Pięta achillesowa Widzewa? Obrona przy dośrodkowaniach

28 sierpnia 2026, 08:29 | Autor:

W pięciu dotychczasowych meczach nowego sezonu drużyna Widzewa straciła aż siedem goli. Pogorszenie gry obronnej martwi, ale szczególnie niepokojąca jest tendencja do bramek rywali po dośrodkowaniach, zwłaszcza ze stałych fragmentów gry.

Wiosną defensywa Łodzian należała do najlepszych w Ekstraklasie. Pod wieloma względami nie było lepszej. Choć funkcjonowała dobrze jeszcze przed pojawieniem się Aleksandara Vukovicia, trenerowi udało się wznieść ją na jeszcze wyższy poziom. W jedenastu spotkaniach poprzedniej rundy za jego kadencji Widzewiacy tracili średnio 0,73 gola na mecz, co w dużej mierze pozwoliło im uniknąć spadku do I ligi.

Mimo wykonania celu, narzekano na pragmatyczny styl „Vuko„. On sam również miał ochotę, by jego zespół grał bardziej ofensywnie, a za przykład podawał pierwszą połowę starcia z Lechią Gdańsk, która zakończyła się wygraną aż 3:0. Trzeba przyznać, że nastawienie czerwono-biało-czerwonych rzeczywiście mocno ewoluowało. W zasadzie każdy parametr określający ich strategię wzrósł w dziedzinie atakowania: liczba strzałów, posiadanie piłki, dokładność podań i dośrodkowań, skuteczność dryblingów czy liczba rzutów rożnych. Przede wszystkim znacznie powiększono współczynnik goli oczekiwanych, który wynosił 1,02 na mecz, a teraz wskazuje 2,37 gola na mecz. Widać to na poniższej grafice, pochodzącej z audycji „Trzecia połowa” w Radio Widzew.

Można więc zadać sobie pytanie, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Łodzianie zdobywają bowiem mniej punktów. Odpowiedzi są dwie. Pierwsza stanowi dla piłkarzy dość wygodną wymówkę, ponieważ dotyczy fatalnej pracy sędziów. W opublikowanej przez portal Weszło tzw. Niewydrukowanej tabeli podopieczni Vukovicia mają cztery oczka więcej: jedno za remis z Koroną Kielce, który mógłby paść, gdyby nie uznano drugiego gola będącego na pozycji spalonej Morgana Fassbendera oraz dwa za ostatnią potyczkę we Wrocławiu, którą najpewniej udałoby się wygrać, gdyby podyktowano ewidentny rzut karny po faulu na Emilu Kornvigu. Wówczas na koncie zespołu znajdowałoby się nie sześć, tylko dziewięć punktów, co dawałoby średnią 1,8 pkt/mecz, a więc jeszcze lepszą niż wiosną za kadencji Serba. Zdaniem Weszło, plasowałoby to RTS na drugim miejscu!

Widzew nie może jednak zrzucać całej winy na arbitrów, ponieważ sam także ma sporo za uszami. Poprawa gry w ataku nastąpiła bowiem kosztem osłabienia funkcjonowania w defensywie, co alarmowaliśmy już po trzech pierwszych kolejkach. Co prawda na tamtym etapie sezonu średnia traconych bramek była niższa niż wiosną, ale wynikało to przede wszystkim z nieskuteczności rywali. Pokazywał to ich współczynnik goli oczekiwanych, który wzrósł z 1/mecz do poziomu 1,58/mecz. Dwa kolejne pojedynki ukazały nie tylko brak poprawy w tym elemencie gry, ale wręcz pogłębienie się tego problemu. Współczynnik wzrósł bowiem do wartości 1,81/mecz.

Z czym zawodnicy mają największy problem? Na to pytanie częściowo odpowiedział po spotkaniu ze Śląskiem jeden z nich. „Musimy zwrócić uwagę na drugą strefę, czyli 11-12 metr, bo tam ewidentnie nasi rywale zagrywają wrzutki. Wiemy, że na tym 4-5 metrze mamy wysokich zawodników, dobrze grających głową. Rywale upatrzyli sobie naszą słabszą stronę, bo są tam niżsi zawodnicy. Trzeba na to zwrócić uwagę, bo determinacja i koncentracja była na wysokim poziomie. Trzeba bardziej popracować nad ustawieniem” – stwierdził Mateusz Żyro, który w zbliżającej się potyczce z Lechem Poznań najprawdopodobniej wybiegnie w podstawowym składzie w zastępstwie pauzującego za czerwoną kartkę Przemysława Wiśniewskiego.

Słowa Żyry są bardzo trafne. Z siedmiu straconych przez jego drużynę goli aż sześć padło po dośrodkowaniach! Zaczęło się od niefortunnej interwencji Sebastiana Bergiera we własnym polu karnym i samobójczym trafieniu przeciwko Motorowi Lublin po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Druga bramka gości to efekt strzału Mbaye N’Diaye z linii 16. metra i to jedyny przypadek z tzw. gry. W Płocku oraz Białymstoku udało się zachować czyste konta, choć wg parametru xG piłkę z siatki Bartłomiej Drągowski powinien wyciągać nawet trzykrotnie! Mniej szczęścia Łodzianie mieli w pojedynku z Koroną. Oba gole Fassbendera, pomijając kwestie sporne ws. ofsajdu, padły po stałych fragmentach. Najpierw Niemcowi zostawiono za dużo miejsca przy centrze z rzutu rożnego, a później dobijał on piłkę strąconą przez Kornviga. Sekwencja zdarzeń miała jednak swój początek we wrzutce Wiktora Długosza z rzutu wolnego. Znów zawiodła koncentracja we własnym polu karnym.

Można przypuszczać, że sztab Śląska doskonale przeanalizował bolączki swoich ostatnich rywali, ponieważ wszystkie trzy bramki strzelił mu w podobny sposób. W pierwszym przypadku pomogli sami Widzewiacy, a konkretnie Bergier, który chcąc wybić piłkę trafił w Steve’a Kapuadiego i ta wpadła do siatki. Zauważmy, że tu też wszystko zaczęło się od dośrodkowania Piotra Samca-Talara z rzutu rożnego, właśnie w strefę, o której mówił Żyro, gdzie pojedynek główkowy z Jehorem Macenką przegrał Juljan Shehu. Inaczej futbolówka w ogóle nie trafiłaby do Bergiera. Drugie trafienie, autorstwa Przemysława Banaszaka, to także precyzyjna centra Samca-Talara, choć wykonana z nieco bliższej odległości, bowiem gospodarze najpierw rozegrali rzut rożny po ziemi, po czym piłka wróciła do pomocnika, a ten posłał ją w miejsce, gdzie znajdowało się trzech osamotnionych partnerów! Dopełnieniem tego obrazu był wyrównujący gol Enissa Shabaniego po wrzutce – a jakże! – Samca-Talara, który tym razem wykonał ją po kilkupodaniowej akcji. Lider Wrocławian kopnął ją idealnie na środek pola karnego, a nadbiegający Albańczyk dokończył dzieła.

Jak należy patrzeć w przyszłość? Wydaje się, że z umiarkowanym optymizmem. Kłopoty zespołu Aleksandara Vukovicia są widoczne gołym okiem, więc zapewne doskonale zdają sobie z nich sprawę sami trenerzy. W teorii dużo łatwiej uporać się z problemem, który można łatwo zdiagnozować, a przy tym nie wynika on z zaawansowanych braków w organizacji gry, tylko błędów w ustawieniu. Jeśli uda się z nimi uporać, nie powinno to ogóle wpłynąć na wysoką jakość gry ofensywnej, co może być kluczem do dobrego punktowania w przyszłym starciach. Pozostaje czekać na efekty.

Gole tracone przez Widzew Łódź w Ekstraklasie 2026/2027:

1. Motor Lublin (Sebastian Bergier sam.) – dośrodkowanie z rzutu wolnego
2. Motor Lublin (Mbaye N’Diaye) – strzał z gry
3. Korona Kielce (Morgan Fassbender) – dośrodkowanie z rzutu rożnego
4. Korona Kielce (Morgan Fassbender) – dośrodkowanie z rzutu wolnego
5. Śląsk Wrocław (Steve Kapuadi sam.) – dośrodkowanie z rzutu rożnego
6. Śląsk Wrocław (Przemysław Banaszak) – dośrodkowanie z rzutu rożnego
7. Śląsk Wrocław (Eniss Shabani) – dośrodkowanie z gry

Grafika: Radio Widzew

Google
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł Google
Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mirko
4 godzin temu

Brak Wiśni i Kapuadi jak dziecko we mgle. Postawił ym na duet Wiśniewski – Żyro jednak.

bajdy
2 godzin temu

Mamy też taki syndrom Widzewa, jak do nas przyjeżdżają to się mocno spinają… Przykład wielu już po meczu z Koroną pisało, Fassbender nam zapakował dwie bramki a w następnym meczu i to u siebie był najsłabszy na boisku (bez mała przewracał się o własne nogi)…. i jak znam życie wątpię by w tej rundzie strzelił jeszcze bramki bo jest po prostu … słaby, ale na nas to wystarczyło jak to mówią miał dzień konia. Ale jak my musimy być słabi że tacy średniacy żeby nie rzec przeciętniacy walą na naszym stadionie bramki? Zawsze jakieś niedociągnięcie, zawsze jakiś indywidualny błąd, generalnie… Czytaj więcej »

2
0
Would love your thoughts, please comment.x