice chętnie włączą się w pomoc, czy to gadżetową, czy karnetową. Co do sponsorów, prowadzimy rozmowy z pięcioma czy sześcioma firmami. Budżet może być wyższy o nawet 30-40%, co da nam szansę powalczyć o coś więcej. Docierają do nas różne głosy, że nie jest łatwo z pieniędzmi. W Polkowicach tytularny sponsor ma się wycofać, mówi się o problemach Ślęzy czy Wisły. Może być tak, że ta liga mocno się spłaszczy i nie będzie już hegemonów. 

– Szukacie nowych zawodniczek do wzmocnienia składu?

–  Brakuje nam centra. Potrzebujemy wyższej koszykarki na tę pozycję. Rozmawiamy też z innymi zawodniczkami, dodatkowo nasze koszykarki deklarują chęć pozostania w klubie. Jak znajdziemy dwie-trzy perełki, to powalczymy o coś więcej.

– Łatwiej rozmawia się ze sponsorami na hasło „Widzew”? Otoczka wokół sekcji piłkarskiej pomaga?

– Coraz więcej firm na hasło „Widzew” reaguje pozytywnie. Wiążą nasze sukcesy z sukcesami piłkarzy czy wysoką frekwencją. Marka klubu mocno pomaga nam w rozmowach. Odbieram mnóstwo telefonów, gdzie sponsorzy sami się zgłaszają, co kiedyś było ewenementem. Staramy się oferować firmom np. indywidualne kontrakty dla zawodniczek, jak chociażby Wilson.

– W ostatnim czasie odbył się szereg spotkań koszykarek Widzewa w okolicznych miejscowościach. Opowiedz coś więcej o tych wydarzeniach.

– Wszystko to dzięki współpracy z Urzędem Marszałkowskim. Po naszym sukcesie, czyli mistrzostwie Polski U-22, włodarze zaproponowali nam uczestnictwo w grach i zabawach z dzieciakami na rynkach miast, gdzie będą promowane fundusze europejskie. Z jednej strony promocja funduszy, z drugiej koszykówki. Chętnie wzięliśmy w tym udział. W tym roku byliśmy w Zduńskiej Woli, Tomaszowie Mazowieckim i Łowiczu, czyli tam, gdzie prężnie działają fan-cluby Widzewa. Bardzo fajne uczucie dla dziewczyn, że przyszło wiele osób na taką imprezę w koszulkach czy szalikach Widzewa. Przychodzili po autografy. Miły akcent, że kibice zaczęli dostrzegać koszykówkę, a nie tylko piłkę nożną. Sekcja koszykówki to dwie-trzy osoby plus kilku wolontariuszy, którzy od czasu do czasu pomagają. Mam nadzieję, że takie wyjścia przełożą się na większą frekwencję na meczach.

– Czy hala na Małachowskiego doczeka się wreszcie remontu?

– To jest trudny temat, z MOSiR mocno rozmawiamy na ten temat. Dzięki kibicom i niektórym radnym udało się przeforsować pewne remonty. Jeżeli chodzi o parkiet – udało się wymienić strefę podkoszową. Dobre i to. Został dokupiony zegar, coś słyszałem o inwestycji w nagłośnienie. Nie ukrywamy, że przydałby się tej hali remont, chociażby krzesełka pękają. Potrzebujemy nowoczesnego obiektu po tej stronie miasta. Mamy Atlas Arenę czy nową halę po zachodniej stronie. Hala przy ulicy Małachowskiego jest największym obiektem tego typu w tej części Łodzi, a może pomieścić około 700 widzów. To za mało, jeżeli chodzi o potencjał Widzewa. Liczmy, że władza pochyli się nad naszą częścią Łodzi.

– Kiedy zaczynacie przygotowania do nowego sezonu? Jakie cele sobie zakładacie?

– Jeśli chodzi o przygotowania organizacyjne, to trwają one cały czas. Walczymy teraz o budżet, rozmawiamy o kontraktach i szukamy nowego trenera. Przygotowania sportowe zaczynamy w drugiej połowie sierpnia, liga startuje na przełomie września i października. Nie wiemy, ile drużyn wystartuje, tego składu ostatecznego jeszcze nie ma. Terminarz poznamy pod koniec czerwca. Już niedługo zaczniemy ogłaszać nowe zakontraktowane zawodniczki, ale najpierw trener, też niebawem.

– Wróćmy na chwilę do meczu z Politechniką Gdańską. Myślisz, że dziewczyny nie udźwignęły presji? Pełna hala, głośny doping, do tego prezentacja piłkarzy.

– Dla kilku zawodniczek była to pierwsza styczność z taką publiką. Parę naszych dziewczyn grało już przy takiej widowni, chociażby Julia Drop czy Ola Pawlak. Zagraniczne koszykarki pierwszy raz doświadczyły takiej atmosfery. W hali ten doping jest mocniejszy i są większe problemy z komunikacją między zawodniczkami. Może to miało wpływ, ale myślę, że największym problemem był brak skuteczności w pierwszej połowie. Szkoda, że przegraliśmy akurat w takim meczu.

– Pozostaje mieć nadzieję, że frekwencja w hali przy ulicy Małachowskiego zawsze będzie na takim poziomie.

– Tego sobie życzymy i zachęcamy kibiców do odwiedzania hali. Myślę, że dziewczyny niejednokrotnie udowadniały, że mimo posiadania mniejszego budżetu czy słabszego składu, potrafią walczyć i pokazywać widzewski charakter. Nie odpuszczały i walczyły do końca.

Rozmawiał Bercik

5
Dodaj komentarz

2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mr. X

No właśnie.
Jak na to wszystko popatrzy się z szerszej perspektywy, to piłkarze powinni brać przykład z koszykarek.
Nawet jak nie szło to serducha zostawiały na parkiecie.
To prawda.
Czasem waliły głową w mur (CCC Polkowice), ale były mecze, że innych postraszyły.
Niestety przegrywały krótką ławką.
Ale emocje były.

Alex

Nie ma żadnych emocji, bo majstra nie zdobędą, a z ligi nie spadną ponieważ jest zamknięta.
Podobne jaja w siatce kobiecej i nawet tam frekwencja leci na pysk. Podsumowując, ludziska mają w dupie grę o pietruszkę.

Liga nie jest zamknięta.

Mr. X

Nie masz racji.
W tym sezonie spadła Ostrovia i walka o utrzymanie była prawie do końca.
My walczyliśmy o Play off ale nie wyszło.
Jednak nie tylko same opcje o punkty.
Fajne było popatrzeć jak prowadzimy z Arką 12 punktami.
Niestety końcówka była dla Arki.
To raz
A dwa średnia frekwencja w tym sezonie była większa niż w poprzednich sezonach.
Tak więc ….

Dobro

WSZYSCY PO KARNETY!!!

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress