To Widzewiacy znów groźniejsi w końcówkach

16 kwietnia 2026, 08:29 | Autor:

Końcówki spotkań były jesienią istną piętą achillesową drużyny Widzewa. Łodzianie stracili przez to mnóstwo bramek, a co za tym idzie punktów. Teraz się to odwróciło i dzięki trafieniom w ostatnich minutach sami zaczynają zyskiwać.

W poprzedniej rundzie nie było zespołu, który tak często dawałby sobie strzelać gole w ostatnim kwadransie. Bramkarze RTS musieli w tym czasie wyciągać piłkę z siatki aż jedenaście razy, co stanowiło aż 39% wszystkich wpuszczonych goli! Niemal we wszystkich przypadkach oznaczało to albo utratę prowadzenia (Legia Warszawa) albo zgubienie cennego punktu (Pogoń Szczecin, Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk). Były też dwa przypadki, gdy widzewska defensywa kapitulowała rzutem na taśmę dwukrotnie, najpierw pozwalając rywalowi wyrównać, a później zadać decydujący cios. Tak było w konfrontacjach w Białymstoku oraz Lubinie, czyli przy okazji pierwszego i ostatniego jesiennego wyjazdu. Tylko w starciach z Termaliką Nieciecza oraz Radomiakiem Radom trafienia przeciwników nie miały już większego znaczenia.

Jak było w drugą stronę? Widzewiacy strzelili tylko trzy bramki (11% całego dorobku) w ostatnich piętnastu minutach i żadna z nich nie przesądzała o zdobyczy punktowej. Dwukrotnie dokonano tego w meczu z GKS Katowice, a raz w pojedynku z Arką Gdynia, ale były to trafienia jedynie podwyższające wcześniej wypracowane prowadzenie. Ani razu nie udało się więc w pierwszej części sezonu odwrócić losów spotkania w ostatnim kwadransie.

Przy Piłsudskiego doskonale zdawali sobie sprawę ze skali problemu, dlatego postanowiono pozyskać w zimowym oknie transferowym zawodników, którzy wniosą do zespołu doświadczenie oraz odpowiednią odporność mentalną. Dzięki temu czerwono-biało-czerwoni mieli zacząć „dowozić” korzystne rezultaty do końcowego gwizdka lub też przechylać szalę na swoją stronę. I trzeba przyznać, że sytuacja rzeczywiście uległa poprawie, bo już w pierwszym starciu gola dla Widzewa padł w 89. minucie, choć skutecznie wykonany przez Sebastiana Bergiera rzut karny w potyczce z Jagiellonią zmniejszył tylko rozmiary porażki. Większego wpływu na rezultat nie miała również bramka Emila Kornviga w Płocku, bowiem zmieniła wynik na 2:0.

Inaczej było w dwóch ostatnich starciach. W Częstochowie przyniosło to tylko połowiczny sukces, ponieważ na zadany w doliczonym czasie przez Frana Alvareza cios Rakowowi udało się jeszcze odpowiedzieć, ale cieszyć może fakt, iż to jedyny gol, stracony w końcówce w tym roku. Z kolei w minioną sobotę skuteczna główka Bergiera dała piłkarzom Aleksandara Vukovicia niezwykle ważne zwycięstwo z Termaliką Nieciecza. Po tym zdarzeniu bilans bramkowy z ostatnich kwadransów zmienił się z 3:11 na 4:1, a mogło być jeszcze lepiej, gdyby utrzymano w mocy „jedenastkę” w Gdyni. Jak wyliczył oficjalny portal Ekstraklasy, cztery z siedmiu goli ekipa z Łodzi strzeliła tej wiosny po 88. minucie meczu!

Różnica widoczna jest więc gołym okiem, lecz jest jeszcze za wcześnie, by przywoływać słynny „widzewski charakter”. Walka do końca może jednak cieszyć, zwłaszcza że przed Widzewiakami sześć spotkań, które zadecydują o ich pozostaniu w elicie lub kompromitującym spadku do I ligi. Nastawienie mentalne może być nie mniej ważne od formy piłkarskiej.

Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
2 godzin temu

Trochę naciągane, ale powiedzmy. Gdyby tak jeszcze udało się strzelić bramkę po rogu… śmiem twierdzić, że przy założeniu, że nie stracimy żadnej bramki lub jedną, a jedną strzelimy z gry, to bramka z rzutu różnego daje nam zwycięstwo…

kibic od 2006
2 godzin temu

Przeczytałem dwa akapity i dalej już nie mogie, bo się za bardzo wkur…

2
0
Would love your thoughts, please comment.x