Stolarski bez „efektu nowej miotły” (komentarz)

18 października 2026, 20:25 | Autor:

Za Mateuszem Stolarskim czwarte spotkanie w roli trenera Widzewa. Wciąż nie odniósł jeszcze premierowego zwycięstwa, a do tego styl gry z meczu na mecz wydaje się być coraz gorszy. Trudno powiedzieć, że w Łodzi zadziałał „efekt nowej miotły”.

„Efekt nowej miotły” to znane zjawisko w piłce nożnej, polegające na wniesieniu przez zatrudnionego trenera energii, świeżości i impulsu. Po zmianie szkoleniowca w klubie następuje swoisty alarm, co ma pobudzić zespół do działania na większej intensywności, niejako stawiając szatnię”na baczność”. Dla piłkarzy, mających do tej pory zaufanie i pewne miejsce w składzie, oznacza to konieczność ponownego potwierdzenia swojej przydatności, a dla tych, którzy dotąd dostawali mniej szans, otwiera możliwość do częstszego pojawiania się na boisku. W teorii wszyscy startują od nowa, z czystą kartą.

Problem polega na tym, że takie psychologiczne zjawisko jest bardzo krótkotrwałe. Zawodnicy oswajają się z faktem, że mają nowego szefa i zmiana na ławce szybko powszednieje. Później trener musi już obronić się swoim warsztatem, pomysłem taktycznym na drużynę, skutecznością procesu szkoleniowego czy umiejętnością budowania właściwych relacji interpersonalnych. Nie można liczyć już na wzmożoną mobilizację, a jedynie na mozolną codzienną pracę. Albo się ona obroni, albo nie.

Oficjalnie: Stolarski nowym trenerem RTS

Oceniając start Mateusza Stolarskiego trzeba zacząć od wyraźnego podkreślenia, że jakakolwiek rzetelna analiza po tak krótkim czasie jest niemożliwa. Jak zawsze przy okazji zmiany w trakcie rozgrywek ligowych, nowy trener ma możliwość zastosowania futbolowego alibi. To nie z nim konsultowano kształt kadry, to nie on przygotowywał zespół do sezonu, zarówno kondycyjnie, jak i taktycznie. W dodatku piłkarze mają w sobie pozostałości po działaniach poprzednika, a w przypadku Widzewa mówimy o automatyzmach wpajanych przez wielu szkoleniowców. Część graczy, którzy trafili na Piłsudskiego za rządów Roberta Dobrzyckiego, ma obecnie już piątego szefa, a minęło dopiero półtora roku! W dodatku byli oni sprowadzani przez trzech różnych dyrektorów sportowych, najprawdopodobniej według trzech różnych spojrzeń na politykę transferową. W takich warunkach naprawdę niełatwo uzyskać szybkie efekty.

Stolarski zaczął dość obiecująco. Mimo remisu z Legią Warszawa, spora grupa kibiców uznała, że Łodzianie wykazali się na boisku zupełnie innym nastawieniem i mogli nawet pokusić się o pokonanie silnego rywala na jego terenie. Czerwono-biało-czerwoni dobrze weszli też w spotkanie z Wieczystą Kraków, wyraźnie dominując przez pierwsze pół godziny. Jednak po wyrównującym golu beniaminka, w następstwie błędu indywidualnego Marcela Krajewskiego, gra całkowicie się „posypała”. Nadzieje na dawno niewidziane zwycięstwo odżyły po przerwie, a zwłaszcza po bramce na 2:1, ale był to niestety jeden z ostatnich pozytywnych akcentów. Inicjatywę przejęli goście, którzy po raz drugi doprowadzili do remisu, a później byli nawet bliżsi wygranej. 

Później mocno liczono na efekty pracę, jaką Stolarski wykona z zawodnikami w trakcie trwającej aż trzy tygodnie przerwy reprezentacyjnej. Sęk w tym, że trener nie mógł skorzystać z wielu istotnych graczy. Część z nich pojechała na zgrupowania narodowe, inni byli kontuzjowani. Aby zapewnić sobie głębie składu, na zajęcia „jedynki” zaproszono aż dziesięciu młodzieżowców z akademii, z których na dzisiaj ani jeden nie ma realnej szansy na zaistnienie w Ekstraklasie. Sygnałem alarmowym, sugerującym że okres przerwy nie działa zbyt korzystnie, była postawa zespołu w sparingu z Górnikiem Łęczna. II-ligowiec prowadził przy Piłsudskiego nawet do przerwy 2:0, momentami wręcz ośmieszając gospodarzy. Skończyło się remisem 2:2, ale po końcowym gwizdku szkoleniowiec skrytykował swoich podopiecznych za mentalne podejście do meczu w pierwszej połowie. Był to wyraźny znak, że w drużynie dzieje się coś niepokojącego. Lepiej pod względem zaangażowania było w jubileuszowym starciu ze Starem Starachowice, ale wysokie zwycięstwo (6:0) nie mogło przykryć faktu, że mierzono się ze słabiakiem III ligi.

M. Stolarski: „Nie akceptuję takiej postawy z pierwszej połowy”

Powrót do ligowej walki nastąpił na trudnym terenie w Gliwicach. Piłkarze RTS zagrali mocno przeciętnie, ale i tak mogli w końcówce przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Niestety nie podyktowany został rzut karny po faulu na Juljanie Shehu, a na domiar złego w doliczonym czasie to Piast strzelił gola, dającego mu trzy punkty. Był to dziesiąty ligowy mecz w tym sezonie, z których zespół wygrał dotąd tylko jeden, po drodze odpadając też z Pucharu Polski, więc po zakończeniu spotkania cierpliwość kibiców przerodziła się we frustrację i wulgarną ocenę postawy zawodników, wysyłanych do szatni okrzykami „Wyp…lać„!

Można było się obawiać, że w szatni zadziała mechanizm tzw. oblężonej twierdzi, ale Widzewiacy jednak nie poszli na zwarcie z fanami. Zamiast tego, z ust Mateusza Stolarskiego i piłkarzy płynęło zrozumienie dla takiego zachowania trybun. Jak zwykle pojawiły się zapewnienia, że w kolejnym meczu gracze zaprezentują o wiele większą wolę walki, że każdy da z siebie 100% i dzięki temu zapracuje na zaufanie swoich sympatyków. Znacząca była też wypowiedź trenera na czwartkowej konferencji przed starciem z Wisłą Kraków, sugerujące problemy personalne. „Moim największym wyzwaniem w Widzewie na dzisiaj jest wybranie odpowiednich ludzi, będących w stanie realizować założenia i poświęcić się dla drużyny oraz kibiców. Okno transferowe jest zamknięte i do końca rundy zmian nie będzie” – mówił, dając do zrozumienia, że determinacja części jego ludzi stoi na bardzo wątpliwym poziomie.

Piątkowe zawody z „Białą Gwiazdą” zaczęły się nawet obiecująco. Widzewiacy rzeczywiście byli zaangażowani, starali się jak najszybciej odbudowywać swoje ustawienie po stracie piłki, nie brakowało przysłowiowego „jeżdżenia na tyłkach”. Były też akcenty piłkarskie w postaci groźnych strzałów Frana Alvareza czy aktywności Jusufa Gazibegovicia. Taki obraz gry, z krótką przerwą na ataki rywali, utrzymywał się do przerwy, jaka nastąpiła po zadymieniu boiska. Po niej na boisko wróciła już inna drużyna: bezradna w konstruowaniu akcji, nieumiejąca utrzymać się dłużej przy piłce, bezproduktywna w pojedynkach, wystraszona w działaniach obronnych. Tylko nieskuteczności Angela Rodado zawdzięczać można było fakt, że do szatni Łodzianie zeszli z czystym kontem.

Po zmianie stron wydawało się, że coś drgnęło. Być może chwilowy impuls dało wejście dwóch nowych zawodników, ale tym razem animuszu wystarczyło na jeszcze krótszy okres. Wiślacy przejęli pełną inicjatywę i co rusz zagrażali bramce Bartłomieja Drągowskiego. Najlepszą okazję do zadania ciosu mieli po podyktowaniu wątpliwej „jedenastki”, ale zmarnował ją nieskuteczny tego dnia Rodado. Mylił się jednak ten, kto sądził, że po strzale „z wapna” w poprzeczkę w gospodarzy wstąpią nowe siły. Dalej było niedokładnie, nerwowo, bez polotu, bez widocznego planu. Jedyną szansę na gola miał przy strzale z rzutu wolnego Gazibegović. Po zakończeniu meczu kibice byli z jednej strony zażenowani beznadziejną postawą piłkarzy, ale z drugiej mieli świadomość, że dobyty punkt to i tak sporo, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.

Widzew Łódź – Wisła Kraków 0:0

Stolarski wciąż nie ma więc na swoim koncie ani jednej wygranej. Pod tym względem jest absolutnym wyjątkiem, ponieważ w najnowszej historii klubu nie było trenera, który nie zdołałby zwyciężyć w swoich pierwszych czterech meczach. Ostatnim takim przypadkiem był w 2019 roku Jacek Paszulewicz, który na premierowy triumf czekał aż do szóstego pojedynku. Obu szkoleniowców łączy fakt, że na stanowisku umieszczał ich… Łukasz Masłowski! Szef sportu w RTS uznał parę tygodni temu, że jego filozofia futbolu różni się od tej, jaką wyznaje Aleksandar Vuković, dlatego trzeba było się rozstać. Dyrektor nie chciał jednak konkretnie powiedzieć na czym te różnice polegają. Wcześniej jednak mówił więcej o swojej wizji. „Chcę, by środowisko mówiło, że Widzew dobrze wygląda z piłką i jest ofensywny. Żeby grał lepiej z piłką, był bardziej zdeterminowany i proaktywny” – przekazał zaraz po formalnym pojawieniu się przy Piłsudskiego.

Patrząc jednak na to, co zespół zaprezentował dotychczas pod wodzą nowego trenera, trudno nie być zmieszanym. Wystarczy popatrzeć na suche liczby, określające sposób gry piłkarzy. Liczba strzałów oraz liczba strzałów celnych, a także posiadanie piłki, dokładność podań czy tempo gry, są na identycznym poziomie, jak w pierwszych siedmiu kolejkach za kadencji Vukovicia. Współczynnik goli oczekiwanych zmalał, podobnie jak sama średnia strzelanych bramek. Wzrosła liczba strat, a zmalała częstotliwość odzyskiwania futbolówki i skuteczność w wygrywaniu pojedynków. Nawet średnia długość podania jest wyższa, a to przecież Serbowi zarzucano grę „na lagę”. Na mały plus można zapisać następcy tylko niewielkie poprawienie pressingu (trochę lepszy parametr PPDA). Jednym słowem, na razie zmiana szkoleniowca nie przyniosła żadnej poprawy w grze, ani w kwestii estetycznej, jak i punktowej. W tym drugim aspekcie jest nawet gorzej, a przecież „Vuko” punktował ze średnią jednego oczka na mecz i wydawało się, że gorzej być nie może. Otóż może (spadek średniej do 0,75 pkt/mecz, czyli o 25%) i zamiast uzyskać choć chwilowy progres, dzięki „efektowi nowej miotły”, wpadnięto z deszczu pod rynnę…

W efekcie Mateusz Stolarski znów musiał jednak przyjść do sali konferencyjnej z marsową miną. Jego nadzieja, że zobaczy zespół konkretniejszy i bardziej zaangażowany, nie znalazła swojego potwierdzenia na murawie. Najmłodszy obecnie trener w Ekstraklasie starał się jednak nie tracić wiary w poprawę wyników. „Użalanie się nad sobą i głowy skierowane w dół to jest zła reakcja. Jesteśmy mężczyznami – mamy robotę do zrobienia i wierzę, że konsekwentną pracą uda się to osiągnąć. Mamy kolejne pomysły, żeby z tego wyjść. Będziemy działać. Liczę na to, że znajdę sposób na to, by tchnąć w drużynę więcej pewności siebie” – zapewnił.

Kolejne spotkanie Widzew rozegra w piątek, 23 października. Podejmie wówczas aktualnego lidera tabeli – Górnik Zabrze. Następnie czeka go wyjazd do Katowic i domowa potyczka z Pogonią Szczecin. Mówimy więc o rywalizacji z trzema ekipami z TOP 5, więc terminarz przed drugą jesienną przerwą reprezentacyjną nie należy do najłatwiejszych…

Google
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł Google
Subskrybuj
Powiadom o
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Reminio
1 godzina temu

Pan Masłowski myslal, ze jest w jagiellonii i szukal zawodnikow do odbudowy z efektem na przyszłość. I do lat 26 by ich sprzedać..I tanich. Tylko nie rozumial jednego i oby tą jego polityke nie zgubiły wyniki. MIANOWICIE: My potrzebowalusmy zawodnikow na już, doświadczonych ogranych za jakąś cenę i gotowych do gry. I jaga miała już kadrę, tylko dokładała takie klocki wynalazki które miały czas na wkomponowanie się.My go jak widać po wynikach i lawce rezerwowych nie mamy. Facet nie rozróżnia sytuacji i różnicy. A ze wlasciciel nic nie kuma to mamy takie transfery. Korona : hellenrand, Jakubczyk, mena, ameyaw. Jaga:… Czytaj więcej »

Piotrunio
1 godzina temu

Zmiana trenera miała wstrząsnąć szatnią… pisałem na forum, że taki ruch nie musi wstrząsnąć w pozytywnym kierunku zawodnikami, bo to jest zawsze ryzyko wykonania takiego ruchu przez kierownictwo, że może być odwrotnie (albo nic nie dać, więc po co wtedy zmieniać i wprowadzać niepotrzebnie zmiany). (+timing wykonania)
Ostatecznie, to chyba największego wstrząsu to… doznali kibice

Reminio
1 godzina temu

Statystycznie nowa miotla sprawdza się w pierwszych 5 kolejkach w 90%. Nam już nawet to.nie wychodzi. Klub wieczna porażka i szydera.
To jest obraz tego co zrobiono z klubem, fajnie opisane.

Last edited 57 minut temu by Reminio
Westfalia
1 godzina temu

Zasada jest prosta jak kazdy trener gra tymi ktorzy non stop zawalaja to nie powinnien byc zdziwiony . Niech sprobuje odsunac tych ktorzy popelniaja notorycznie te same bledy i sa nieroformowali . Alvarez gra nie wiadomo w co … jako.rozgrywajacy nie daje zadnych pilek napastnikom ani skrzydlowym co jest smieszne samo w sobie bo.jest od rozgrywania . Plus masa strat w srodku lub na wlasnej polowie gdzie obroncy lapia kartki bo musza przerywac kontry. O intensywnosci jego biegania , pressingu czy ogolnej boiskowej pozytywnej agresji nie ma co mowic bo to nie istnieje . Shehu walczy bardziej z sedziami niz… Czytaj więcej »

Rafał
45 minut temu

Zero punktów

5
0
Would love your thoughts, please comment.x