J. Bartkowski: „W Widzewie spełniłem swoje marzenia”
6 listopada 2026, 18:32 | Autor: RedakcjaJuż w sobotę Widzew Łódź zmierzy się z Pogonią Szczecin. Jedną z osób które łączą obydwa te kluby jest Jakub Bartkowski. Obrońca zaczynał swoją przygodę z piłką w barwach Widzewa, natomiast w Pogoni święcił swoje największe sukcesy sportowe. Porozmawialiśmy chwilę z aktualnym zawodnikiem Victorii Września o jego dotychczasowej karierze, aktualnym Widzewie oraz planach na przyszłość.
– Widzew był klubem z którego wypłynął pan na głębokie wody, jeżeli chodzi o zawodowy futbol. Śledzi pan obecne losy swojego pierwszego klubu w karierze?
– No jasne, że tak. Śledzę losy polskiej piłki. No i śledzę też pewnie trochę dokładniej losy Widzewa.
– Za czasów gry w Widzewie był pan bardzo obiecującym, młodym obrońcą. Należał pan wtedy do grupy tzw. „dzieciaków Mroczkowskiego”. Jak wspomina pan tamten okres gry w barwach Widzewa oraz postać samego trenera Mroczkowskiego?
– Wspominam bardzo dobrze, bo to był czas, kiedy wchodziłem do dorosłej piłki i udało mi się zadebiutować w Ekstraklasie. Zresztą w Widzewie spełniłem swoje marzenia z dzieciństwa, bo z racji tego, że jestem z okolic Łodzi to zawsze kibicowałem Widzewowi. Zawsze to było moje marzenie. To się udało – więc wspomnienia mam w samych superlatywach. Jeżeli chodzi o trenera, to oczywiście darzę go wielkim szacunkiem. To on na mnie postawił w tamtym momencie, więc na pewno mam do niego duży sentyment.
– Po Widzewie grał pan dla kilku uznanych marek w swojej karierze. Wisła Kraków, Lechia Gdańsk, Warta Poznań czy Pogoń Szczecin – czyli najbliższy rywal Widzewa. I właśnie w Szczecinie najdłużej pan zagrzał miejsce i chciałbym się zapytać, czy czuje się pan dzisiaj bardziej „Portowcem” czy Widzewiakiem?
– Łącząc wszystkie lata to jednak w Widzewie grałem dłużej, bo to było jedenaście lat. Zaczynałem od juniorów Widzewa, zespół rezerw, Młodą Ekstraklasę i dopiero trafiłem do pierwszej drużyny. Więc całościowo sentyment mam większy do Widzewa, aczkolwiek Pogoń też ma specjalne miejsce w mojej karierze, bo tam święciłem największe swoje sukcesy sportowe, więc Pogoń też dobrze wspominam.
– Będzie pan oglądał mecz w sobotę? Serce panu mocniej zabije?
– Na pewno jestem ciekawy jak ten mecz będzie wyglądał. Nie gram już w ani jednym, ani w drugim klubie – ale na pewno będę ten mecz obserwował. Pogoń nadspodziewanie dobrze radzi sobie w tym sezonie, natomiast Widzew jest niestety na drugim biegunie i jest jedną z tych „niespodzianek” w negatywnym znaczeniu jeśli chodzi o punktowanie.
– Jak ocenia pan aktualny zespół Widzewa i dlaczego pana zdaniem Widzew nie potrafi regularnie punktować w lidze?
– Wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie władze Widzewa szukają od dwóch sezonów. Ciężko znaleźć jedną odpowiedź tak naprawdę. Były robione transfery, zmiany trenerów a cały czas te wyniki są jakie są. Na ten moment wydaje mi się, że w tej drużynie nie ma wspólnego ducha. Tutaj szukałbym przyczyny słabych wyników – ale mogę o tym mówić tylko z perspektywy widza. To co tak naprawdę się tam dzieje musi zdiagnozować trener Stolarski. On też jest w ciężkiej sytuacji, bo przyszedł jako nowy trener, wyników nadal nie ma i z kolejki na kolejkę Widzew jest w coraz gorszej sytuacji.
– Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do czasów pana gry w Widzewie. Tamta drużyna z panem w składzie, potrafiła przynieść kibicom radość z perspektywy murawy. Odwrotnie niż to miało miejsce w „kuluarach”, gdzie coraz częściej mówiło się o problemach finansowych klubu. Jaki to miało wpływ na zawodników?
– Wydaje mi się, że różnica między tamtym Widzewem a obecnym polega na różnicy w presji. Teraz w Widzewie niczego nie brakuje – jest pełen stadion, ogromne zasoby finansowe, są transfery gotówkowe, a jeśli pojawiają się transfery gotówkowe to wszystko powoduje, że przychodzą też coraz większe oczekiwania wobec tych zawodników. Kibice Widzewa też są głodni sukcesów tego klubu. To też wszystko pobudza wyobraźnię – kwoty na transfery, znane nazwiska np. reprezentantów Polski. A mimo to nadal to się nie zazębia. W moich czasach takich oczekiwań nie było. Oczywiście w Widzewie zawsze chciano wygrywać i mieć najlepsze wyniki. Ale jednak jak ta sytuacja finansowa była bardzo słaba, to te oczekiwania też były mniejsze. Trochę łatwiej było nam wszystkim – wydaje mi się, że to była największa różnica. A jeżeli chodzi o problemy finansowe, to wydaje mi się że z perspektywy piłkarza nie powinno to wpływać na grę. Przynajmniej ja tak do tego podchodziłem. Odstawiałem to na bok i po prostu robiłem swoje. Tak zostałem wychowany, tak też się kształciłem. Zawsze liczył się wynik i gra, a cała reszta zostawała tam gdzieś z boku.
– Kiedy grał pan w Widzewie, to wielu kibiców pamięta pana jako utalentowanego młodzieżowca. Teraz jest już pan bardzo doświadczonym zawodnikiem występującym w Victorii Września, chciałbym się zapytać – w szczególności dla kibiców, którzy gdzieś stracili pana z radaru – skąd pomysł na taki rozwój kariery oraz czy pojawiły się u pana myśli o odwieszeniu butów na kołek?
– Świadomie taką decyzję podjąłem, ponieważ rodzinnie zostaję w Poznaniu. Tutaj się osiedliliśmy, żona w tym miejscu założyła firmę, dzieci chodzą do szkoły. Życie piłkarza jest z jednej strony fajne, ale gdy już się powoli zbliża koniec kariery to trzeba dokonywać wyboru – gdzieś ostatecznie trzeba się osiedlić. Podjęliśmy decyzję, że rodzinnie zostajemy w Poznaniu, a Września jest niedaleko, Victoria to klub trzecioligowy. Na pewno są to już moje ostatnie sezony, nie wiem dokładnie ile ale wieku się nie oszuka. Robię w tej chwili kurs trenerski, jestem właściwie na końcówce. W grudniu kończę licencję UEFA A. Notabene jestem w trakcie zajęć mikrogrup, których trenerem-edukatorem jest Radosław Mroczkowski – więc w dobrym timingu akurat pan zadzwonił. Trenuję już w Poznaniu – prowadzę GES Sport Academy Poznań, rocznik 2010. Można więc powiedzieć, że zostaję w piłce, ale na razie łączę funkcję piłkarską z trenerską.
– Siódmego listopada swój mecz rozegra Widzew Łódź z Pogonią Szczecin, a Jakub Bartkowski w tym samym dniu będzie obchodził swoje 35 urodziny. Czego – oczywiście poza wygraną Victorii Września, która też będzie grała wtedy swój mecz – można panu życzyć?
– Pewnie zdrowia, to jest najważniejsze i od tego trzeba zacząć. Nic więcej nie trzeba. Jeśli chodzi o mecz, to myślę że Widzew się przełamie i wygra to spotkanie. Na to liczę, bo to jest za duża marka by tak słabo się prezentować. Aczkolwiek nie będzie też łatwo, bo Pogoń jest w dobrej formie. Ale jeśli miałbym się zabawić w typowanie, to myślę że Widzew się przełamie.
Rozmawiał Mateusz






Lech Poznań
Górnik Zabrze
Legia Warszawa
Pogoń Szczecin
Zagłębie Lubin
GKS Katowice
Piast Gliwice
Wisła Kraków
Jagiellonia Białystok
Korona Kielce
Motor Lublin
Wisła Płock
Cracovia
Widzew Łódź
Radomiak Radom
Śląsk Wrocław
Raków Częstochowa
Wieczysta Kraków 
KTS Weszło Warszawa
Wigry Suwałki
Mazovia Mińsk Maz.
Świt Nowy Dwór Maz.
Ząbkovia Ząbki
Wisła II Płock
Warta Sieradz
Pelikan Łowicz
Olimpia Zambrów
Jagiellonia II Białystok
Widzew II Łódź
ŁKS II Łódź
Olimpia Elbląg
Lechia Tomaszów Maz.
Polonia Lidzbark Warm.
KS CK Troszyn
Mławianka Mława
ŁKS Łomża