A. Duda: „To był mój najgorszy okres w przygodzie z piłką”

14 lutego 2019, 19:27 | Autor:

Adam Duda przychodził do Widzewa z misją pomocy klubowi w powrocie do Ekstraklasy. Strzelił jednak tylko jedną bramkę i już po pół roku opuścił Łódź. Właśnie ukazał się wywiad z nim, którego część dotyczy właśnie tego okresu.

– Gdy trafił pan do Widzewa, ten miał swoje duże problemy organizacyjne i finansowe. Nie czuł pan obawy, przychodząc do dużego klubu, który był jednak w największym kryzysie od wielu lat?

– Miałem obawy, zwłaszcza że miałem z Lechią jeszcze dwuletni kontrakt, mogłem zawsze zostać w rezerwach. Zostałem wystawiony na listę transferową i miałem szukać sobie klubu. Dużo rozmawiałem na temat sytuacji Widzewa. Osoby, które były związane z piłką, mówiły, żebym zaryzykował, gdyż Widzew jest tak dużą marką, że zawsze znajdzie się osoba, która pomoże klubowi przetrwać.

– To pana przekonało?

– Tak, bo też uważałem, że Widzew to klub z dużą historią. Mam wrażenie, że wyobraźnia prezesa Cacka była za duża, to był jeden z problemów RTS. Klub przed chwilą spadł z Ekstraklasy, średnia wieku składu była bardzo niska. Ciężko było robić awans tak niedoświadczonym zespołem. Oczywiście, piłkarze byli perspektywiczni, jednak brakowało liderów i doświadczonych zawodników, którzy wprowadziliby dyscyplinę, zarówno w szatni, jak i na boisku. Wynik na początku był bardzo słaby, później było tragicznie, by nie powiedzieć beznadziejnie. Zarówno wynik sportowy, jak i atmosfera na linii włodarze klubu – kibice nie nastrajały optymistycznie.

– Atmosfera wśród kibiców faktycznie była fatalna – wojna z Sylwestrem Cackiem, szydera z trenera Tylaka. Nie pomagało to chyba w grze?

– Faktycznie, ciężko było się skupić na grze, skoro kibice szydzili z nas już na rozgrzewce, gdy pojawiało się jakieś niecelne zagranie. To nie pomagało. Nawet po meczu, gdy chcieliśmy podziękować kibicom, którzy faktycznie wspierali nas przez cały mecz, słyszeliśmy wyzwiska. Było nam bardzo ciężko, bo każdy z nas grał najlepiej jak potrafił, choć cele postawione przed zespołem były moim zdaniem zbyt duże jak na potencjał drużyny.

– Jak to było z tym najdziwniejszym zdaniem, które usłyszał pan w szatni od trenera?

– „Przecież nikt nie umarł!” (śmiech) Szczerze mówiąc, cały czas nie mogę w to uwierzyć. Z chłopakami z tamtego zespołu często to wspominamy. W tamtym momencie nie było to jednak ani śmieszne, ani profesjonalne. To świadczy jednak o trenerze, bo jeżeli przegrywasz siódmy mecz z rzędu, wchodzisz do szatni i mówisz „Nic się nie stało, przecież nikt nie umarł”… (chwila ciszy) Mówiąc delikatnie, jest to mało profesjonalne. Przyznaję, że to miało miejsce, ale nic z tym już się nie zrobi. Często się mówi, że piłkarza weryfikuje boisko. To samo odniesienie można zastosować do trenerów. Wiadomo, każdy z nas miał swoje za uszami, jeżeli jednak trener tak się wypowiada do piłkarzy po kolejnej porażce, to można się domyślać, że dużej kariery nie zrobi.

– Kto był lepszym trenerem – trener Tylak czy trener Pawlak?

– Trener Tylak, w rankingu trenerów, z którymi współpracowałem, byłby przed trenerem Pawlakiem, oczywiście w pozytywnym sensie. Warsztat trenera Tylaka był może średni, jednak przede wszystkim był szczerym i dobrym człowiekiem. Myślę, że to też powinien być czynnik, przez który powinniśmy oceniać współpracowników. Nie chcę, żeby to, co mówię, było odbierane jako wylewanie żali czy też próba odgryzienia się na trenerze Pawlaku. Wszystko weryfikuje wynik, przegraliśmy siedem spotkań z rzędu, co też dużo mówi o jego warsztacie. Moim zdaniem zabrakło zarówno u trenera Pawlaka, jak i u całego ówczesnego sztabu właśnie „bycia człowiekiem”. Drugi trener potrafił na rozgrzewce przed meczem mówić nam, że ładnie wyglądamy w telewizji, ale nie potrafimy grać w piłkę i lepiej by było, żebyśmy może zaczęli robić coś innego. Działało to na nas destrukcyjnie.

– W pewnym sensie przeszedł pan do historii Widzewa. Bramka, którą strzelił pan Arce, dała pierwsze zwycięstwo na wyjeździe od blisko dwóch lat.

– Dobrze pamiętam ten mecz i śpiew kibiców Widzewa po meczu: „My dwa lata czekaliśmy, aż tu w końcu wygraliśmy”. Mieliśmy nadzieję, że to spotkanie będzie dla nas meczem przełomowym. Dla mnie też to była wyjątkowa chwila, bo to pierwsza bramka strzelona Arce w rozgrywkach seniorskich. Radość po tym meczu była potrójna. Myślę, że dla większości piłkarzy, którzy wtedy występowali w Widzewie, ten mecz jest takim dobrym wspomnieniem, dzięki któremu nie możemy powiedzieć, że wszystko w Łodzi było złe. Ten wieczór był dla nas bardzo przyjemny.

– W najważniejszym meczu dla kibiców w tamtej rundzie – pożegnaniu starego stadionu – pan nie wystąpił. Żałował pan, że nie wyszedł w takim spotkaniu, przy takiej atmosferze?

– Ciężko powiedzieć, bo moja sytuacja też była zupełnie inna. Przychodząc do Widzewa, nie byłem piłkarzem anonimowym – działacze wiązali ze mną nadzieje, tak samo kibice. Odczuwałem większą presję, jak i usłyszałem dużo szydery czy przykrych słów. Mówiąc prawdę, cieszyłem się, że nie muszę występować w tym spotkaniu, bo psychicznie byłem na kompletnym dnie. To był mój najgorszy okres w przygodzie z piłką. Oczywiście, atmosfera była bardzo dobra, taka, jaka powinna być na każdym meczu Widzewa. Po spotkaniu, podczas rundy wokół trybun, usłyszeliśmy zarówno teksty „Panowie, przyłóżcie się i walczcie za ten klub”, jak i wyzwiska od najgorszych. Tych drugich było zdecydowanie więcej. To było traumatyczne przeżycie. Po tym meczu przyszedłem do domu kompletnie zdołowany.

– Po tej rundzie miałeś półroczną przerwę w grze.

– Niestety. Pamiętam, że Sylwester Cacek, trochę w pojedynkę, starał się jakoś uratować klub przed spadkiem. Zatrudnił trenera Stawowego, który powiedział mi na pierwszym treningu, że gra taktyką bez napastników i mam sobie szukać klubu. Problem był w tym, że z Widzewem miałem dwa i pół roku kontraktu, a za sobą rozegraną fatalną rundę. Ciężko było znaleźć nowy klub, dodatkowo żona znalazła sobie pracę w Łodzi, więc nie chciałem co pół roku zmieniać miejsca zamieszkania. Zresztą, dzwonił do mnie prezes Cacek, który mówił, że nie chce mnie stracić, bo jestem wartościowym zawodnikiem. Prezes powiedział, że porozmawia z trenerem, by dał mi szansę na treningach, a ja mam go przekonać do siebie.

– Nie udało się?

– Na zajęciach wszystko wyglądało ok, prezes poprosił szkoleniowca, bym mógł pojechać na obóz do Turcji. Pojechałem na obóz, jednak trener Stawowy podczas sparingów nie dawał mi szansy gry. Po jednym z przegranych sparingów szkoleniowiec wybuchł przed drużyną, powiedział, że nie będzie mnie w klubie i od jutra nie będę trenował z pierwszym zespołem. Widzew nie miał rezerw, więc trenowałem z juniorami starszymi. Nie grałem pół roku, na szczęście zacząłem współprace z trenerem mentalnym, Pawłem Drużkiem, któremu do dziś dziękuję za pomoc. Zacząłem też pracować mocno na siłowni, bo tego brakowało mi w początkowych latach kariery. Szkoda, że przez pół roku nie mogłem grać w piłkę, jednak dużo pracowałem nad sobą i zmieniłem sposób patrzenia na piłkę. Najgorsze w tym wszystkim było to, że przez pół roku nie dostałem wypłaty, straciłem wszystkie oszczędności – w końcu musiałem z czegoś żyć. Przykro mi, że klub tak postąpił, bo problemy finansowe, które rozpoczęły się wtedy, odczuwam do dziś.

– Wcześniej pańska kariera wyhamowała u trenera Probierza, ale w Widzewie wjechał pan z impetem w ścianę i doszczętnie się rozbił.

– Trafił pan w dziesiątkę. Bardzo mi szkoda, że Widzew nie wywiązywał się z postanowień finansowych. Z drugiej strony, do końca życia zostanie mi to, że Paweł Drużek postawił mnie na nogi i pomógł wyjść z dużego dołka psychicznego. Fajnie było po tej kraksie pokazać, że jeszcze się nie poddałem. W Pogoni Siedlce w pierwszej rundzie strzeliłem siedem bramek, pokazałem, że to nie jest mój koniec.

– Gdyby nie trener mentalny, skończyłby Pan karierę po Widzewie? 

– Raczej nie, choć nie grałbym na pewno na poziomie II i III ligi. Ofert z klubów nie było, wsparcie miałem tylko od rodziny. Gdyby nie trener mentalny, wróciłbym w rodzinne strony i kopałbym w dużo niższych ligach. Gram w piłkę od siódmego roku życia, to jest moja pasja i styl życia, ciężko byłoby mi bez tego funkcjonować.

Rozmawiał Karpiu

Pełną treść wywiadu znaleźć można na blogu „Piłka Karpia” TUTAJ.

14
Dodaj komentarz

12 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamil Ż

Pawlak? Gdzie tylko jakieś wydarzenie ten zawsze obecny być musi. Pewnie liczy na jakąś posadkę w klubie. Niech lepiej trzyma się z daleka od Widzewa. Szacunek za to że naklepał trochę bramek dla Widzewa ale on kompletnie nie pomagał odbić się od dołka za czasów Cacka. To o czym Duda opowiada… aż się człowiekowi wstyd robi. To już do Pana Tylaka który jest podobno kibicem ŁKSu mam większy szacunek. Pamiętam jak właśnie chyba z tą Arką Gdynia się cieszył po bramce Dudy i było widać że to była szczera radość ale co on więcej mógł? Cacek go wystawił na pośmiewisko… Czytaj więcej »

Ciapaty

Jeden z wielu. Już nawet nie pamiętam że ktoś taki u nas grał.

Adam jako kibic Widzewa przykro mi ,że tak z Tobą postąpiono. Wierz mi ,że my kibice Widzewa patrzyliśmy na to co się wtedy działo z klubem ze wstydem i rozpaczą i z poczuciem ,że nie możemy nic zrobić. Szkoda ,że ówczesny właściciel klubu nie zdecydował się rozliczyć chociaż z zawodnikami. Dobrze się stało ,że zaczęliśmy od 0 z innymi ludźmi prawdziwymi kibicami Widzewa , teraz pniemy się w górę.Pozdrawiam

Rydiek

Pozdrawiam kibica, który na forum napisał złotą radę: „Trzeba zwolnić Tylaka i zatrudnić Przodaka”. Mimo upływu lat cały czas się z tego śmieje jak mi się przypomni! :)

1910 W

pawlak to kałesiak i piąta kolumna w tamtym czasie i zakaz wstępu dla niego na WIDZEW.

Mariusz

Troche szkoda mi się go zrobiło, no ale musi przyznac ,że krytyka i szydera była jednak zasłużona. Pamietam pilkarza nazwiskiem Augustyniak, z niego kibice nie robili az takiej szydery, mimo trudnej sytuacj.A zachowanie Pawlaka i innych ludzi zwiazanych z cackiem przemilczmy.

ObserwatorRTS

Pamietam gościa jak biegał po boisku co mecz bez pomysłu . Trener może być odpowiedzialny za wynik i taktykę ale każdy gra swoje . Sory ale to nie jest widzewiak z charakterem jak jego kibice !!

Mar

Plus, ze chlopok nie mowi o karierze, a o przygodzie z pilka.

Karamboll

Jak mi sie przypomina era tego kapuscianego łba Cacka to aż mi sie w wątrobie przelewa. O dczasu jak przejął sfinksa nigdy nie byłem, i nie będę gościem żadnej z jego restauracji. O ile ta sfinskowa kaszanę mozna nazwać restauracja….
Nigdy nie zapomnę tej jego megalomanii. I tych bardzo wielkich słów bardzo małego człowieka.
Obym go nigdy nie spotkał po pijaku na ulicy…..l

Merrid

Obym nigdy go nie spotkał….

Karamboll

Masz rację. Zła składnia językowa, a raczej przejęzyczenie. Pani od polskiego pewnie przekręciła by sie w grobie.
Wyyybaczcz

Hydro

Czytając ten wywiad stwierdzam że wszyscy są be a jedynie pan piłkarz jest święty. Tymczasem zajrzyjmy w cyferki,14 meczów, ponad 800 minut na boisku i jedna, podkreślam jedna bramka. Chyba dość kompromitujące statystyki jak na gościa mieniącego się napastnikiem.
Nie chcę rozgrzeszać ani Pawlaka, ani Tylaka ani tym bardziej Cacka, ale Duda też powinien uderzyć się w piersi bo ciężko oglądało się ten piach, który on grał.

mirko

Jaka forma taki okres.

koko95

Wywiad z pozdrowieniami dla troli co piszą jak bardzo się źle dzieje w Widzewie aktualnie…. trio trenerskie pawlak,tylak,stawowy zaorali nam widzew prosto do II ligi. Ja wiem że oczywiście to nie tylko ich wina ale jednak jestem przekonany że jakby Cacek honorowo nie wywalił mroczka to klub utrzymał by się w tej I lidze… Jak przypominam sobie antytrenera Pawlaka robi mi się słabo… do układanki jeszcze Stawowy trener funkcjonujący w innym wymiarze rzeczywistości. Chyba sympatyczny Pan Włodek był najlepszy bo był urokliwie bezradnym starszym panem co nawet nie udawał że nic nie ogarnia… Na tym tle narzekanie na Smudę z… Czytaj więcej »

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress