30 lat temu Widzew sięgnął po trzecie mistrzostwo Polski!

5 czerwca 2026, 15:57 | Autor:

Dziś mija dokładnie trzydzieści lat od jednego z największych osiągnięć w historii Widzewa na krajowej scenie. Łodzianie zapewnili sobie zdobycie trzeciego mistrzostwa Polski, robiąc to w sposób, którego nikt nie zdołał dotąd powtórzyć!

Przez czternaście lat kibice czerwono-biało-czerwonych czekali na drużynę, która nawiąże do wspaniałych lat 80. W międzyczasie RTS zdobywał medale srebrne lub brązowe, ale też spadał do II ligi. Nadzieję na kolejny sukces przyniósł już sezon 1994/1995, gdy Widzewiacy zostali wicemistrzem. Rok później lepszych w kraju już nie było, choć trzeba przyznać, że Legia Warszawa dzielnie dotrzymywała kroku.

Swoje ambicje ekipa Franciszka Smudy, który przy Piłsudskiego zameldował się pod koniec poprzedniej kampanii, pokazała już w inauguracyjnym sezon mecz z Sokołem Pniewy. Łodzianie rozbili go na własnym stadionie aż 5:0, a dwa gole strzelił rzadko to czyniący środkowy obrońca Tomasz Łapiński. Imponująco Widzew zaprezentował się także w drugim spotkaniu, zwyciężając na wyjeździe z Hutnikiem Kraków 4:1. Trzecie starcie mogło lekko zaniepokoić kibiców, ponieważ drużyna zremisowała w Zabrzu z Górnikiem 1:1, ale kolejne pojedynki rozwiały wszystkie obawy. Piłkarze Smudy szli jak burza, wygrywając pięć razy z rzędu. Seria ta rozpoczęła się od derbowego triumfu na własnym stadionie 3:1.

Później sytuacja się powtórzyła. RTS zremisował (2:2 u siebie ze Stomilem Olsztyn), a następnie czterokrotnie zgarniał komplet punktów. Do pierwszego kluczowego meczu dla losów sezonu doszło w 14. kolejce. Pod koniec października Łodzianie podejmowali największego rywala w wyścigu o mistrzostwo – Legię. Warszawianie prowadzili, ale jeszcze przed przerwą wyrównał Rafał Siadaczka. W drugiej połowie gole już nie padły. Rezultat remisowy sprawił, że na tamtym etapie rozgrywek obaj konkurenci mieli identyczny dorobek – po 35 punktów. Do końca roku widzewiacy rozegrali jeszcze trzy spotkania, ale wygrać zdołali tylko jedno z nich (na wyjeździe ze Stalą Mielec). Dwa pozostałe to remisy z Lechem Poznań (3:3 w Łodzi) i Zagłębiem Lubin (0:0 na boisku rywala). Choć podopieczni „Franza” nie doznali jesienią ani jednej porażki, po pierwszej części sezonu tracili do lidera z Łazienkowskiej punkt.

Wiosna zaczęła się od skromnego zwycięstwa w Szczecinie, po golu niezawodnego Marka Koniarka. Potem RTS pewnie pokonał u siebie Górnik (4:1), a następnie podzielił się punktami z Łódzkim Klubem Sportowym, remisując przy al. Unii 1:1. Od tego momentu maszyna Smudy weszła na oszałamiający poziom, wygrywając dziesięć kolejnych meczów z bilansem bramkowym 28:4! Niemal połowę goli (po sześć) zdobyli w tym okresie Koniarek i Ryszard Czerwiec.

Po tej imponującej serii, Widzew czekał drugi z najważniejszych pojedynków sezonu – wyjazd do stolicy. Na cztery kolejki przed końcem rywalizacji oba zespoły miały po 78 punktów. Dla porównania, trzeci w tabeli Hutnik miał ich o trzydzieści mniej! W lepszej sytuacji byli Legioniści, gdyż w przypadku remisu mogli liczyć na ogólny bilans bramkowy, a ten był dla nich nieco korzystniejszy. Zakładając, że „Wojskowi” wygrają pozostałe trzy spotkania, goście wiedzieli, że muszą wygrać. Po bezbramkowej pierwszej połowie druga zaczęła się dla nich źle – od trafienia Tomasza Wieszczyckiego. Radość Legii trwała jednak tylko trzynaście minut, ponieważ do wyrównania doprowadził zmierzający po tytuł króla strzelców Koniarek. Na siedem minut przed końcem wynik ustalił Piotr Szarpak i trzy tysiące łódzkich kibiców oszalało ze szczęścia!

Do rozegrania pozostawały jeszcze trzy potyczki. Widzew miał trzypunktowy zapas nad Legią, ale wkrótce przewaga zwiększyła się do pięciu „oczek”. Czerwono-biało-czerwoni wygrali przed własną publicznością 4:1 ze Stalą, a wszystkie gole padły łupem „Koniara”, z kolei piłkarze Pawła Janasa niespodziewanie zremisowali 0:0 we Wrocławiu. Taki scenariusz sprawiał, że ekipa Franciszka Smudy jechała w przedostatniej kolejce do Poznania po zapewnienie sobie mistrzostwa kraju. Aby tego dokonać, wystarczało nie przegrać z Lechem. 5 czerwca 1996 roku, a więc dokładnie trzydzieści lat temu, Widzewiacy musieli gonić wynik po trafieniu Piotra Reissa z rzutu karnego. Na przerwę zeszli przegrywając, a Legioniści prowadzili 2:0 w Mielcu, w toczącym się równolegle meczu. W 59. minucie do siatki posłał piłkę Marek Koniarek, a do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. RTS wywiózł ze stadionu „Kolejorza” punkt dający mu pewne zwycięstwo w lidze!

Ostatni mecz miał więc wymiar jedynie prestiżowy. Do Łodzi przyjechał zespół Zagłębia, który w obecności dwudziesty tysięcy świętujących tytuł fanów starał się popsuć fetę. Lubinianie nie przynieśli sobie wstydu, lecz po golu Siadaczki przegrali z nowym mistrzem 0:1. Zespół Smudy zgarnął pełną pulę. Nie tylko po raz trzeci w historii został najlepszą polską drużyną, ale zrobił to nie przegrywając ani jednego spotkania w sezonie! Żadnej innej drużynie nie udało się dotąd powtórzyć tego wyczynu. Swoje powody do radości miał też Koniarek, który rozgrywki zakończył z 29 bramkami i pewnie wywalczoną koroną strzelecką. Widzew był wielki!

Kadra Widzewa w sezonie 1995/1996:

Bramkarze
Tomasz Muchiński, Andrzej Woźniak

Obrońcy
Marek Bajor, Daniel Bogusz, Marcin Boguś, Waldemar Jaskulski, Tomasz Łapiński, Mirosław Szymkowiak

Pomocnicy
Maciej Bielecki, Ryszard Czerwiec, Sławomir Gula, Rafał Kubiak, Paweł Miąszkiewicz, Andrzej Michalczuk, Dariusz Podolski, Piotr Szarpak, Zbigniew Wyciszkiewicz

Napastnicy
Marek Citko, Marek Koniarek, Bogdan Pikuta, Rafał Siadaczka

Trener: Franciszek Smuda

Subskrybuj
Powiadom o
7 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Piotro
4 godzin temu

Ech… byłem w Poznaniu na tamtym meczu. Siedząc za naszą ławką rezerwowych. Co to była za RADOŚĆ. Życzę młodszym kibicom żeby choć raz w życiu przeżyli coś podobnego.

Marcin
4 godzin temu

Miałem ledwo 3 lata i zazdroszczę pokoleniom, które to widziały na żywo. Nie wyobrażam sobie nawet emocji sięgnięcia po tytuł, a co dopiero w takim stylu, to musiało być coś na całe życie :)

Antonio
3 godzin temu

Polacy i jeden Ukrainiec.

Pan_Boczek
3 godzin temu

trzy dekady, kto by pomyślał! byłem dużo młodszy i szczuplejszy

Aleksander
3 godzin temu

Widzew nadal wielki nic się nie zmieniło

BRZOZA
3 godzin temu

Jestem dumny, że byłem wtedy pod zegarem i mogłem cieszyć się i świętować!!!

Grzesiek
2 godzin temu

A na koniec sezonu ta różnica była jeszcze większa: Widzew 88 punktów, legła 85, trzeci Hutnik Kraków… 52 pkt, a czwarty LKS… 49. Przepaść! Takiej tabeli i różnicy umiejętności pomiędzy dwoma czołowymi klubami a resztą stawki polska liga na najwyższym poziomie rozgrywkowym do dziś nie widziała…
I jeszcze jedno: bywały mecze, w których Widzew potrafił kilkakroć odpowiedzieć golem… jeszcze w tej samej minucie, kiedy bramkę stracił, co też nie zdarza się czesto, a pokazuje dodatkowo charakter i klasę drużyny, którą tamten zespół prowadzony przez „Cesarza Franza” posiadał, a czego dziś tak bardzo Nam brak…
DZIĘKUJĘ!

7
0
Would love your thoughts, please comment.x