Oceny widzewiaków po meczu z Chrobrym

9 listopada 2014, 11:44 | Autor:

piłkarze

Kompromitująca seria widzewiaków trwa. Łodzianie przegrali po raz ósmy z rzędu, tym razem w Głogowie. Mogli pokusić się o lepszy wynik, bo udało im się odrobić dwubramkową stratę. Z boiska schodzili jednak pokonani, a znów zaważyły na tym błędy indywidualne. Poniżej oceny zawodników i ich trenera.

Dino Hamzic:
Nie zawalił przy żadnej z trzech bramek, ale też niczym specjalnym się nie wyróżnił. Na początku meczu Hamzic popełnił błąd, zostawiając pusta bramkę, ale na szczęście rywale spanikowali. Gdyby głogowianin miał więcej zimnej krwi wjechałby z piłą do siatki tak, jak przed tygodniem Piątek z Zagłębia Lubin. Potem zaliczył kilka udanych interwencji, ale jednak trzy razy został pokonany. Brakowało w jego wykonaniu dobrych wprowadzeń piłki, a to przecież umie robić bardzo dobrze.
Ocena: 4

Rafał Augustyniak:
Jakby rotacji personalnej i taktycznej było mało, Augustyniak zagrał wczoraj na trzeciej w tym sezonie pozycji. Wystawiony na prawej obronie nie wyglądał źle, ale za to bardzo widoczny był jego brak na środku defensywy. Co by nie mówić o „Auguście”, wyrasta on na najbardziej stabilnego zawodnika linii obronnych Widzewa, bo koledzy z meczu na mecz grają słabiej. Wczoraj trochę za mało było w jego wykonaniu rajdów bokiem boiska, naliczyliśmy chyba dwa. Na tej pozycji mógł zrobić więcej. Na ostatnie minut poszedł do przodu i grał jako wysunięty napastnik. Mógł zdobyć gola, ale jego strzał w zamieszaniu obronił Janicki.
Ocena: 5

Krystian Nowak:
Kolejny fatalny występ Nowaka, który popełniał w tym meczu mnóstwo błędów. Źle zachował się już przy pierwszym golu, gdzie krył na radar Danielaka (choć nie pomógł mu będący w te strefie Rozwandowicz), ale jeszcze gorzej było przy drugim, gdy niepotrzebnie wyszedł do przodu chcąc pomóc Augustyniakowi, a de facto zostawił bez krycia rywala, co stworzyło Chrobremu okazję bramkową na 2:0. Krycie przy trzecim trafieniu też było kuriozalne, chyba że było to celowe wyjście, by łapać rywala na spalonym – ofsajd faktycznie był.
Ocena: 3

Dimitrije Injac:
Serb z konieczności został przesunięty do tyłu, gdzie zupełnie sobie nie radził. Doświadczenie może i jest, ale brak zgrania z kolegami z linii defensywnej wziął tutaj górę. Injac nie wrócił przy pierwszym straconym golu, a przy drugim był znowu za bardzo wycofany. W przerwie na boisku wszedł Jakub Czapliński i liczyliśmy, że w miejsce Dimy wejdzie Augustyniak, ale rozczarowaliśmy się. Ucierpiała na tym nie tylko defensywa, bo brakowało też kreatywnego zawodnika w środku pola.
Ocena: 4

Marcin Kozłowski:
Z meczu na mecz Kozłowski pikuje ze swoją formą. Z początku sezonu, gdzie „Cinek” walczył i dawał dużo jakości z przodu, został cień zawodnika, który po godzinie gry nie ma sił na rywalizację z przeciwnikiem. Złe przygotowanie do sezonu, za które winimy sztab, to jedno, ale proste błędy, to drugie, a tych było ostatnio zbyt dużo. Przy dwóch pierwszych bramkach wychowanek Widzewa nie zawinił, ale przy trzecim stał za daleko od Szczepaniaka i pozwolił mu dośrodkować piłkę. Na plus zapisujemy 20-latkowi świetne podanie do Kasprzaka po którym padł gol na 2:2 i dużo większą aktywność z przodu, niż jego odpowiednik z prawej strony, „August”.
Ocena: 4

Konrad Wrzesiński:
Mimo słabej formy w ostatnich spotkaniach znów wyszedł w pierwszym składzie, ale Rafał Pawlak stracił do niego cierpliwość już w przerwie. Nie dziwimy się, bo Wrzesiński był niewidoczny i kompletnie bezproduktywny. Jedyna jego aktywność, to niecelny strzał oraz akcja, w której dał sobie odebrać piłkę leżącemu na boisku rywalowi.
Ocena: 3

Maksymilian Rozwandowicz:
Rozwandowicz, to piłkarz, który najbardziej zyskał na przyjściu Pawlaka. Wskoczył do pierwszego składu w meczu z Bytovią i na razie miejsca nie oddaje. Szkoda tylko, że swoją grą nie za bardzo udowadnia, że mu się to należy. Wczoraj nie wniósł do gry żadnej jakości piłkarskiej (może poza licznymi wygranymi pojedynkami główkowymi), duże braki nadrabiał walecznością i zaangażowaniem – tego odmówić mu nie można. Pamiętamy jednak gola na 1:0 dla Chrobrego, przy którym Maks przyglądał się, jak piłka wędruje do strzelca, zamiast uzupełnić lukę po Injacu i przeszkodzić głogowianom. Od tego jest defensywny pomocnik, żeby asekurować stopera.
Ocena: 4

Bartłomiej Kasprzak:
Pierwsza połowa w jego wykonaniu była fatalna, jak ostatnie jego występy. W drugiej nastąpiła miła odmiana i Kasprzak w końcu zaczął momentami przypominać tego zawodnika, który błyszczał wiosną w T-Mobile Ekstraklasie. Odbierał piłki, pomagał Batrovicowi w rozegraniu, a w końcu dobrą akcją w 72 minucie zaliczył asystę przy samobóju Bogusławskiego. Jeśli z Olimpią zagra tak, jak w drugiej połowie w Głogowie, Widzew dużo zyska w środku pola.
Ocena: 6

Mateusz Janiec:
Znów pojawił się w wyjściowej jedenastce i zagrał raczej poprawnie. Nie było co prawda żadnych fajerwerków, zachwycających rajdów czy nawet strzałów, ale była solidność. W końcu Janiec zaliczył też asystę przy bramce Warchoła, która była pierwszą od dawna zdobytą przez łodzian po rzucie rożnym.
Ocena: 6

Veljko Batrovic:
Z meczu na mecz Batrovic wygląda nieco lepiej. Choć z drugiej strony ciężko zagrać gorzej, niż przeciwko Zagłębiu. Czarnogórzec w końcu wziął się za rozgrywanie, a nie tylko pozorowanie tego i momentami Widzew nie wypuszczał Chrobrego z jego połowy. Wszystko to oczywiście działo się po przerwie, bo w pierwszych 45 minutach „Batro” grał piach, jak cały zespół. Fajnie wyglądała jego współpraca z Warchołem, liczymy na powtórkę w sobotę.
Ocena: 5

Mariusz Rybicki:
Znów wystawiony został na ataku i znów sobie nie poradził. Za bardzo ciągnęło go do boku, przez co na szpicy pozostawała luka, której Batrovic nie zawsze zdążył wypełnić. Tak naprawdę tylko raz znalazł się w niezłej sytuacji, ale i tak nie opanował ciekawego podania od Jańca i nic z tego nie wyszło. Bezproduktywny Rybicki na drugą połowę już nie wybiegł.
Ocena: 3

Zmiany

Damian Warchoł (piłkarz meczu):
Jego pojawienie się w protokole meczowym było niespodzianką, bowiem kibice spodziewali się, że to już koniec Warchoła w Widzewie. Ten jednak wyjaśnił swoją sytuację i wrócił. Zrobił to w dobrym stylu – dał dobrą zmianę, pociągnął grę zespołu, a jego gol wlał nadzieję w serca kolegów, że może się udać. Podobał nam się spokój 18-latka w operowaniu piłką i dobra współpraca z Batrovicem. W końcu gola dla łodzian zdobył zawodnik ofensywny, co jest zasługą dobrego ustawienia się w polu karnym (identyczne trafienie Warchoł zanotował w sparingu z Avią Świdnik). Nie chcemy robić z młodego napastnika gwiazdy, bo nią nie jest, ale nie wyobrażamy sobie jego braku w wyjściowym składzie na mecz z Olimpią Grudziądz.
Ocena: 8

Jakub Czapliński:
Zanotował chyba najlepsze 45 minut odkąd jest w Widzewie. Poprzednie jego występy wyglądały fatalnie, ten w Głogowie pokazał, że Czapliński jakiś potencjał ma. To jego stroną sunęła większość ataków w drugiej połowie, z której łodzianie mieli kilka rzutów rożnych. Może wychowanek Warty Poznań powinien być częściej wystawiany w pomocy, bo z bronieniem u niego kiepsko, a wrodzona szybkość przydaje się w ataku?
Ocena: 6

Trener

Rafał Pawlak:
Pawlak wkurzył nas już przed meczem dokonując kolejnych roszad w zespole. Ugiął się pod presją mediów i powrócił do gry z czwórką obrońców na zasadzie: chcecie, to macie. Może i dałoby to pozytywny efekt, gdyby nie błędy personalne w doborze ludzi do tej newralgicznej formacji. Wystawienie na stoperze kompletnie niezgranego z Nowakiem i s-ką Injaca było bardzo kosztowną pomyłką. A przecież można było nie rozbijać rozumiejącego się już duetu Augutyniak-Nowak, a Serba ustawić na boku, gdzie grał już w Lechu Poznań wielokrotnie, raz nawet przez całą rundę. W przerwie trener Widzewa sam przyznał się do błędów i dokonał dwóch zmian, co zawsze jest dowodem na złe wyboru przedmeczowe. Co prawda Injac nadal grał na stoperze, ale na szczęście drużyna ruszyła do przodu i zamknęła Chrobrego, wiec więcej błędów z tyłu nie było. Na plus to, że obaj zmiennicy sporo wnieśli do gry. Warchoł strzelił gola, a Czapliński mocno szarżował na skrzydle. Nie zmienia to jednak faktu, że Pawlak przegrał szósty mecz i jego bilans wygląda gorzej niż żenująco.
W zachowaniu szkoleniowca dostrzegliśmy też jedną małą zmianę, która akurat może mieć wpływ na morale zawodników – po raz pierwszy na konferencji starał się on nie krytykować swoich podopiecznych, szukał pozytywów i starał się ich podnieść na duchu. Czyżby coś wreszcie do niego dotarło i zrozumiał, że atakowanie drużyny przed kamerami nie przysporzy mu zwolenników w szatni?
Ocena: 4