Wokół meczu z Radomiakiem Radom
22 kwietnia 2026, 17:39 | Autor: RyanOd bolesnej klęski w Radomiu minęły już cztery dni, więc można zmierzyć się z przedstawieniem ciekawostek, jakie miały miejsce przy okazji tej rywalizacji. Jak wiadomo, Radomiak okazał się w niej nieznacznie lepszy.
PIERWSZA PORAŻKA VUKOVICIA
Choć przed meczem w Radomiu czerwono-biało-czerwoni wciąż znajdowali się w strefie spadkowej, należało docenić dotychczasową pracę Aleksandara Vukovicia. Jak wyliczaliśmy w poprzednich dniach, podniósł on średnią punktową do poziomu 1,80 na mecz, co było poprawą aż o 80% w porównaniu do poprzednika, Igora Jovićevicia! Do starcia z Radomiakiem trener podchodził nie mając jeszcze ani jednej porażki na swoim koncie z łódzkim zespołem. Niestety, seria ta została złamana na skutek gola straconego w 94. minucie.
Pierwsza porażka Vukovicia sprawiła, że szanse na utrzymanie w Ekstraklasie mocno spadły. Przed Widzewiakami jeszcze pięć spotkań, ale margines błędu znacznie się skurczył. Niedzielny mecz Motorem Lublin wydaje się więc kolejnym „finałem”, w którym tylko zwycięstwo pozwoli zachować optymizm finisz kampanii. W przypadku straty punktów pozostanie już tylko liczenie na szczęście lub wręcz cud.
POWRÓT FATALNYCH KOŃCÓWEK
W tygodniu poprzedzającym spotkanie pisaliśmy o znacznej poprawie w aspekcie rozgrywania przez Łodzian końcówek spotkań. W rundzie jesiennej była to ich wielka zmora – przez bramki tracone w ostatnich kwadransach czy nawet doliczonym czasie, uciekło wiele cennych punktów. Wręcz szokująca była statystyka ukazująca tabelę Ekstraklasy, uwzględniająca wyniki meczów do 75. minuty. Według niej RTS należał do ścisłej czołówki i mógłby spokojnie bić się o mistrzostwo Polski.
Spotkania trwają jednak co najmniej dziewięćdziesiąt minut i w sobotę kolejny raz przekonaliśmy się, że dla Widzewa to nie jest dobra informacja. Najpierw pięknego gola strzelił mu Roberto Alves, a rzutem na taśmę zamieszanie w polu karnym wykorzystał Luquinhas, co sprawia, że po poprawie tego elementu, jaka nastąpiła wiosną, pozostało już tylko wspomnienie.
KLĘSKA NA OZACH SZEFA
Z uwagi na ogrom obowiązków związanych z zarządzeniem firmą Panattoni właściciel klubu Robert Dobrzycki nie zawsze bywa na meczach Widzewiaków, a na tych wyjazdowych wręcz bardzo rzadko. W minioną sobotę znalazł jednak czas, by przyjechać do Radomia i z perspektywy trybuny VIP obejrzeć poczynania piłkarzy. Najprawdopodobniej była to jego pierwsza tegoroczna obecność na obcym stadionie. Minę miał niewesołą za sprawą koszmarnej końcówki, w której zespół z Piłsudskiego pogrzebał szansę na cenną wygraną.
NOWY STADION ZALICZONY
W sobotę na stadionie w Radomiu odnotowano frekwencję wynoszącą 12 163 widzów, co jest drugim najwyższym wynikiem w historii gospodarzy. Więcej widzów (komplet bliski 14 tys.) pojawiło się tylko przy okazji meczu przyjaźni, w którym Radomiak zmierzył się z Legią Warszawa. Szczelnie wypełnione trybuny miały ostatecznie swoje dwa momenty olbrzymiej radości, gdy gole zdobywał zespół Bruno Baltazara. Celebracja sięgnięcia po trzy punkty miała oczywiście miejsce także po końcowym gwizdku.
Jednocześnie była to także pierwsza wizyta na nowym stadionie „Warchołów” dla sympatyków Widzewa. Przybyli oni w liczbie ponad sześciuset osób, także mając okazję do zadowolenia, gdy wynik otwierał ich zespół. Po objęciu prowadzenia „Czerwona Armia” świętowała w starym dobrym stylu – bez koszulek. Szkoda, że trwało to tak krótko…
FELIKS SPALONY NA POPIÓŁ
Hej @RTS_Widzew_Lodz, na murawie przy Struga znaleźliśmy coś z Waszego Feniksa… pic.twitter.com/zO7mbnahTr
— Radomiak Radom (@Radomiak_Radom) April 18, 2026
Drużyna Widzewa drugi raz z rzędu wystąpiła w ligowym meczu w nowym, czwartym komplecie strojów. O ile tydzień wcześniej, w domowej batalii z Termaliką Nieciecza, okazało się to szczęśliwe, tym razem było inaczej. Symbolizujący odrodzenie klubu Feniks pojawił się zresztą nie tylko jako motyw główny koszulek zawodników, ale jego akcenty wykorzystano też w przedmeczowej grafice, która zwiastowała w mediach społecznościowych zdobycie w Radomiu trzech punktów.
Boiskowa rzeczywistość okazała się jednak bezlitosna. Zawody wygrali przeciwnicy, którzy nie omieszkali wypomnieć tego faktu nawiązaniem właśnie do postaci Feniksa. W ich odpowiedzi w social mediach sprowadzono ją do… kupki popiołu. Cóż, kto mieczem wojuje…
CISZA W SZATNI WIDZEWA
Porażka w Radomiu była wielkim ciosem nie tylko dla kibiców, ale też dla samych piłkarzy, którzy znów zawalili sprawę na finiszu spotkania. Zwłaszcza utrata drugiej bramki była dla zespołu szokiem, z którego Widzewiacy długo nie potrafili wyjść. Zauważyli to będący pod ich szatnią dziennikarze, podkreślając panującą wewnątrz niej grobową ciszę. Nawet najgłośniejsi w takich momentach Bartłomiej Drągowski czy Przemysław Wiśniewski byli „wyłączeni”.
Warto dodać, że żaden z zawodników nie pojawił się też w tzw. strefie mieszanej, gdzie na ich wypowiedzi czekają dziennikarze. Pomeczowy komentarz Emila Kornviga został udostępniony mediom za pośrednictwem biura prasowego klubu.











Lech Poznań
Jagiellonia Białystok
Górnik Zabrze
Wisła Płock
Zagłębie Lubin
GKS Katowice
Raków Częstochowa
Motor Lublin
Lechia Gdańsk
Korona Kielce
Radomiak Radom
Legia Warszawa
Cracovia
Pogoń Szczecin
Piast Gliwice
Arka Gdynia
Widzew Łódź
Termalica Nieciecza 
Legia II Warszawa
Warta Sieradz
ŁKS Łomża
Wigry Suwałki
Wisła II Płock
KS CK Troszyn
Jagiellonia II Białystok
Ząbkovia Ząbki
Lechia Tomaszów Maz.
Widzew II Łódź
Olimpia Elbląg
Świt Nowy Dwór Maz.
Broń Radom
GKS Bełchatów
GKS Wikielec
Mławianka Mława
KS Wasilków
Znicz Biała Piska