Łódzka defensywa prawie na szóstkę!

12 lipca 2026, 16:54 | Autor:

Prezentowaliśmy już na WTM dokonania bramkarza Widzewa Łódź w rundzie wiosennej, którym w niemal każdym przypadku był Bartłomiej Drągowski. Czas na przyjrzenie się danym statystycznym łódzkiej defensywy. Jak wygląda na tle ligowej konkurencji?

Pod lupę wzięliśmy jak zwykle cztery kluczowe wskaźniki, które pomagają określić działania obronne. Najbardziej standardowym parametrem jest oczywiście liczba straconych goli, ale nie tylko to wyznacza skuteczność destrukcyjność drużyn Ekstraklasy. Warto zerknąć, jak ligowcy radzili sobie w wygrywaniu pojedynków w pierwszej tercji boiska, ile notowali przechwytów lub do jakich bramkowych okazji dopuszczali swoich przeciwników. W trzech elementach posłużyliśmy się średnią na mecz, ponieważ ze względu na jesienne zaległości część zespołów rozegrała większą liczbę spotkań.

Stare piłkarskie porzekadło mówi, że atakiem wygrywa się pojedyncze mecze, a obroną wygrywa się mistrzostwa. Tym razem byliśmy świadkami częściowego odstępstwa od tej reguły, ponieważ triumfujący w lidze Lech Poznań zajął w tym względzie dopiero ósme miejsce. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że bardzo dobra gra defensywna całego zespołu w bardzo dużym stopniu przyczyniła się do utrzymania Łodzian w elicie. Mieli oni bowiem najmniejszą średnią straconych goli! Bardzo dobrze wypadł też wicemistrz Górnik Zabrze, który drugim miejscem podzielił się z Zagłębiem Lubin.

O ile to nie gra obronna dała „Kolejorzowi” trofeum, to w przypadku spadkowiczów teoria o żelaznych tyłach, by odnieść sukces, potwierdza się w zasadzie w 100%. Najwięcej bramek tracili bowiem ci, którzy pożegnali się z Ekstraklasą, czyli Termalica Nieciecza, Arka Gdynia oraz Lechia Gdańsk.

To, jak często poszczególni golkiperzy musieli wyjmować piłkę z własnej siatki, łatwo policzyć. Trudniej przedstawić statystycznie prawdopodobieństwo, że w danej sytuacji padnie bramka. Z pomocą przychodzi tu współczynnik goli oczekiwanych – im wyższy, tym rywale mają teoretycznie łatwiej. Interesujące wnioski płyną też z porównania obu tych wskaźników. Ponownie najlepszy okazał się bowiem RTS, który „powinien” tracić wiosną niecałą bramkę na mecz. Gołym okiem widać więc, że Widzewiacy mieli też trochę szczęścia, bo rywale wykorzystywali swoje szanse z mniejszą skutecznością.

Dobrą pracą w tym względzie wykazali się też piłkarze Marka Papszuna, dzięki czemu Legia Warszawa mogła do ostatniej chwili walczyć o europejskie puchary. Małym zaskoczeniem jest natomiast niski parametr expected goals opponent w przypadku zamykającej podium Cracovii.

Najgorzej w działaniach destrukcyjnych radził sobie wiosną Motor Lublin, któremu sporo się upiekło. Różnica między liczbą goli oczekiwanych jego przeciwników a faktycznie straconymi była naprawdę duża. Oprócz wspomnianej wcześniej Termaliki, kiepsko bronili też gracze Korony Kielce.

Przyjrzeliśmy się również skuteczności drużyn w defensywnych pojedynkach, które również pomagają określić ich umiejętność działań destrukcyjnych. Okazuje się, że najtrudniej było wygrać starcia z zawodnikami Widzewa, a w dalszej kolejności Górnika i Legii. Widać więc, że w ekipie Igora Jovićevicia, a później Aleksandara Vukovicia ten element funkcjonował naprawdę świetnie.

Powodów do dumy w tej materii nie ma za to z pewnością zamykający zestawienie Radomiak Radom. Kiepsko radzili sobie też zawodnicy GKS Katowice, a w dole stawki przewija się ponownie również Arka.

Ostatnim parametrem, który pomaga określić jakość postawy obronnej zespołów Ekstraklasy, jest liczba notowanych przez piłkarzy przechwytów. To jedyny współczynnik, w którym czerwono-biało-czerwoni nie byli najlepsi w Ekstraklasie. Ba! Byli niemal najsłabsi, wyprzedzając tylko ekipę z Poznania. W przypadku Lechitów można to jeszcze zrozumieć, ponieważ zazwyczaj mieli oni bardzo dużą przewagę w posiadaniu piłki, więc nie musieli jej tak często przechwytywać. Kiepsko wypadli też Legioniści. Gdyby nie ten fakt, piłkarze z Piłsudskiego byliby w tyłach niemalże perfekcyjni! 

Najczęściej futbolówkę przejmowali zawodnicy z Lubina, ale w końcu dobrze radzili sobie w tym względzie także „Słonie„, mając zapewne ku temu sporo okazji. Podium zamknęła Wisła Płock.

W kolejnym odcinku naszego cyklu przyjrzymy się wiosennym dokonaniom drugiej linii Widzewa Łódź i ich efektów na tle formacji pomocy pozostałych drużyn.

Subskrybuj
Powiadom o
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysztof
3 godzin temu

sytuacja jest bezprecedensowa i słowo „kompromitacja” idealnie oddaje to, co wydarzyło się na poziomie organizacyjnym tego zgrupowania. W profesjonalnej piłce nożnej ułożony plan przygotowań to fundament, a jego całkowite rozbicie stawia drużynę w ekstremalnie trudnym położeniu. Żadne zaklęcia ani zapewnienia sztabu nie zastąpią teraz straconego czasu. Rzeczywiście, dopiero pierwsze kolejki ligowe – starcia z Motorem Lublin i Wisłą Płock – obnażą każdy brak zgrania, niedociągnięcie kondycyjne czy błędy w komunikacji. Piłkarze wyjdą na murawę bez niezbędnego automatyzmu, co w Ekstraklasie natychmiast przekłada się na stratę punktów. Margines błędu skurczył się do zera, a kibicom pozostaje jedynie czekać na tę bolesną… Czytaj więcej »

Zax
Odpowiedź do  Krzysztof
1 godzina temu

Tak to prawda,rozegranie tylko 2 sparingów z pieciu zaplanowanych to kompromitacja tak agencji jak samego pionu odpowiedzialnego za logistykę.Panie Prezesie to bardzo nieprofesjonalne,znajacy rzemiosło pilkarskie wiedzą że niesie to negatywne aspekty opisane w powyższej wypowiedzi.Nie można przejść koło tego obok.

Grzesiek
2 godzin temu

Dziś łódzka defensywa prawie na szóstkę (!), a jeszcze przedwczoraj liczby jednego z jej kierowników… nie powa lały. Ciekawe, jak będzie jutro?

Last edited 2 godzin temu by Grzesiek
3
0
Would love your thoughts, please comment.x