A. Vuković: „Zabrakło wyniku i być może zaufania”
23 września 2026, 10:27 | Autor: Marcel
Aleksandar Vuković w miniony czwartek był gościem Romana Kołtonia w programie „Prawda Futbolu”. Była to pierwsza dłuższa wypowiedź Serba od czasu zwolnienia z Widzewa Łódź. Poniżej najciekawsze fragmenty rozmowy.
O podziękowaniach kibiców na meczu z Legią
„To są rzeczy nieocenione, które sprawiają, że człowiek czuje się usatysfakcjonowany ze swojej pracy. Nie zdobywałem zaufania i szacunku w Łodzi przez to, że bluzgałem czy odcinałem się od Legii, której tyle zawdzięczam. Ja ten szacunek chciałem zdobyć przez codzienną pracę i oddanie całego siebie projektowi. Nie liczy się to, jak ludzie cię odbierają na początku, tylko to, co o tobie myślą, gdy przyjdzie twój dzień na odejście. Pracowałem w klubie z ponad 50 osobami oprócz zawodników, to 54 pożegnały mnie serdecznie. Kibice Widzewa to dla mnie największa wartość i uznanie, że czują, że coś dobrego zrobiłem. Tego nikt mi nie zabierze. Nie uciekam od słabego początku sezonu, nie tłumaczę go jakimiś argumentami. Uciekanie od tego, że jest to słaby wynik, jest ze mną w niezgodzie.
Ja muszę dowieźć wynik, bez względu na okoliczności. Wynik determinuje wszystko, a na początku sezonu nie dowiozłem. Pierwszy telefon przed przyjściem dostałem od Piotrka Burlikowskiego, który jest osobą najbardziej zasłużoną w moim przyjściu. Jako widz Ekstraklasy, to mi się nie podobało, jak Widzew wygląda i jak to wszystko jest budowane, rozdmuchane, bez twardych fundamentów. Patrzyłem na Widzew jako głównego kandydata do spadku, jako obserwator z zewnątrz. Nazwiska się zgadzają, ale gdzie w tym wszystkim jest zespół i pomysł? To budziło we mnie wątpliwości, ale osoba Burlikowskiego, plus Darek Adamczuk uczestniczący w rozmowach i ich zapewnienie, że drużyna ma jakość i dużo więcej, niż jest widoczne sprawiło, że się zdecydowałem. Z dzisiejszej perspektywy bardzo to cenię, bo żałowałbym, gdybym tej propozycji nie przyjął”.
O tym, jak zastał nieświadomość powagi sytuacji
„Jako wielki problem tej drużyny pamiętam ogromny brak świadomości, jak trudna jest sytuacja. Było dużo takiego podejścia, że jedno zwycięstwo, na przykład to z Lechem, sprawiało, że mimo trudnej sytuacji część ludzi wierzyła, że zaraz będziemy się bić o puchary. Nie oceniano stanu faktycznego, to trzeba było uświadomić tym ludziom. Potem były kolejne remisy, z Arką, Rakowem, Górnikiem. Wyniki te dały nam utrzymanie, bo z Termaliką poległy dobre zespoły. Punktowaliśmy w tych 11 meczach na poziomie Jagiellonii, czyli ekipy walczącej o puchary. 18 punktów można było nazwać wynikiem bardzo dobry, biorąc pod uwagę okoliczności. Każdy mecz był z gatunku o wszystko, szczególnie te grane u siebie. Jak spojrzę na mecze domowe z tego sezonu, to tym bardziej doceniam te 5 wygranych u siebie i 1 remis z Górnikiem. To nam dało upragniony cel. Była to podróż dynamiczna, wymagająca. Nie trwało to długo, ale to 2,5 miesiące na zestarzenie się o 2,5 roku. Jednak jest bardzo duża satysfakcja.”
O meczu z Legią w maju – czy można było go rozegrać inaczej?
„Byliśmy zachowawczy poprzez dobrą dyspozycję rywala. Ta zachowawczość nie wynikała z tego, że założyliśmy sobie niskie bronienie. To dotyczyło głównie 1. połowy, w 2. połowie się wyrównał, podeszliśmy wyżej. Dla mnie ważna jest percepcja. Ona jest mocno wątpliwa. Powiedziałem, że mocno ubolewam nad tym, że nikt nie uznał, że przegraliśmy dość pechowo – doliczony czas, zamieszanie, 20 rykoszetów i gol. Ten punkt dla nas byłby dobrym wynikiem. Druga sprawa, to nawet mówiłem chłopakom w szatni: Panowie, przegraliście mecz z drugim najlepszym zespołem w kraju. To zespół, który poprzez dziwne okoliczności znalazł się w dole tabeli. Była potem najlepiej punktującą drużyną. Nie miałem wrażenia, że my nie podołaliśmy. Wiedziałem, że gramy z bardzo mocnym rywalem, szczególnie wymagającym u siebie. Sprowadziliśmy ten mecz do trudnego do oglądania, to nie było dla mnie wielkim powodem do zmartwień.
Dla mnie pojawił się kolejny problem i kolejne zadanie: Żeby postawić drużynę na nogi. To jest dla mnie ważne, by drużyna prezentowała swój poziom. To są sukcesy w pracy trenera. Łatwo było po porażce w ostatniej sekundzie nie podołać w kolejnym meczu i zamienić się z Lechią. Dziś Widzew jest w Ekstraklasie i jest w stanie z innego pułapu budować projekt dalej”.
O Osmanie Bukarim
„Jest to ruch, który w pewnym sensie działa na grupę. Sam ten piłkarz – jest wokół niego aura dużego transferu. Współczułem Bukariemu, bo wiedziałem, że to nie jest tak słaby piłkarz, żeby był totalnie z boku. Został obarczony oczekiwaniami, którym nie mógł sprostać. Różnica polega na tym, że w Crvenie w lidze gra dwa wymagające spotkania na pół roku, a reszta to spotkania, jakbyśmy dali grać topowym drużynom z naszej ligi z ekipami z 2. ligi. To jest taka skala różnicy. Ten piłkarz nagle się może srogo zdziwić. Jestem w stanie przymknąć oko na zawodnika, który dowozi liczby z przodu, by przykryć jego braki w defensywie. Ja jednak trafiłem do Widzewa, który nie mógł wygrać z nikim, który ma Bukariego na prawej, Fornala na lewej, Zeqiriego w ataku, a nie ma liczb. Trzeba było szukać wymiernych rozwiązań – jednym z nich było postawienie na Frana, uderzenie mocno w Bergiera, który był ważnym zawodnikiem. Niestety na początku obecnych rozgrywek trochę zabrakło Bergiego i trzeba było na niego czekać.
Trener Stolarski pewnie się doczeka, ja się nie doczekałem. Pamiętam mecz w Płocku i te 4-5 sytuacji z Płocka. Bergier z końcówki poprzedniego sezonu wykorzystuje każdą z tych sytuacji. Też sposób w jaki graliśmy: był pragmatyczny, ale też jedyny możliwy, by dopłynąć do brzegu, mając nóż na gardle. Drużyna w takiej sytuacji potrzebuje mało skomplikowanych rozwiązań, na pewno nie niszczenia i tak niskiej już pewności siebie. Zawsze mówię, że grą w obronie buduje się ducha zespołu […] Uważam, że pierwsze 20 minut to najlepszy okres, jaki grał mój Widzew. Docelowo było też to coś, czego chciałem długoterminowo. To jest piłka zbliżona do tej, którą chce osiągnąć. Trzeba się jednak dostosować do sytuacji, w której się znajdujesz”.
O współpracy z Łukaszem Masłowskim
„Przy pierwszym spotkaniu nie było żadnych sugestii, co ma się zmienić w grze. Bardziej rozmowa zapoznawcza. Nie trzeba być Sherlockiem, by odkryć, że to nastawienie od początku nie było na zasadzie długotrwałej współpracy i budowania projektu wspólnie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, nie jestem typem który na kogoś gada, nie widzę potrzeby. Nie będę mówił źle o Łukaszu. Po prostu wydaje mi się, że jest jasne, że to szło w tym kierunku i była to kwestia czasu. Uważam, że trochę się wykrwawiłem, by Widzew był dziś w Ekstraklasie.
Gra na dwóch napastników nie była spowodowana tym, że w klubie jest Łukasz Masłowskim. Ja powiedziałem o tym: prowadziłem Legię, która grała piłkę co najmniej taką, o jakiej myślimy. Dla mnie farmazonem jest to sprzedawanie narracji, że Vuković nie chce grać ofensywnie, albo jest nastawiony defensywnie. Gra pragmatyczna to nic złego, szczególnie gdy jesteś w trudnej sytuacji w tabeli. Otwierając nowy sezon chciałem grać nie taką piłkę, jaką chciałby Łukasz Masłowski i nie tylko. Tylko taką, jaką ja chciałbym, żebyśmy grali. Ona nie ma polegać na nieaktywnym graniu, a wręcz proaktywnym, do którego dążyłem.
Dla mnie to, co powoduje, że dziś są różnice, to moja osobowość, w kontekście takim, że nie lepsza, gorsza, ale inna i niepasująca do końca do współpracy z nowym dyrektorem. Ja to szanuję, każdy ma do tego prawo. Zarówno Łukasz Masłowski poradzi sobie bez Vukovicia, ale też ja sobie poradzę bez Łukasza Masłowskiego. Tu bym postawił kropkę. Nie ma złej krwi, urazy. Chcę wspominać Widzew z tego wszystkiego, co zostało zrobione. Ten początek sezonu był po prostu wynikowo słabo – jest głównym powodem, dla którego nie pracuję w Widzewie. Wygrałbym na Śląsku, nie przegrał z Lechem w ostatniej akcji i w Płocku, to byłaby inna rozmowa. Z Łukaszem mógłbym też dojść do ścisłej i długotrwałej współpracy. Po prostu zabrakło wyniku i być może zaufania, że z biegiem czasu będzie wyglądać to lepiej.
Współpraca na linii dyrektor i trener musi być, ale trener powinien być trenerem, a dyrektor – dyrektorem. Największa odpowiedzialność za to, jak wygląda zespół, należy do trenera. To trzeba rozróżnić. Gdy mówimy o wizjach, to wszystko jest fajne, dobrze słuchane, ale trener jest tym, który tę wizję egzekwuje i broni na boisku. Zgadzam się i przyjmuję postawę, że wynik determinuje i decyduje. Jestem za tym. Nigdy nie używałem określeń, by dać mi czas. To są dla mnie gadki niezgodne z rzeczywistością. Jako trener musisz dowozić od razu. Nikt nie będzie czekał i nikt nie czeka. Jak myślę o tym początku Widzewa, to mam pretensje tylko do siebie, że w kilku meczów nie zdobyliśmy paru punktów więcej.
Zostałem zwolniony w przeddzień meczu z Legią. Byłem nastawienia, że to jest ten mecz – mecz ostatniej szansy dla mnie i tak go chciałem potraktować. Już się nie dowiemy, co by było gdybyśmy wygrali z Legią, a potem z Wieczystą. Nagle znaleźlibyśmy się w innym punkcie. Nikt mi nie powie, że to nie było możliwe, na podstawie tego, co zespół prezentował wcześniej i w jaki sposób przegrywał czy remisował. Wierzyłem, że może to przełamanie nastąpić w meczu ostatniej szansy, ale do tego nie doszło i trzeba to zaakceptować, że trzeba było pewne rzeczy zrobić wcześniej lepiej”.
O letnich ruchach transferowych
„Liczba transferów in i out wynosi łącznie około 19. To dużo. Wydaje mi się, że nie aż tak dużo, by obarczać to jako duży problem Widzewa, bo inne kadry też się wzmacniają. Bardziej chodzi o kwestię kompletnej zmiany koncepcji, o 180 stopni. To nastąpiło, to trzeba powiedzieć. Po zakończeniu sezonu w czasie Gali Ekstraklasy były już pierwsze rozmowy z dyrektorami sportowymi, potem przez miesiąc trwało zawieszenie w tych decyzjach. Potem nastąpiła zmiana koncepcji. To jest oczywiste, że przyhamowało to pewne ruchy, może niektóre z nich wydarzyły się za późno. Sam dyrektor pojawił się w klubie dopiero na początku sierpnia, choć wcześniej poprzez współpracowników już działał.
W lato nastąpiła kompletna zmiana, jeśli chodzi o koncepcję tego, co i w jaki sposób inwestujemy, w jakich zawodników. Pokrywała się tylko osoba Karola Świderskiego. Wszystko inne nie. Dzisiaj mogę powiedzieć, że z tym pierwszym etapem budowania kadry z moim udziałem, to widzę więcej tych zawodników w Koronie niż w Widzewie. Kilku zawodników którzy tam trafili, mieliśmy ich na liście i działaliśmy na zaawansowanym etapie. Oczywiście, że miałem wpływ na transfery, ale nie byłem pomijany przy nowym rozdaniu. Był konsultowany każdy transfer. Ja uważam, że są to argumenty na trochę usprawiedliwianie się, ja nie chcę w to brnąć. Największym problemem z transferami był timing tego, że można i trzeba było to zrobić wcześniej i wtedy może mielibyśmy lepszą sytuację startową”.







Górnik Zabrze
Legia Warszawa
Lech Poznań
Wisła Kraków
Pogoń Szczecin
Korona Kielce
Zagłębie Lubin
Piast Gliwice
GKS Katowice
Jagiellonia Białystok
Wisła Płock
Widzew Łódź
Cracovia
Radomiak Radom
Śląsk Wrocław
Motor Lublin
Wieczysta Kraków
Raków Częstochowa 
KTS Weszło Warszawa
Mazovia Mińsk Maz.
Pelikan Łowicz
Ząbkovia Ząbki
Wisła II Płock
Jagiellonia II Białystok
Świt Nowy Dwór Maz.
Warta Sieradz
Widzew II Łódź
Wigry Suwałki
Olimpia Zambrów
Lechia Tomaszów Maz.
ŁKS II Łódź
Olimpia Elbląg
Mławianka Mława
KS CK Troszyn
Polonia Lidzbark Warm.
ŁKS Łomża
A mi zabraklo zbudowania kilku zawodnikow . Styl stylem . Wyniki roznie wiadomo . A to sedzia a to slupek . Czasami dzieja sie cuda . Ale co trener zrobil z Bergierem ? Caly okres przygotowawczy przeszedl i cien zawodnika . Pierwszy mecz Vuko w tantym sezonie i piekna branka Kornviga z Lechem ktiry byl w gazie . Pozniej z kazdym meczem pod jego wodza dunczyk gasł w oczach . Shehu , alvarez ,krajewski ,Bergier , Kornvig , Wisnia , kazdy z nich wszedl w sezon pod forma , niepewny , elektryczny , masa glupich strat czy prostych niedokladnych podan… Czytaj więcej »
Jeszcze raz szacunek trenerze
Głupio nie gada, dzięki Vuko za utrzymanie , mimo, że jesteś Legionistą to masz klasę. Powodzenia w dalszej karierze.