Trwa akcja promocyjna w księgarni Labotiga
2 kwietnia 2026, 12:05 | Autor: Bercik
Widzew zajmuje szczególne miejsce w serii REMANENT pióra Jerzego Chromika. Weteran polskiego dziennikarstwa sportowego, który pisał m.in. dla tygodnika „Sportowiec”, „Meczu” i „Expressu Wieczornego”, poświęcił sporo miejsca łódzkiemu klubowi w książce „Remanent 6. Proza ligowa”. Opisał w nim derbowe mecze RTS-u z ŁKS-em, starć z Lechem Poznań, Legią Warszawa i Górnikiem Zabrze.
Sześcioksiąg „Remanent” jest dostępny w księgarni LaBotiga, podobnie jak książki poświęcone Widzewowi, czyli „Wielki Widzew. Historia polskiej drużyny wszech czasów” i „Widzew. Reaktywacja” – TUTAJ
Fragmenty książki „Remanent 6. Proza ligowa”:
Widzew. Gościnność łódzkich kibiców jest bezprzykładna. Pozostawili swoje ławki do dyspozycji przyjezdnych, sami udali się do sektora naprzeciwko. Na trybunach wykwitły transparenty. Górnik mistrzem Polski! Któż tego nie życzyłby swojej drużynie? Kto może
mieć za złe rębaczom z Knurowa, Zabrza, Katowic, że fanatycznie kochają swój zespół i tak mocno wierzą w dzisiejszy sukces?
Na trybunach wśród gości byli nie tylko Ślązacy. Józef Młynarczyk dotrzymał słowa i przysłał ludzi z Bastii. Ta forpoczta kupieckiej karawany z Korsyki miała obejrzeć ewentualnych kandydatów do wyjazdu nad ciepłe morze. Było więc jasne, że na początku Górnikowi łatwo nie będzie, że Widzew będzie musiał pokazać kilka swoich atutów. O swoich planach pamiętał Włodzimierz Smolarek, próbując ostrych przebojów, jak te z Aten, popisowo wygrywał pojedynki z zabrzańskimi napastnikami Marek Dziuba, a Roman Wójcicki już w akcji otwarcia meczu dał zatrudnienie Cebratowi. Werwa Widzewa chyba trochę zdumiała defensywę Górnika. Tylko starszy syn Smolarka, który wisiał rozpięty na ogrodzeniu w pięknym dresie firmy Paris Saint-Germain, nie był zbyt pochłonięty biegiem wydarzeń, jakby wiedział i tak, jak wszystko się musi skończyć. Tato tymczasem po wspaniałych akcjach nagle tracił rezon przed Cebratem i jakoś nie mógł strzelić gola.
A jednak Widzew gola strzelił. Krzysztof Kajrys dośrodkował precyzyjnie i Leszczyk trafił, rzucając się szczupakiem. W tym momencie asystent trenera Huberta Kostki, Andrzej Płatek, opuścił ławkę i udał się do szatni. Stadion tymczasem szalał z radości, a chłopcy spodziewający się dalszych bramek zaczęli uprzątać teren pod nogami Cebrata z niebieskich serpentyn.
Widzew… za otwartymi drzwiami
List został napisany w mieszkaniu numer 18 przy ulicy Strzeleckiej 18 w Łodzi. Jego autor, Stanisław Staroń, wrzucił go do skrzynki i nie polecał specjalnej uwadze poczty. Trafił do redakcji w listopadzie ubiegłego roku. W lutym znalazł się przed oczyma prezesa RTS Widzew – Ludwika Sobolewskiego…
Szef klubu przeczytał i po chwili namysłu podał w wątpliwość autentyczność korespondencji. Powrócił jednak do lektury…
„(…) Od dłuższego czasu kibice w Łodzi, i nie tylko, obserwują, jak piłkarze obecnego Widzewa trwonią kapitał, jaki w trudnych bojach na boiskach krajowych i zagranicznych wywalczyli sobie gracze „starego” Widzewa. Nikt nie zajmuje się analizą zaistniałej sytuacji, a jeżeli tak, to ogranicza się (szczególnie nasze łódzkie, codzienne gazety) do stwierdzenia, że zawodnicy obecnie grający są słabsi fizycznie i technicznie od poprzedników. Czy nie jest to czasami zbyt płytka refleksja? Czy poważny problem nie został zbagatelizowany? A jeżeli tak, to jakie mogą być tego konsekwencje? I tu następuje prosta odpowiedź. Wyeliminowanie drużyny z międzynarodowych rozgrywek, ligowe średniactwo, utrata kibiców, brak zainteresowania zawodników grą w klubie, a następnie spadek zespołu z ekstraklasy… Był czas, w którym wierzyłem, że te wszystkie konsekwencje ominą drużynę Widzewa. Wierzyłem, że zmiana warty odbędzie się spokojnie i bez wstrząsów. Uważałem, że styl
pracy sterników klubu wzorowany na zachodnim uchroni ten zespół przed katastrofą. Ale niestety. Żyjemy w Polsce, a Widzew to polski klub, a nie włoski lub angielski. Trzeba wypić ten puchar goryczy. I tu chciałbym obarczyć winą za taką sytuację nie tylko samych zawodników, a również szefów klubu i trenerów pierwszej drużyny. Od pewnego czasu panu Sobolewskiemu i spółce brak jest wyczucia w prowadzeniu prawidłowej polityki kadrowej. Jako przykład chcę podać dwa fakty, które są niepodważalne. Pierwszy to sprawa Dziekanowskiego, drugi to afera z Wijasem. To są najcięższe zarzuty i nie do odparcia. W zawodnikach tych Widzew stracił 40 procent wartości. Przy prawidłowej działalności sterników klubu obaj powinni grać w Łodzi. (…)
(…) Teraz dopiero, z perspektywy czasu, widzimy, jak niemałe przecież pieniądze za zagraniczne transfery zawodników zostały zmarnowane. Praca nad budową nowej drużyny została skierowana w złą stronę. Kiedyś „stary” zespół powstawał bez skandali i bez rozgłosu (nawet, gdy przybył Boniek). Dziś są to mniejsze lub większe afery. Wydaje mi się, że obecni działacze są podobni do lisów, nieco już podstarzałych, odrobinę głuchych, z wylatującymi zębami, a i wzrok już nie ten… Może antidotum na całą sprawę byłoby – po odebraniu medali, pucharów i kwiatów – odejście w glorii chwały. Może w milionowym mieście znalazłby się ponownie człowiek, który odwróciłby niekorzystną kartę w historii klubu. Panowie, zastanówcie się, jest odpowiednia i ostatnia chwila. Już niedługo może być za późno… (…)”.
Prezes złożył list starannie. Raz jeszcze spojrzał na adres nadawcy i zaczął snuć monolog:
– Na pewno nie czujemy się tak jak po trzęsieniu ziemi. Budynek klubowy stoi. Koleje losu tak zwanych wielkich firm w futbolu bywają różne. Co się stało z Ipswich Town, Manchesterami, trzecioligowym dziś Burnley? Nawet taki potentat jak Juventus ma teraz cały szereg kłopotów. Taka jest piłka. Real Madryt i Barcelona też nie co roku zdobywały tytuły.
Przez dwanaście lat przyzwyczajono się do Widzewa, że wygrywa. Nie ma co ukrywać, że był to i chyba jeszcze jest czołowy zespół w kraju. Trudno się od razu pogodzić z faktem, że teraz zacznie grawitować w dolne rejony tabeli. A co się stało z mistrzami kraju z ostatnich
lat? Wisła Kraków gra w drugiej lidze, Stal Mielec spadła, weszła i teraz pałęta się na szarym końcu, Lech Poznań robi bokami, tak samo jak Widzew. Nikt nie mamono polu na sukcesy. Przeszliśmy krętą drogę. Długo by opowiadać. Przy analizie dzisiejszej sytuacji trzeba
pamiętać, że zmieniły się w zdecydowany sposób warunki w piłce, a my pozostaliśmy w tych sprawach niestety całkiem z tyłu. Nie zazdroszczę klubom górniczym, wojskowym i stoczniowym, że umieją sobie zorganizować to i owo. Ubolewam nad tym, że teraz my już
nie możemy stworzyć zbliżonych warunków.
Książki „Remanent 6. Proza ligowa„, „Wielki Widzew. Historia polskiej drużyny wszech czasów„, a także „Widzew. Reaktywacja” oraz inne tytuły piłkarskie Wydawnictwa SQN znajdziecie w promocyjnych cenach TUTAJ
Fot. M. Kowal; Po raz kolejny Widzew kontra ŁKS, Dziuba kontra napastnik Widzewa – tym razem Smolarek; zdjęcie zostało wykorzystane wyłącznie w celu promocji książek Wydawnictwa SQN; wszelkie prawa zastrzeżone

#reklama #artykułsponsorowany







Lech Poznań
Górnik Zabrze
Jagiellonia Białystok
Raków Częstochowa
GKS Katowice
Zagłębie Lubin
Legia Warszawa
Wisła Płock
Radomiak Radom
Pogoń Szczecin
Motor Lublin
Korona Kielce
Piast Gliwice
Cracovia
Widzew Łódź
Lechia Gdańsk
Arka Gdynia
Termalica Nieciecza 
Legia II Warszawa
ŁKS Łomża
Warta Sieradz
Wigry Suwałki
KS CK Troszyn
Wisła II Płock
Widzew II Łódź
Lechia Tomaszów Maz.
Jagiellonia II Białystok
Ząbkovia Ząbki
Świt Nowy Dwór Maz.
Mławianka Mława
Olimpia Elbląg
GKS Bełchatów
Broń Radom
GKS Wikielec
KS Wasilków
Znicz Biała Piska
Jerzy Chromik przypomnę, to ten sam dziennikarz (kiedyś „Sportowca”), do którego na skargę poleciał i u którego się spowiadał ponad cztery dekady temu… Dariusz Dziekanowski, gdyby ktoś nie pamiętał. Fragment meczu zaś, o którym opowiada autor, to zapewne pojedynek ostatniej kolejki sezonu 1984/85 pomiędzy Widzewem, mającym już zapewnioną w lidze trzecią pozycję i niemogącym w tabeli nikogo wyprzedzić, a Górnikiem Zabrze, walczącym o MP z kopowo-engelową ległą, zakończony wynikiem 1:2. Na bramkę Leszczyka po centrze Kajrysa, Zabrzanie odpowiedzieli golami Cyronia i Komornickiego, wywalczając tytuł. A fakt, iż trzy dni potem Łodzianie grali swój mecz finałowy PP z GKS-em Katowice, zakończony… Czytaj więcej »