FCTM on Tour: Wieczne Derby Sofii (2016)

10 maja 2020, 17:29 | Autor:

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie trybuny w Polsce oraz na świecie nie będą się zapełniać. Stąd pomysł, by zaprezentować cykl reportaży z zagranicznych szlagierów, które były rozgrywane podczas ostatniej dekady. Na początek scena bułgarska i Wieczne Derby Sofii!

Zapraszamy do przeczytania relacji ze spotkania pomiędzy CSKA a Lewskim, które odbyło się 15 października 2016 roku, napisanej przez kibica Widzewa z FCTM, z perspektywy trybuny formalnych gospodarzy:

Wieczne Derby Sofii są wydarzeniem, które najmocniej przyciąga uwagę kibicowskiego świata w kierunku trybun Bułgarii. Ponad wszelką wątpliwość są one dla tego kraju tym samym, co Derby Belgradu dla Serbii, Derby Sarajewa dla Bośni i Hercegowiny, czy też pojedynki Dinama Zagrzeb z Hajdukiem Split dla Chorwacji i NK Maribor z Olimpiją Ljubljana dla Słowenii. Wymienione państwa byłej Jugosławii również cechuje dominacja dwóch ekip. Porównując to, co się działo w ostatnich latach podczas powyższych meczów, nasuwa się wniosek, że najwięcej atrakcji zapewniała, obok osławionych konfrontacji Partizana z Crveną zvezdą, właśnie rywalizacja CSKA Sofia z Lewskim – nic oczywiście nie ujmując pozostałym, stanowiącym również europejski top.

Pamiętać należy jednak, że o ile potentaci z Sofii dominują w Bułgarii, to myśląc o tamtejszej scenie kibicowskiej absolutnie nie można zapominać o fanatykach klubów takich jak: Łokomotiw Płowdiw (utrzymujący przyjacielskie kontakty się ze Spartakiem Moskwa), Botew Płowdiw, Sławia Sofia, czy Spartak Warna. Większość sympatyków piłkarskich z tego kraju utożsamia się z radykalnie prawicową ideologią. Tak jest też oczywiście w przypadku CSKA i Lewskiego.

Nie trzeba pisać, że obie te ekipy są dla siebie największymi kosami. Niemniej tytułem wprowadzenia słów kilka o ich zgodach, układach i utrzymywanych kontaktach. CSKA Sofia ma sztamę z kibicami Steauy Bukareszt, którzy od kilku lat borykają się z niesamowitymi zawirowaniami wokół własnej drużyny – mowa o najbardziej utytułowanym klubie w Rumunii… Ponadto przyjaźnią się z fanatykami Partizana Belgrad i słynnego, angielskiego Liverpoolu. Od jakiegoś czasu zdecydowanie wzmocniły się również kontakty „Armiejców” z Sofii z ich moskiewskimi odpowiednikami.

Niniejszy reportaż oparty jest meczu z 15 października 2016 roku, na którym co prawda delegacji „Koni” nie było, ale później, zarówno na derbach stolicy Bułgarii, jak i Rosji, wymiennie pojawiali się u siebie. Na przypomnienie zasługuje w tym miejscu również mecz Ligi Europy w Razgradzie, rozgrywany pomiędzy lokalnym Łudogorcem a CSKA Moskwa (19 września 2019 roku). Wówczas Red-Blue Warriors otrzymali bardzo konkretne wsparcie od licznej brygady z Sofii, która przybyła naprawdę mocnym składem wraz ze Steauą Bukareszt. Oczywiście na tym wyjeździe nie mogło braknąć Widzewa Łódź, który w 6 osób razem z nimi i Partizanem Belgrad, stanął tego dnia w sektorze gości, dedykowanym przyjezdnym reprezentującym CSKA Moskwa.

O Levskim nie sposób się tak szeroko rozpisać, gdyż posiada tylko jedną zgodę. Jest nią Lazio Rzym.

Derby z 15 października 2016 roku były pierwszymi po powrocie CSKA Sofia do najwyższej klasy rozgrywkowej, z której uprzednio klub został zdegradowany do III ligi, na skutek problemów finansowych. Tułaczka poza elitą piłkarską trwała jednak tylko dwa lata (a nie przynajmniej trzy, jak wskazywałaby matematyka), gdyż po sportowym awansie do I ligi klub odmeldował się na najwyższym poziomie rozgrywkowym przejmując licencję Liteksu Łowecz, po jego fuzji z Czawdarem Etropole. Wzbudziło to z początku sprzeciw fanatyków, niemniej z czasem, po wielu spotkaniach i ustaleniach została podjęta decyzja o uznaniu tego podmiotu jako prawowitego kontynuatora tradycji i historii, którego trzeba wspierać. Rzecz jasna, najwięcej do powiedzenia miała główna grupa – Animals. Zdecydowana większość sympatyków uznała ją również za słuszną i dobrą dla klubu. Stąd właśnie przerwa w rywalizacji derbowej wyniosła jedynie niespełna dwa lata.

Oczywiście fanom Levskiego nie spodobał się taki stan rzeczy. Dali temu wyraz nie tylko na meczu, ale również jeszcze przed jego rozpoczęciem. Otóż obie ekipy zorganizowały pochody – normalna rzecz – pojedynek derbowy, tym bardziej po dłuższym odstępie czasu. Fani z niebieskiej strony stolicy Bułgarii okrasili swój przemarsz specyficznym spektaklem. Zmierzającym na mecz przewodził człowiek w stroju popa, prawosławnego kapłana, obok którego jechał przystrojony kwiatami i szalikiem CSKA karawan pogrzebowy…

Ciśnienie czuć było w powietrzu. Emocje spotęgowała dwuletnia przerwa. Narastały wraz ze zbliżaniem się i wchodzeniem na Stadion im. Wasiła Lewskiego. Nie jest to jednak boisko, na którym „na co dzień” grają piłkarze Lewskiego – jak mogłaby sugerować nazwa. Ich klubowy obiekt nosi imię Georgiego Asparuchowa, a „Czerwonych” z kolei Armii Bułgarskiej. Ta arena jest stadionem narodowym, dedykowanym reprezentacji. Zdecydowana większość pojedynków derbowych była rozgrywana właśnie na niej. Wyjątki stanowiło dotychczas ok. trzydzieści spotkań, na ponad dwieście, które miały miejsce na przestrzeni całej historii tej rywalizacji.

Ostatecznie na stadionie odliczyło się ok. 25 000 kibiców. Nie sposób wskazać, która drużyna cieszyła się liczniejszym wsparciem. Oba młyny przygotowały choreografie, których centralnymi elementami były rzecz jasna pokazy pirotechniczne. CSKA najpierw zaprezentowało transparent i sektorówkę w asyście mnóstwa czerwonych świec dymnych. Następnie pojawiły się podnoszone transy z wyobrażeniami kibiców, pośród których centralne miejsce zajął materiał, na którym przedstawiono ultrasa z sektora G. Wówczas na trybunie wszyscy podnieśli czerwone kartony, po których przyszedł czas na racowisko. Z kolei Lewski zdecydowanie postawił na „świętowanie śmierci lokalnego rywala”. Na początku przedstawiono krzyż w otoczeniu czarnych kartonów i wstęgi materiału z datami 1948 – 2016. Obok pojawił się napis „śmierć CSKA”. Następnie wielki, biały obłok dymu, spowił młyn. Kolejno oczom widzów ukazała się niebieska kartoniada z zaprezentowanymi na jej tle motywami wojennymi oraz konkretny pokaz rac. Poza tym dużo było akcentów – w postaci krzyży i trumien – oznajmiających koniec wroga oraz elementów, typowych dla derbowych pojedynków.

Doping był znakomity po obu stronach przez cały mecz, chociaż po bramce dającej wyrównanie zawodnikom nominalnych gospodarzy zapał opadł po stronie Lewskiego. Euforia natomiast zagościła na trybunach CSKA. Taki stan na boisku utrzymał się już do końcowego gwizdka, obwieszczającego remis, będący w ówczesnej sytuacji rezultatem dającym powód do wybuchu radości dla czerwonej części Sofii. Lewski podczas tego spotkania był wspierany przez delegację Lazio Rzym, a naprzeciwko nich sektor został zasilony – według liczebności – przez Steauę Bukareszt, Liverpool i Partizana Belgrad, przy gościnnej obecności jednego kibica Widzewa.

Na koniec można użyć pewnego znanego cytatu i podsumować stwierdzając, że „plotki o śmierci CSKA Sofia są mocno przesadzone”…

Foto: ultras-tifo.net

Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Fanatyk
4 lat temu

CSKA świetna ekipa, bardzo gościnni ludzie, trzymają z porzadnymi klubami Partizanem, Liverpoolem i ostatnio CSKA Moskwa, barwy jak Widzew.

Mateusz
4 lat temu

Fajnie by było, jakby więcej takich derbowych relacji z całego świata się pojawiło :) super się czyta.

2
0
Would love your thoughts, please comment.x