Nieznane fakty z kariery i życia legendy Widzewa. Poznaj historię Krzysztofa Surlita
29 września 2026, 10:02 | Autor: Bercik
Zanim Krzysztof Surlit stał się ważną postacią wielkiego Widzewa, godzinami kopał piłkę ze starszym o sześć lat Wiesławem na podwórkach w Zelowie. Ich wspólna gra obrosła lokalnymi legendami, a później obaj niemal w tym samym czasie trafili do łódzkiego klubu.
To właśnie Wiesław miał zwrócić uwagę działaczy na talent młodszego brata, który jako niespełna 18-latek szybko zaczął wyróżniać się w rezerwach i drużynach młodzieżowych, o czym wspomnieli Kamil Kijanka i Dariusz Postolski w książce „Krzysztof Surlit. Widzewski charakter”.
Fragment:
„Ze względu na różnicę wieku Wiesław i Krzysztof minęli się w czasach juniorskich. Co nie znaczy, że nie grali razem w piłkę. Ćwiczyli do upadłego, przez co – według miejscowych legend – ucierpieć miały stare mury i… śmietnik. Starszy brat oczywiście wcześniej zaczął trenować w miejscowym Włókniarzu Zelów.
– Między nami było sześć lat różnicy, więc nic dziwnego, że Krzysiek dołączył do Włókniarza później – zaczyna swoje wspomnienia Wiesław Surlit. – W dzieciństwie jednak często kopaliśmy razem. Wpędzało nas to czasem w kłopoty. Poszła o nas fama, że ciągle ze sobą rywalizujemy i dlatego pewnego razu kopaliśmy piłkę tak mocno, że podobno rozwaliliśmy śmietnik. Co oczywiście było nieprawdą. Potem trafiliśmy do Widzewa, gdzie wszystko potoczyło się całkiem dobrze. Krzysiek zrobił bez wątpienia większą karierę ode mnie. Dobrze trafił, był naprawdę świetnym zawodnikiem, a Widzew znajdował się na fali, grał w europejskich pucharach. Mieliśmy bardzo dobry kontakt w dzieciństwie. Spotkania w gronie rodzinnym były zawsze wesołe, pełne uśmiechów i radości. Gdy rywalizowaliśmy na boisku, Krzysiek zawsze dążył do zwycięstwa, ale nigdy nie okazywał mi zazdrości. Jeśli coś szwankowało w grze jego drużyny, to zaciskał pięści i mobilizował kolegów, zwłaszcza tych, którzy lekceważąco podchodzili do meczu. Nigdy, ale to nigdy nie mieliśmy specjalnych konfliktów.
Niespełna 18-letni Krzysztof pierwszy raz trafił do Widzewa w tym samym roku co Wiesław. Widzewiacy występowali wówczas w drugiej lidze. Młody i obiecujący pomocnik zwrócił uwagę łódzkiego klubu dobrymi występami w Zelowie. Krzysztof znalazł się w Widzewie 1 sierpnia 1973 roku, po finałach III Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży. Zagrał w dwóch towarzyskich spotkaniach i najpierw zasilił rywalizujące w A-klasie rezerwy. Miał tam trochę okrzepnąć i zdobyć bezcenne doświadczenie. Nastoletni Zelowianin robił wszystko, by pokazać się z jak najlepszej strony. W wygranym 5:0 meczu z rezerwami łódzkiego Startu młodszy z braci Surlitów dwukrotnie trafił do siatki. 30 sierpnia, grając w kadrze juniorów okręgu łódzkiego, wystąpił w towarzyskim meczu przeciwko nowym kolegom klubowym, czyli rezerwom Widzewa. Kadra wygrała 1:0, a zwycięską bramkę dla niej zdobył właśnie Krzysztof.
Początki Surlita w Widzewie doskonale pamięta znany łódzki dziennikarz, Wojciech Filipiak: – Pamiętam Krzysztofa, bo jeździłem wtedy także na mecze Widzewa, który występował w drugiej lidze. Zwróciłem uwagę na chłopaka, który mimo młodego wieku bardzo szybko
zaczął odgrywać może nie decydującą, ale ważną rolę w drużynie. To było o tyle ciekawe, że wtedy było sporo za wodników lokalnych. Widzew nie kupował jeszcze piłkarzy z całej Polski, ale skupiał się na znalezieniu miejscowych talentów. Tak też wytropił w Zelowie braci
Surlitów. Zdaje się, że to właśnie Wiesław zasugerował działaczom, by sprawdzili jego brata Krzysztofa. Trener Waligóra uwierzył w młodego piłkarza.
Zapytany po latach o Surlita doświadczony szkoleniowiec odpowiedział: – To był bardzo fajny chłopak, miły i sympatyczny. Mieliśmy bardzo dobre relacje. Kiedy był w Widzewie jeszcze jego brat Wiesław, trzymali się razem. Starał się zawsze, by było jak najlepiej dla drużyny. Był zawodnikiem z charakterem. Zresztą charakter mieliśmy wszyscy: i sztab, i zawodnicy. Dlatego osiągaliśmy takie wyniki. Surlit kochał Widzew całym sercem. Ja również miło wspominam czas spędzony w Łodzi. Bracia Surlitowie nie pograli jednak długo razem w Widzewie. Wiesław, nie widząc szans na regularne występy, zdecydował się dołączyć do Szombierek. Trener Hubert Kostka był
zachwycony klasą łódzkiego golkipera i jak miało się niebawem okazać, wybór ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Co do Krzysztofa, jego powrót do Łodzi miał okazać się wyjątkowo udany. Wszystko, co najlepsze, było dopiero przed Widzewem”.
O książce
„Widzewski charakter” to nie był dla niego pusty slogan Jego historia przypomina tę, którą za oceanem napisał Pete Maravich. Krzysztof Surlit, podobnie jak „Pistol Pete”, kochał sport nad życie, ale nie koszykówkę, tylko piłkę nożną. Przybliżyli ją dziennikarze Dariusz Postolski i Kamil Kijanka w książce „Krzysztof Surlit. Widzewski charakter„. Przygodę z futbolem rozpoczął w niewielkim Zelowie, gdzie od samego początku wyróżniał się nadludzką siłą. Wychowanek Włókniarza oddawał strzały, które osiągały zawrotną prędkość i były nie do obrony dla wielu bramkarzy, w tym Jana Tomaszewskiego z ŁKS-u Łódź, a często nawet nokautujące, o czym przekonali się Józef Młynarczyk czy Riku Alanko, zawodnik Valkeakosken Koskenpojat.
Potężne uderzenia, umiejętność egzekwowania rzutów wolnych i dokładne, kilkudziesięciometrowe podania były znakami firmowymi pomocnika, który stał się ważną figurą drużyny Widzewa w drugiej połowie lat 70. i początku 80. Surlit wiele razy był bohaterem RTS-u, a o jego bramkach zdobytych przeciwko Rapidowi Wiedeń, Manchesterowi United i Juventusowi było głośno w całej Europie. Poza boiskiem był człowiekiem z zasadami, który nadawał na tych samych falach co Mirosław Tłokiński, Piotr Romke i Andrzej Grębosz.
Historia kariery Surlita została okraszona jego zapiskami z meczów, w których wystąpił w rodzimych rozgrywkach, a także we Francji i Finlandii. Pracowitość, hart ducha i boski dar w postaci kopnięcia uczyniły go legendą Widzewa, której żywot zakończył się identycznie jak Pete’a Maravicha. Zelowianin zmarł na boisku, w meczu zespołu Gwiazd Piłki Nożnej z oldbojami Pogoni Szczecin. Pozostawił po sobie wspomnienia, anegdoty i frapujące opowieści opisane w książce „Krzysztof Surlit. Widzewski charakter”.
Książkę znajdziecie w księgarni LaBotiga TUTAJ
Fot. Z rodzinnego archiwum Wiesława Surlita; wszelkie prawa zastrzeżone.







Górnik Zabrze
Legia Warszawa
Lech Poznań
Wisła Kraków
Pogoń Szczecin
Korona Kielce
Zagłębie Lubin
Piast Gliwice
GKS Katowice
Jagiellonia Białystok
Wisła Płock
Widzew Łódź
Cracovia
Radomiak Radom
Śląsk Wrocław
Motor Lublin
Wieczysta Kraków
Raków Częstochowa 
KTS Weszło Warszawa
Mazovia Mińsk Maz.
Wigry Suwałki
Pelikan Łowicz
Wisła II Płock
Świt Nowy Dwór Maz.
Ząbkovia Ząbki
Jagiellonia II Białystok
Warta Sieradz
Widzew II Łódź
Lechia Tomaszów Maz.
ŁKS II Łódź
Olimpia Zambrów
Olimpia Elbląg
Mławianka Mława
KS CK Troszyn
Polonia Lidzbark Warm.
ŁKS Łomża