Z ukrycia: „Na dwóch napastników?”
30 czerwca 2020, 08:30 | Autor: Redakcja
Od dość długiego czasu na WTM nie pojawiały się żadne felietony. Sporo osób domagało się jednak przywrócenia takiej formy, dlatego postanowiliśmy skorzystać z Waszych rad i zaprosić do pisania pewną postać. W widzewskim środowisku znaną, ale pragnącą zachować anonimowość. Stąd nazwa cyklu: „Z ukrycia”. O czym w premierowym odcinku? Zapraszamy do sprawdzenia!
„Na dwóch napastników?”
Uwielbiam dyskusje o piłce – serio. Nie ma nic lepszego niż rozmowa o ustawieniu, taktyce, ostatnim meczu, zmarnowanych sytuacjach, błędach defensywy (ostatnio głównie naszej). W sumie to znaczna część naszego kibicowania – w końcu mecz mamy maksymalnie dwa razy w tygodniu, więc co robić w pozostałe pięć dni? Nic, tylko prowadzić dysputy.
No właśnie – dyskusja. Często zarzucaliście, że na WTM nie ma felietonów. To teraz będą. Nie będzie to głos całej redakcji (bo nie jesteśmy partią polityczną), ale mój, indywidualny. Trochę z ukrycia. Będę starał się z Wami rozmawiać, dyskutować, przedstawiać swój punkt widzenia. Bo wiecie, skoro nie mogę tego robić na Twitterze czy na innych portalach społecznościowych, to będę prowadził dialog tutaj. Do czego osobiście wszystkich zachęcam. Rzecz jasna, z kulturą!
Dwóch napastników – mam wrażenie, że marzenie większości kibiców. Czego bym nie czytał, jakiej rozmowy nie podsłuchał, czy kogo nie zapytał – zawsze widzę lub słyszę jedno: „Grajmy na dwóch napastników”. Jakby dwóch napastników gwarantowało, że drużyna zacznie strzelać więcej bramek. W sumie, idąc tym tokiem rozumowania, patrząc na grę naszej defensywy, zamiast prosić o dwóch napastników, powinniśmy błagać o grę pięcioma obrońcami. Skoro jeden napastnik więcej uleczy nasze problemy z przodu, to dodatkowy obrońca sprawi, że nie będziemy popełniać błędów w kryciu czy ustawieniu, prawda?
A tak poważnie. Rozgorzały głosy, że Robak z Wolsztyńskim powinni grać razem w ataku. Były piłkarz Górnika sam dodał kilka argumentów do tej narracji – strzelił hat-tricka, a gdyby miał trochę więcej spokoju, to praktycznie sam by zremisował nam mecz. Szczerze? Nie dziwią mnie takie głosy kibiców. Dwóch bramkostrzelnych napastników w jednej linii – marzenie każdego fana, obojętnie jakiej drużyny. Nawet jeżeli jest to trochę irracjonalne, to kibic ma prawo marzyć o każdej możliwej wyjściowej jedenastce. Ale żeby trener, jeszcze na dorobku, takie populizmy mówił…
Chodzi mi, rzecz jasna, o słowa trenera Sławomira Majaka, które wypowiedział w rozmowie z Bartkiem Stańdo (pozdro Bartek!). Rozmowa fajna, całość możecie przeczytać TUTAJ. Szkoleniowiec mówi wiele ciekawych rzeczy, chociażby o częstotliwości zmian trenerów w klubie. Do większości tego wywiadu trudno, naprawdę trudno się przyczepić. Jednak skoro jedna z byłych gwiazd Widzewa pyta (słowa „legenda” nie będę mimo wszystko używał): „Pojawia się pytanie: czy nie mogliby grać we dwóch? Dlaczego Wolsztyński gra tak niewiele, skoro strzela tak często?”, to jako troszkę czepliwy i gadatliwy człowiek, odpowiem. I nie, nie odpowiem jednym słowem, chociaż mógłbym.
Na początku chwila nauki. Heraklit z Efezu – wspaniały filozof, który jest autorem wielu mądrych zdań, które na co dzień wniknęły w naszą kulturę. Ba, to on jest twórcą słynnego powiedzenia: „Nie wchodzi się dwa razy do samej rzeki”. Swoją drogą, dziennikarze z dwudziestopięcioletnim stażem cały czas błędnie używają tych słów, jak tak można…? Wracając do tematu – Heraklit mówił też dużo o harmonii przeciwieństw. Arystoteles, kolejny ponadczasowy filozof, tak referował jego poglądy: „Również natura niewątpliwie dąży do przeciwieństw i z nich, a nie z rzeczy sobie podobnych tworzy harmonię…”. Piękne zdanie? Czy nie jest w tym dużo prawdy? Przecież w związkach przeciwieństwa się przyciągają, gwarantując stabilne pożycie. Przeciwne smaki, przykładowo słodko-słony, są dla naszych kubków smakowych tym, czym pierwszy wiosenny deszcz dla rolnika. I, wierzcie, lub nie, ale radzę tak, tak samo w piłce, z przeciwieństw tworzy się harmonię.
Spójrzcie, przykładowo na środek obrony. Gdy postawimy tam dwóch wieżowców bez techniki, to będziemy wygrywać wszystkie górne piłki, ale o grze po ziemi będziemy mogli zapomnieć. Z drugiej strony, gdy będziemy mieć dwóch niskich stoperów o bajecznej technice, to będziemy bombardowani wrzutkami w pole karne, bo przecież dwóch niziołków nie wygra pojedynku główkowego. Choć na pewno będą pięknie wyprowadzać piłkę po ziemi. Niczym w szkole trenerskiej imienia Wojciecha Stawowego!
Środek pomocy? Trzeba mieć jednego przecinaka, by przód mógł grać kreatywnie, nie bojąc się straty piłki i wielkiej dziury w środkowej strefie. Jak damy tylko dwóch przecinaków, to napastnicy będą w polu karnym ozdobą, bo nie będzie miał ich kto obsłużyć. Z napastnikami jest tak samo. Jeżeli damy z przodu „dwie wieże” – przykładowo Kollera i Croucha, to grając bardzo podobnie, będą się one wykluczać. Ba, drużyna będzie miała de facto tylko jeden wariant gry w piłkę – wrzutkę na jednego czy drugiego dwumetrowca. Z niskimi napastnikami tak samo – nie zagrasz im górnej piłki, bo odbiją się od Godina czy innego Van Dijka.
A, niestety – Wolsztyński i Robak to podobny typ napastnika. Ba, niemalże identyczny. Najlepiej czujący się w polu karnym, oczekujący na prostopadłą piłkę, dobrze trzymający linię spalonego, bezwzględny w polu karnym. Wiem, że jednego czy drugiego trudno posadzić na ławce, ale swoimi nawykami, ustawieniem, będą się wykluczać. Zresztą, w tym sezonie Wolsztyński grał od pierwszej minuty razem z Robakiem aż siedem razy – czasami obok niego, czasami trochę niżej – zawsze narzekano na ich współpracę. Zdarzały się momenty wielkiego zrozumienia, co nie powinno dziwić, bo dobrzy piłkarze zazwyczaj potrafią to robić, nawet jak grają krótko wspólnie. Mimo wszystko, to były momenty, pojedyncze akcje.
Gdybyśmy chcieli doprowadzić do sytuacji, że Wolsztyński z Robakiem byliby w stanie grać w jednej linii, w pełni się rozumiejąc, potrzebowalibyśmy kilku spotkań z rzędu (ostatnio było ich sześć i tej nuty porozumienia nie było), ryzykując słabszą grę oraz stratę kolejnych punktów. Owszem, może się okazać, że nagle para Robak – Wolsztyński odpali, ale nie jest to pewne. A czy zaryzykujecie taki ruch, kosztem awansu? No właśnie, trener Kaczmarek też raczej nie.
O dziwo, jakiś czas temu mieliśmy idealną parę do gry dwójką napastników. A tą dwójką była… para Miller – Świderski. Przynajmniej na papierze. Pierwszy techniczny, z dobrą kontrolą piłki i dryblingiem. Drugi – taki stary, angielski typ piłkarza. Walczak, wygrywający główki. Tur bez większej techniki. Jednak ta para była w stanie się uzupełniać. Czy tak by było, nie dowiemy się, bo razem w ataku zagrali raz – w przegranym w Sulejówku spotkaniu z Victorią. Na ich postawę nie patrzyłbym jednak przez pryzmat tego starcia. Trener Cecherz cały okres przygotowawczy katował 4-5-1, by na ten mecz, gdy wiedział, że odchodzi, wyjść ustawieniem 4-4-2.
Choć moim zdaniem, ta dwójka i tak by się nie odnalazła razem. Miller był piłkarzem, który w Drwęcy miał bardzo dużo luzu taktycznego – poruszał się gdzie i jak chciał. W Widzewie by tak nie było. Świderski był za to piłkarzem idealnie skrojonym pod kontry, a my, przynajmniej do momentu awansu do Ekstraklasy, będziemy musieli grać atakiem pozycyjnym. Przyznać trzeba, mimo wszystko, że na papierze to była idealna dwójka do gry z dwoma napastnikami z przodu.
Tym moim długim wywodem odpowiadam trenerowi Majakowi – właśnie dlatego para Robak – Wolsztyński nie mogłaby grać razem. „Wolsztyn” nie jest skrzydłowym, na ofensywnym pomocniku się męczy. On musi być egzekutorem. Tak samo Marcin. A dwóch królów w polu karnym może oznaczać bezkrólewie. Identycznie jak w carskiej Rosji – gdy pojawiło się kilku Dymitrów, w okresie Dymitriad zamiast spokoju powstał chaos.
Osobiście cieszę się, że mamy takiego zmiennika dla Marcina Robaka. Bardziej smuci mnie, że nawet gdy Marcin gra trochę gorzej, nie dajemy mu odpocząć, tylko trzymamy „Wolsztyna” na ławce. Swoją drogą to ciekawe. Wolsztyński naciska na skład, w środku pola mamy zabezpieczenie w postaci Marcela Gąsiora, dobrym zmiennikiem jest „Krzysio” Mandiangu. No i czekamy na powrót Przemka Kity, który byłby lekiem na kilka naszych problemów. A gdzie pozostałe pozycje? Ano właśnie, mamy duuuuże dziury na ławce. Może jednak zostawię ten temat na następną dyskusję. Co Wy na to? Poczytam Was sobie, z ukrycia, a później znów się odezwę.







Cracovia
GKS Katowice
Górnik Zabrze
Jagiellonia Białystok
Korona Kielce
Lech Poznań
Legia Warszawa
Motor Lublin
Piast Gliwice
Pogoń Szczecin
Radomiak Radom
Raków Częstochowa
Śląsk Wrocław
Widzew Łódź
Wieczysta Kraków
Wisła Kraków
Wisła Płock
Zagłębie Lubin 
Jagiellonia II Białystok
KS CK Troszyn
KTS Weszło Warszawa
Lechia Tomaszów Maz.
ŁKS Łomża
ŁKS II Łódź
Mazovia Mińsk Maz.
Mławianka Mława
Olimpia Elbląg
Olimpia Zambrów
Pelikan Łowicz
Polonia Lidzbark Warm.
Świt Nowy Dwór Maz.
Warta Sieradz
Widzew II Łódź
Wigry Suwałki
Wisła II Płock
Ząbkovia Ząbki