Widzew Łódź – Resovia 0:1 (0:0)

3 listopada 2019, 13:05 | Autor:

Padła łódzka twierdza. W meczu na szczycie II ligi lepsza okazała się drużyna Resovii, która wygrała z Widzewem 1:0. Jedyny gol został zdobyty w doliczonym czasie spotkania, ale trzeba zaznaczyć, że stało się to po ewidentnym błędzie arbitra, dla którego był to dopiero czwarty mecz na szczeblu centralnym.

Obie ekipy przystąpiły do hitu 16. kolejki nieco zmęczone występem w Pucharze Polski. We wtorek goście podejmowali Lecha Poznań i dostali lanie aż 0:4, z kolei dzień później łodzianie powalczyli z Legią Warszawa, przegrywając u siebie 2:3. Granie w środku tygodnia spowodowało małą rotację w składach. Goście dokonali trzech roszad, widzewiacy tylko jednej.

Widzew pod pierwszych minut starał się narzucić swoje warunki. Goście specjalnie im w tym nie przeszkadzali, szukając swoich szans w kontratakach. Po jednym z nich, przeprowadzonych prawą stroną boiska, strzelał Adrian Dziubiński, ale mocno chybił. W 19. minucie z szybkie wyjście lewym skrzydłem wykonali łodzianie. W pole karne wbiegł Kornel Kordas, który dobrze wypatrzył Daniela Mąką. Byłaby to okazja 100%, gdyby nie interwencja jednego z obrońców, który adresatowi zagrania zdjął piłkę z nogi. Chwilę później główkował Szymon Feret, ale futbolówka spadła na górną część siatki.

W 27. minucie kibicom stanął przed oczami obrazem z meczu z Legią, znów rywale mieli otwartą lewą stronę, choć tym razem błąd popełnił Sebastian Rudol. Na szczęście Serhij Krykun zwlekał z decyzją i ostatecznie jego strzał nogami na rzut rożny sparował Wojciech Pawłowski. Stoper raz jeszcze nie popisał się, źle ustawiając do górnego podania do Daniela Świderskiego. Do końca napierał jednak na byłego gracza RTS i pomógł Pawłowskiemu w sytuacji niemal sam na sam. W 32. minucie bliski otwarcia wyniki był natomiast Marcin Robak, lecz jego główka nieznacznie minęła słupek od niewłaściwej strony.

Spotkanie było żywe i sprawiało wrażenie wyrównanego, jak przystało na starcie dwóch liderów. Akcja przenosiła się spod jednego pola karnego pod drugie, ale obu zespołom brakowało szczęścia lub po prostu spokoju w końcowych fazach ataków. Głowa zagotowała się również Mące, który faulując w środku pola obejrzał czwartą żółtą kartkę i do Pruszkowa pojedzie co najwyżej na wycieczkę.

Druga połowa zaczęła się od odważniejszych ataków gospodarzy. W 49. minucie indywidualnie akcję próbował kończyć Mąka. Pomocnik zakręcił Sebastianem Zalepą, ale w momencie oddania strzału z interwencją zdążył Dawid Kubowicz. To wejście rzeszowianina miało jeszcze poważniejsze konsekwencje, bo zawodnik z poważnym urazem na noszach opuścił boisko. Zastąpił go Christopher Mandiangu, który miał coś do udowodnienia po nieudanym występie przeciwko legionistom. Dość szybko doczekał się szansy na gola, ale po świetnej akcji Przemysława Kity został zablokowany przy uderzeniu.

Kolejnej niezłej sytuacji doczekaliśmy w 67. minucie. Mandiangu podał do Robaka, a ten kąśliwie posłał piłkę w kierunku długiego rogu. Nie nadał jej jednak właściwej rotacji i przyjezdni mogli odetchnąć z ulgą. Czas upływał, ale zamiast pod bramką Resovii, goręcej zaczęło być pod w polu karnym łodzian. Szczególnie w 78. minucie, gdy Feret na drugim słupku zamykał dośrodkowanie spod linii końcowej. Do końca naciskał na niego rezerwowy Michael Ameyaw i skończyło się na pudle z dwóch metrów!

Na ostatnie dziesięć minut Widzew uzyskał optyczną przewagę, ale broniący się całą drużyną rzeszowianie nie zostawiali nawet małej luki. Trzeba było decydować się na indywidualne próby, w 85. minucie lewą nogą zrobił to Łukasz Kosakiewicz, ale choć strzelił mocno i celnie, Wojciech Daniel nie miał problemów ze złapaniem piłki. Goście pokazali się tylko raz, gdy niezbyt wymagające uderzenie z dystansu oddał Dziubiński. W 89. minucie powtórkę z Boguchwały chciał sobie zafundować Rafał Wolsztyński. Napastnik wyskoczył do dośrodkowania Kosakiewicza, jednak jego celna główka została wyłapana przez Daniela.

Z powodu kontuzji sędzia postanowił doliczyć aż siedem minut. W tej drugiej doszło do trzęsienia ziemi. Paweł Dziopak nie odgwizdał ewidentnego zagrania ręką przez jednego z przyjezdnych, co dało kontrę Resovii. Krykun ruszył prawą stroną, uciekł całej formacji obronnej i wpadł w pole karne. Ukrainiec podał do wbiegającego Radosława Adamskiego i było 0:1!

Stracony gol zmusił piłkarzy Kaczmarka do jeszcze większego wysiłku, ale mimo posiadania piłki, nie potrafili oni zagrozić bramce przeciwnika. Próbował m.in. Mateusz Możdżeń, ale wyrównującego trafienia nie było. Spotkanie zakończyło bolesną porażką, pierwszą ligową przed własną publicznością w tym sezonie i drugą ogólnie w odstępie czterech dni.

Widzew Łódź – Resovia 0:1 (0:0)
90+1′ Adamski

Widzew:
Pawłowski – Kosakiewicz, Rudol, Tanżyna, Kordas – Mąka (51′ Mandiangu), Możdżeń, Poczobut, Gutowski (62′ Ameyaw) – Kita (74′ Wolsztyński), Robak

Rezerwowi: Wolański – Turzyniecki, Zieleniecki, Pięczek, Gąsior, Radwański

Resovia:
Daniel – Geniec, Kubowicz, Zalepa, Mikulec – Feret (90+4′ Hajduk), Kaliniec (90′ Domoń), Płatek, Krykun – Dziubiński – Świderski (86′ Adamski)

Rezerwowi: Gnatek – Frankiewicz, Twardowski, Kantor, Makowski, Radulj

Żółte kartki: Rudol, Mąka, Wolsztyński – Daniel

Sędzia:

Widzów: 16 643

Subskrybuj
Powiadom o
93 komentarzy
Starsze
Nowsze Najwięcej ocen
Inline Feedbacks
View all comments

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
93
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x