B. Pawłowski: „Otrzymanie opaski kapitańskiej to było wyróżnienie”

7 lipca 2026, 08:28 | Autor:

Już jakiś czas temu Bartłomiej Pawłowski pożegnał się z Widzewem Łódź po wspaniałej przygodzie. Na kanale Widzew TV opublikowano jeszcze pożegnalny wywiad z kapitanem łódzkiej drużyny. Poniżej fragmenty rozmowy.

O tym, czy w jakimś momencie miał wątpliwości, czy powrót był dobrą decyzją

„Nie było łatwo, bo wszyscy którzy przyjeżdżali, to sprawiali wrażenie, że remis z Widzewem to jest dobry wyczyn i często musieliśmy walić głową w mur, żeby stworzyć jakieś sytuacje. Kibice wspierali nas do samego końca, ale było czuć to rozgoryczenie, kiedy tego gola nie udawało się strzelić, ale trzeba było to znieść. Były też momenty gorsze, gdy zespoły nas tak dobrze kontrowały, że przegrywaliśmy u siebie. Pamiętam też taki mecz, chyba z Resovią, gdzie przegraliśmy chyba 1:4 i wiele osób mówiło, że tego awansu może nie być.

Trzeba było się podnieść i walczyć do końca. Ten mecz wygrany na ŁKS-ie dał nam wiele motywacji. Kluczowe okazało się to ostatnie spotkanie, przy dużej dramaturgii z Podbeskidziem. Kapitan Patryk wyjechał w trakcie meczu do szpitala, doznał wstrząsu mózgu. Ta presja była ogromna, ale mówi się, że ocenia się po końcu, a my byliśmy wtedy taką prawdziwą drużyną i dowieźliśmy awans do końca”.

O wygranych derbach na ŁKS-ie

„To fantastyczny moment, kolejne bardzo ciężkie spotkanie. Czysto sportowo w tamtym meczu ŁKS był trochę lepszy od nas i miał swoje niezłe momenty. Heniu Ravas świetnie się zachował, gdy obronił sam na sam. Niedługo po tym my mieliśmy sytuację, w której dostałem piłkę prostopadłą od Hansena. Skorzystałem z tego podania, minąłem bramkarza i zmieściłem obok niego piłkę w siatce. Rozpędzony ruszyłem w kierunku naszego sektora gości, cały zespół pobiegł za mną. Euforia niesamowita. Pamiętam, że chyba kierownik Pipczyński dał mi koszulkę. To był taki moment, w którym znowu uwierzyliśmy, że awans jest w zasięgu i jesteśmy w stanie to zrobić. Nie było łatwo, każdy liczył na nasze najmniejsze potknięcie”.

O emocjach w wygranym meczu z Legią

„To też był taki mecz wyrównany. Chcieliśmy w końcu po tylu latach wygrać z Legią, mieliśmy już któreś podejście. Fran strzelił bramkę, świetnie nakrył tą piłkę. Kolejny raz przeżywaliśmy emocje porównywalne z emocjami po awansie. Przełamywaliśmy też bariery mentalne o klubie, który się odbudowuje, jest w trakcie reaktywacji, wraca po latach. Widzew był wtedy atrakcyjny i nie czuł żadnego kompleksu przed zespołami, które przyjeżdżały”.

O otrzymaniu opaski kapitańskiej

„To było wyróżnienie. Czułem się bardzo szczęśliwy. W tamtym momencie trener Myśliwiec podejmował decyzję. Patryk [Stępiński] odchodził i wiadomo było, że opaska trafi do kogoś innego. Trener rozmawiał z wieloma zawodnikami i stwierdził, że powierzy opaskę mnie. Mam nadzieję, że przez ten czas dobrze spełniałem rolę kapitana i godnie reprezentowałem opaskę. Przychodzi taki czas, gdy trzeba to oddać i właśnie on nadszedł. Zobaczymy, kto dalej będzie ją nosił. Na pewno w zespole jest kilku piłkarzy, którzy wpływem na zespół mogą sobie z tym poradzić bez problemu”.

O mentalnym radzeniu sobie po zerwanych więzadłach

„Było bardzo ciężko, zadawałem sobie w środku pytania, czy będę jeszcze w stanie wrócić, w jakiej dyspozycji. Żona była wtedy w drugiej ciąży, więc mieliśmy wtedy niełatwą sytuację. Ja wyjechałem na leczenie do Szczecina, po jakimś czasie przyjechała do mnie rodzina i musieli się mną opiekować trochę jak małym dzieckiem, bo byłem unieruchomiony po zabiegu. Przeszliśmy przez to i życiowo na pewno wróciłem silniejszy. Życie nie lubi próżni, a w momencie gdy wracałem, to szatnia była mocno przebudowana, coraz więcej piłkarzy z zewnątrz. Ci piłkarze, z którymi tworzyłem drużynę odchodzili, więc trzeba było odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Gdy wyleczyłem kolano i wróciłem do gry, to pamiętam mecz z Lechią Gdańsk, gdy poczułem coś na rozgrzewce, ale chciałem bardzo grać. W przerwie podczas oględzin u lekarza okazało się, że mam bardzo duże naderwanie, z którym grałem pierwszą połowę. Znowu wypadłem na kilka tygodni. Cały sezon byłem praktycznie kontuzjowany. Doszło też do zmian właścicielskich i zakończył się etap reaktywacji, a rozpoczął etap finansowania i chęci podjęcia rękawic w walce o najwyższe cele w lidze i to w bardzo krótkim czasie. Nie było takiej płaszczyzny do tego, żeby przywracać Bartka Pawłowskiego, bo trzeba było robić wynik na teraz. W wakacje 12 piłkarzy, zimą kolejnych siedmiu – rywalizacja ogromna, wszyscy bardzo jakościowi”.

O coraz mniejszym wpływie na zespół

„Tam, gdzie była płaszczyzna żeby wskoczyć, to zawsze chciałem jak najwięcej tego momentu zachować dla siebie. Za trenera Jovicevicia wskoczyłem na trzy mecze, miałem też swój udział w awansie w Pucharze Polski oraz wygraną z Piastem. Potem znów konkurencja była bardzo mocna, trzeba było walczyć o minuty. W perspektywie tego czasu kontrakt dobiegał końca, a ja chcąc grać w piłkę muszę decydować się na kolejne ruchy odnośnie kariery”.

Subskrybuj
Powiadom o
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
eMM
5 godzin temu

Brawo Bartek, Dzięki!

Maniek
3 godzin temu

Bartek życzę ci awansu chociaż nie lubię arki

Rysiek
3 godzin temu

Powinien byc na fladze LEGENDY.
To jest legenda naszych czasów. Śmiem twierdzić ze gdyby Pawlos nie wrócił do 1 ligi to nie było by awansu do Ekstraklasy. A rok później utrzymania. To on na początku sam ciągnął ten wózek. Byl nasza największą gwiazda 2- 3 sezony

Mario
2 godzin temu

Gdyby nie on nie było by awansu do Ex. Dzięki za wszystko i powodzenia.

Piotro
2 godzin temu

Żegnaj kapitanie. Ze swej strony ( 63 wiosny ) chcę Ci podziękować za te wszystkie chwile wzruszeń i radości, które dawałeś swoją grą, swoim zaangażowaniem, swoimi asystami i bramkami. Mam wrażenie, że to było wczoraj, jak nazajutrz po bramce z wolnego w Białymstoku ( za Niedźwiedzia ) spotkałem Cię w Castoramie. Zazwyczaj nie przeszkadzam w życiu prywatnym ludziom Widzewa, gdy ich gdzieś tam spotykam. Ale nie mogłem się powstrzymać i podszedłem tuż obok i podziękowałem nie tylko za tę bramkę. Chciałbym się mylić, ale długo nie będzie drugiej takiej osoby w naszym ukochanym Widzewie. Nawet w ostatnim roku, gdy praktycznie… Czytaj więcej »

Toma
2 godzin temu

Bartek bardzo zaszkodził sobie meczem z Lechia. Wszedł na sile i duzo przegral ta decyzja. Plus karny nie strzelony?

Ogólnie szkoda ale wspomnienia zostaną. Te fajne głównie

6
0
Would love your thoughts, please comment.x