W. Szawarski: „Jestem dumny ze swojej drużyny”

25 marca 2020, 19:40 | Autor:

Latem poprzedniego roku zespół koszykarek Widzewa objął Wojciech Szawarski. Choć w pierwszym sezonie pracy w Łodzi nie udało mu się awansować z drużyną do play-offów, i tak należy uznać, że był to niezły okres. Porozmawialiśmy z trenerem o ostatnich kilku miesiącach oraz o planach na przyszłość.

– W obecnej sytuacji wywiad muszę zacząć od tego pytania: jak zdrowie?

– U mnie wszystko w porządku, tak samo jak w całej mojej rodzinie. Nie mamy żadnych problemów i oby tak zostało jak najdłużej.

– Jest pan jeszcze w Łodzi czy już wrócił w rodzinne strony?

– Można powiedzieć, że już wyjechałem, chociaż teraz wróciłem na dwa dni, żeby pozałatwiać wszelkie formalności. Później jednak przenoszę się do rodzinnego Lublina.

– Mam nadzieję, że nie na stałe. Co z pańską przyszłością w Widzewie?

– Wszystko zależy od tego, jak będą wyglądały sprawy w klubie, a na dzisiaj prezesom trudno cokolwiek powiedzieć o przyszłości. Na razie nie myślimy o takich rzeczach, tylko jesteśmy raczej zajęci bieżącymi sprawami. Jestem umówiony na pewne rozmowy, ale najpierw w Widzewie muszą sprecyzować, jak będzie wyglądała sytuacja.

– Jeżeli sprawy finansowe ułożą się zgodnie z planem, to z pańskiej strony jest chęć pozostania w Łodzi?

– Jak najbardziej chciałbym zostać w Łodzi. Jeżeli klub będzie miał odpowiedni budżet, który zagwarantuje przede wszystkim start w ekstraklasie, bo od tego trzeba zacząć, to jestem otwarty na rozmowy. Widzew z pewnością będzie miał w nich pierwszeństwo.

– Nie żałuje pan przyjścia do klubu?

– Absolutnie nie żałuję tego ruchu. Dobrze czułem się w Widzewie, mam też takie poczucie, że mogliśmy ugrać coś więcej i zająć lepsze miejsce. Dlatego chciałbym, aby praca, którą wykonaliśmy w minionym sezonie, była kontynuowana. Trzymam kciuki za prezesów, żeby udało im się pozyskać sponsorów i zagwarantować budżet, który pozwoliłby nam zatrzymać najważniejsze zawodniczki.

– Chwile zwątpienia musiały jednak być, choćby po wysokiej porażce w Lublinie, po którym mówił pan, że nie wie, czy zostanie w Łodzi.

– Nie oszukujmy się – pierwsza runda w naszym wykonaniu była słaba. Miejsce w tabeli odzwierciedlało to, jaki mieliśmy wtedy potencjał. Dysponowaliśmy bardzo wąskim składem, walczyliśmy, ale zawsze na koniec czegoś nam brakowało. Na szczęście później kadra została poszerzona, może nie w aż takim stopniu, w jakim bym sobie życzył, jednak to i tak przyniosło efekty. Zaczęliśmy grać lepiej jako drużyna, było widać, że praca na treningach dała oczekiwany skutek.

– Brakowało wam szczęścia. Kilka spotkań przegraliście bardzo nieznacznie, w Gdańsku z winy związku wystąpić nie mogła Taylor Emery.

– W sporcie potrzeba również szczęścia, a my go faktycznie nie mieliśmy. Przyjechała do nas Taylor Emery, trenowała z nami przez cztery dni, ale nadszedł dzień meczu i nie mogła zagrać, bo ktoś czegoś nie dopilnował w FIBA. To było spotkanie, które mogło zadecydować o naszym awansie do play-offów. Nic na to nie poradzimy, ja się cieszę przede wszystkim z tego, że dziewczyny wygrzebały się z dołka. To świadczy o tym, jak są ambitne i jaki mają charakter.

– Spodziewał się pan pod koniec grudnia, że ten nowy rok będzie tak dobry?

– Może nie tyle się spodziewałem, ale na pewno mocno na to liczyłem i nie byłem tym zaskoczony. Widziałem, jak dziewczyny do tego podchodzą, z każdym dniem na treningach wszystko wyglądało coraz lepiej. Doszły nowe zawodniczki, które miały wnieść w naszą grę nową jakość. Bardzo dużo dało nam zwycięstwo we Wrocławiu, które podniosło morale, a do pokazało, że najgorsze już za nami i teraz idziemy w dobrą stronę. To był kamień milowy.

– Gdybyście od początku dysponowali taką kadrą, jaką mieliście na zakończenie sezonu, to o co byście walczyli?

– Przede wszystkim, gdybym latem miał możliwość zakontraktowania dwóch Amerykanek, to na pewno byłyby to inne zawodniczki. Sytuacja wymusiła jednak, że musieliśmy zadowolić się dwiema obwodowymi. Ja wolałbym lepiej zbilansować kadrę, bo do samego końca brakowało nam środkowej. W trakcie sezonu dowiedzieliśmy się, że możemy wziąć kolejną koszykarkę ze Stanów Zjednoczonych, ale na rynku nie było już podkoszowych, dlatego postanowiłem poszerzyć rotację. Wydaje mi się, że ten pomysł wypalił, ponieważ kolejne mecze pokazały, że te dziewczyny potrafią ze sobą grać. Wracając do pytania: jeżeli przed rozpoczęciem rozgrywek mógłbym sobie pozwolić na dwie Amerykanki, to jestem przekonany, że bylibyśmy o dwie-trzy pozycje wyżej.

– Latem prowadziliście jakieś rozmowy, czy raczej od początku było wiadomo, że nie ma na co liczyć?

– Ja cały czas byłem na to przygotowany, nawet już w trakcie sezonu pilotowałem rynek. Nie miałem jednak sygnału od prezesów, że możemy zacząć działać, bo nikt nie mógł zagwarantować dopięcia budżetu. Trudno myśleć o podpisaniu z kimś kontraktu, jeżeli nie ma się na to zapewnionych środków. Musieliśmy radzić sobie w taki, a nie inny sposób, ale mimo tego myślę, że udałoby się nam zająć to ósme miejsce, gdyby sezon nie skończył się o kolejkę za wcześnie.

– Decyzja o odwołaniu meczu z Wisłą była słuszna?

– Patrząc na to, co dzieje się w kraju, to zdecydowanie tak, ponieważ zdrowie jest najważniejsze. Oczywiście, odczuwamy niedosyt, bo mogliśmy być o to jedno miejsce wyżej. To jednak też tylko gdybanie. Musielibyśmy wygrać w Krakowie, a nie wiemy, czy tak by się stało.

– Szkoda przede wszystkim tego, że w przeciwieństwie do innych sportów, które są w pełni sezonu, do końca rozgrywek Basket Ligi Kobiet został tylko jeden mecz.

– Być może gdyby sytuacja w czubie tabeli nie była jasna, to decyzja o zakończeniu rozgrywek zostałaby podjęta trzy dni później. Najważniejsze rozstrzygnięcia były już jednak znane. Arka wygrała wszystkie mecze w sezonie, zasłużenie zdobyła mistrzostwo Polski i nie chciano już narażać zdrowia zawodniczek. Tak jak mówiłem, według mnie to słuszny ruch.

– Wracając jeszcze do kadry, którą dysponowaliście. Chyba musi być pan zadowolony z tego, co udało się panu zbudować, zwłaszcza pomimo ograniczonych środków.

– Jestem bardzo zadowolony z dziewczyn. Każda z nich zrobiła postęp, i indywidualnie, i jako zespół. Z meczu na mecz grały coraz lepiej i coraz lepiej rozumiały koszykówkę, którą chciałem im wdrożyć. To są świetne dziewczyny, nie tylko na parkiecie, ale również poza nim. Mogę o nich mówić wyłącznie w samych superlatywach – zarówno jeżeli chodzi o podejście do pracy, ambicję, wolę walki czy niespuszczanie głowy w trudnych momentach, a to wszystko są najlepsze cechy dla sportowców. Życzyłbym sobie, żeby w każdej mojej drużynie był taki klimat, jak w Widzewie.

– Wyróżnieniem musi być dla pana również to, że cztery pańskie podopieczne zostały powołane do reprezentacji Polski.

– Bardzo mnie to cieszy, bo pokazuje, że dziewczyny wykorzystały daną im szansę. Ich praca została dostrzeżona przez trenera kadry, a to kolejna rzecz, z której jestem zadowolony. Mam nadzieję, że na tym nie poprzestaną i będą się dalej rozwijać.

– Jeżeli zostanie pan w Widzewie, to ilu wzmocnień możemy się spodziewać?

– Nie jestem zwolennikiem rewolucji i zmiany totalnych z roku na rok. Ten sezon pokazał, że nasz zespół się rozwija, dlatego byłoby świetnie, gdyby udało się nam zatrzymać jego trzon. Wtedy chciałbym dokonać jednego lub dwóch dobrych wzmocnień, takich, które jeszcze poprawiłyby jakość drużyny. Dzięki temu moglibyśmy powalczyć o coś więcej.

– Sezon dobiegł końca, przed wami kilka miesięcy przerwy. Dziewczyny dostały jakieś indywidualne rozpiski, żeby utrzymać dobrą formę?

– Z klubu nie, ale każda z nich jest świadoma bycia zawodową koszykarką. Wszystkie wiedzą, co mają robić i jestem pewien, że cały czas dbają o swoją formę.

– W trakcie rozgrywek wielokrotnie podkreślał pan znaczenie atmosfery na trybunach. Jak bardzo pomagał wam doping kibiców?

– Powiem szczerze, że przychodząc do Widzewa nie spodziewałem się tego, dopiero na miejscu się o tym przekonałem. Imponuje mi przede wszystkim fakt, że zewsząd czuć tę widzewską atmosferę. Było widać, że piłka nożna i koszykówka idą ze sobą w parze, jako jeden Widzew. To, co robili kibice podczas meczów, było czymś wspaniałym. Mam sygnały z całej Polski, że wszyscy byli zachwyceni tym, co tu się działo. Ja jestem wdzięczny przede wszystkim za to, że fani pomagali nam w trudnych momentach. W pierwszej rundzie przegraliśmy prawie wszystkie mecze, a sala była cały czas pełna. Czuliśmy wsparcie, które w takich chwilach było najważniejsze.

– Swoją ambitną walką pokazywaliście, że warto przychodzić do Hali Parkowej i was wspierać.

– Inaczej się nie dało. Graliśmy nie tylko dla siebie, ale też dla kibiców. Dziewczyny robiły wszystko, żeby wynagrodzić im trudne momenty. Swoją walką pokazywały, że są wdzięczne za doping. To jeszcze mocniej unaoczniło mi, jak świetne to są dziewczyny i jakie cechy mają. Jestem dumny ze swojej drużyny.

Rozmawiał Kamil

2
Dodaj komentarz

2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mr. X

Trenerze
Bo Widzew to jedna wielka rodzina.
Taka jedyna w swoim rodzaju, której nie da się skopiować.
Z Widzewem na dobre i na złe.
Bo Widzew to życie, wiara, fascynacja.
Ave Widzew

Kenzo

Widać, że mądry, poukładany facet. Aż miło czytać.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress