Vuković punktuje na mistrza Polski, a może spać do I ligi!
16 kwietnia 2026, 10:16 | Autor: RyanChoć od chwili przejęcia sterów nad drużyną przez Aleksandara Vukovicia jej pozycja w tabeli nawet nie drgnęła, wyniki Widzewa uległy znacznej poprawie. Średnia punktowa jest znacznie wyższa niż aktualnego lidera i dawałaby duże szanse w walce o mistrzowski tytuł.
Czerwono-biało-czerwoni weszli w sezon pod wodzą Zeljko Sopicia, który pieczę nad zespołem objął już w marcu. Dzięki temu miał olbrzymi wpływ na kształt kadry – ówczesny dyrektor sportowy Mindaugas Nikolicius konsultował z nim decyzje dotyczące zarówno tego, z kim rozstać się po zakończeniu poprzedniej kampanii, a także jakich zawodników sprowadzić w letnim oknie transferowym. Nie jest tajemnicą, że Chorwat mocno zabiegał m.in. o angaż Lindona Selahiego i Tonio Teklicia, ale na pozostałe wzmocnienia także dał zielone światło. Sopić miał też komfortową sytuację, ponieważ mógł pracować z piłkarzami przez cały okres przygotowawczy, choć pamiętajmy, że kilka nowych twarzy dołączyło zacznie po inauguracji rozgrywek.
Łodzianie zaczęli naprawdę dobrze, wygrywając dwa z trzech pierwszych spotkań, będąc także bardzo blisko triumfu w Białymstoku, wypuszczając go z rąk w doliczonym czasie. Później wyniki się pogorszyły, ale nie można przemilczeć faktu, iż w tych starciach RTS został mocno skrzywdzony przez sędziów. W meczu z Wisłą Płock nie podyktowano rzutu karnego po faulu na Mariuszu Fornalczyku, w batalii z Cracovią nie uznano gola Frana Alvareza, a w pożegnalnym starciu Sopicia z Pogonią Szczecin nie pokazano czerwonej kartki Valentinowi Cojocaru. Wszystkie te zdarzenia miały miejsce przy remisowym rezultacie, więc śmiało można stwierdzić, że zespół został okradziony nawet z ośmiu punktów.
Po porażce z „Portowcami” zdecydowano się rozstać z trenerem, który osiągnął średnią 1,17 punktu na mecz. Następcą wybrano dotychczasowego asystenta Patryka Czubaka, który zaczął od nieco pechowej przegranej w Poznaniu. Szansa na wywiezienie punktu z Bułgarskiej była bardzo duża, ale Lech przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę po indywidualnym błędzie Macieja Kikolskiego. Kiepska postawa bramkarza – tym razem Veljko Ilicia – była także głównym powodem klęki w Zabrzu. W międzyczasie Czubak pokonał Arkę Gdynia, a później przegrał z Rakowem Częstochowa. Jego ostatnim pojedynkiem okazała się konfrontacja w Niecieczy, którą szkoleniowiec… wygrał! Mimo to, szefujący już sprawom sportowym Dariusz Adamczuk wolał postawić na bardziej doświadczonego szkoleniowca – Igora Jovićevicia. Ustępujący trener nieznacznie przebił dorobkiem swojego poprzednika.
Jovićević zadebiutował udanie, zwyciężając z Radomiakiem Radom, choć uczciwie podkreślał, że w dużej mierze korzystał z planu na tamte zawody, jakie szykował Czubak. W kolejnych tygodniach kibice mieli więcej powodów do smutku niż radości. Widzew zaliczył porażki w Lublinie i Gdańsku, a także domowy remis w klasyku z Legią Warszawa oraz lanie od Korony Kielce. Na plus drugiemu z Chorwatów zapisać można w tym okresie jedynie dwa awanse w Pucharze Polski. Dopiero pod koniec roku w grze drużyny coś zaczęło się poprawiać. Egzamin zdało nowe ustawienie z dwójką napastników, co pomogło zwyciężyć w Gliwicach i niemal powtórzyć to w Lubinie. W końcówce Zagłębie zdołało jednak wywrzeć nacisk na gości z Piłsudskiego i zaaplikować im dwa gole.
Wiosną fani mieli zobaczyć prawdziwą „rękę” Jovićevicia, ale na starcie rundy znów musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci dwóch porażek: z Jagiellonią oraz GKS Katowice. Dopiero w trzecim podejściu zdołano pokazać pazur i wywieźć trzy oczka z Płocka. Wydawało się, że sukces na bardzo trudnym terenie będzie momentem zwrotnym, ale nic takiego nie nastąpiło. Przeciętna postawa w zremisowanym spotkaniu z Cracovią i przegranym w Szczecinie mocno zachwiało posadą 52-latka, a odpadniecie w pucharowym ćwierćfinale w Katowicach przeważyło o pożegnaniu. Igor Jovićević zaliczył w Łodzi najgorszy okres w swojej karierze, osiągając średnio zaledwie punkt na mecz.
Gdy do akcji wkraczał Aleksandar Vuković, zespół znajdował się już w strefie spadkowej, a rozbicie mentalne powiększało odpadnięcie z walki o majowy wyjazd na Stadion Narodowy. Dodając do tego fakt, iż nadchodził mecz z aktualnym mistrzem Polski, ciężko było o optymizm. „Vuko” zadebiutował jednak w świetnym stylu. Podjął kilka nieoczywistych decyzji (zmiana ustawienia, odsunięcie Osmana Bukariego, przywrócenie do łask Mateusza Żyry), które w pełni się obroniły, dając Widzewiakom cenne przełamanie.
Zwycięstwo z Lechem wyostrzyło apetyty, więc bezbramkowe remisy z Arką i Górnikiem, w dodatku po bardzo przeciętnej grze, przyjęto z rozczarowaniem. Zwłaszcza, że regularnie punktować zaczęli konkurenci w walce o utrzymanie. Jeszcze większy niedosyt dopisywał widzewskiemu środowisku po wyjeździe do Częstochowy, gdzie grający ponad godzinę z przewagą zawodnika RTS nie zdołał utrzymać osiągniętego w wielkich bólach prowadzenia. Sytuacja w tabeli sprawiła, że starcie z Termaliką Nieciecza trzeba było koniecznie wygrać, by realnie pozostać w grze o ligowy byt. Czerwono-biało-czerwoni znów nie zachwycili, ale tym razem zdołali wykorzystać grę przeciwnika w osłabieniu i rzutem na taśmę pokonali ostatnią ekipę w stawce.
Vuković ma za sobą już pięć pojedynków i jego do bólu pragmatyczny styl gry sprawił, że żadnego z nich nie przegrał. W normalnych okolicznościach jego praca byłaby powodem do dużego zadowolenia, tym bardziej, że musiał przejąć zespół bez wpływu na kształt kadry i przygotowany przez kogoś innego. Ale obecny sezon jest pełen paradoksów, co objawia się m.in. tym, że podopieczni serbskiego trenera wciąż zajmują tę samą pozycję w tabeli – przedostatnią. Na obecną chwilę Widzew spadłby do I ligi, mimo iż jego szkoleniowiec wykręcił dotychczas średnią 1,80 punktu na mecz, a więc zdecydowanie lepszą od swoich poprzedników. Takim wynikiem nie może pochwalić się nawet aktualny lider – „Kolejorz” przewodzi stawce z dorobkiem czterdziestu sześciu oczek, co daje średnio 1,64 puntu na mecz. Gdyby „Vuko” prowadził zespół z taką skutecznością przez cały sezon, fani mogliby szykować się pomału na podróże po Europie, a tymczasem wciąż realne jest zagrożenie, że w kolejnej kampanii odwiedzą Niepołomice lub Siedlce…
Do zakończenia sezonu pozostało jeszcze sześć kolejek. Piłkarze Aleksandara Vukovicia zagrają w nich kolejno z Radomiakiem Radom (wyjazd), Motorem Lublin (dom), Legią Warszawa (wyjazd), Lechią Gdańsk (dom), Koroną Kielce (wyjazd) oraz Piastem Gliwice (dom). Jeśli wygrają to pierwsze spotkanie, zaplanowane na najbliższą sobotę, będą mieli dużą szansę opuścić strefę spadkową po raz pierwszy od 14 lutego.
Średnia punktowa trenerów Widzewa w sezonie 2025/2026:
1. Aleksandar Vuković – 1,80 pkt/mecz
2. Patryk Czubak – 1,20 pkt/mecz
3. Zeljko Sopić – 1,17 pkt/mecz
4. Igor Jovićević – 1,00 pkt/mecz








Lech Poznań
Zagłębie Lubin
Jagiellonia Białystok
Górnik Zabrze
Wisła Płock
Raków Częstochowa
GKS Katowice
Motor Lublin
Lechia Gdańsk
Korona Kielce
Cracovia
Pogoń Szczecin
Piast Gliwice
Legia Warszawa
Radomiak Radom
Arka Gdynia
Widzew Łódź
Termalica Nieciecza 
Legia II Warszawa
Warta Sieradz
ŁKS Łomża
Wigry Suwałki
KS CK Troszyn
Wisła II Płock
Lechia Tomaszów Maz.
Ząbkovia Ząbki
Jagiellonia II Białystok
Widzew II Łódź
Olimpia Elbląg
Świt Nowy Dwór Maz.
Broń Radom
GKS Wikielec
GKS Bełchatów
Mławianka Mława
KS Wasilków
Znicz Biała Piska
Realnie można ugrać 12 pkt w tych meczach, łącznie będzie 45 pkt, więc raczej wystarczy to do utrzymania, warunek konieczny nie przegrywać, co dobrze wdrożył Vuko, 3 zwycięstwa i 3 remisy, w 6 meczach, są w zasięgu.Kluczowy sobotni mecz i 3 pkt oraz pozostałe 3 mecze u siebie.
Ten brak 2 punktów na Rakowie. Jakby to dla nas zmieniło układ w tabeli i wpuściło masę tlenu, a tak się dusimy ciągle pod tą kreską punktując. Kilka sekund zabrakło…
Jak bardzo szkoda tej końcówki z Rakowem….
Teoretycznie wszystkie kolejne drużyny są w zasięgu. Najtrudniej będzie z Legią i Lechią. Oby utrzymać te 1,8pkt na mecz – wtedy kończymy z 43-44 co powinno wystarczyć na utrzymanie.
Walczysz Widzew!